9-latka nie żyje. Kierowca karetki: chciałem szybciej dotrzeć do szpitala

Warszawa

Prokuratura o zarzutachTVN24
wideo 2/4

Kierujący karetką, która śmiertelnie potrąciła dziewięciolatkę w Pruszkowie nie powinien jechać na sygnale - ustaliła prokuratura. Mężczyzna tłumaczył, że zrobił to, "żeby szybciej dojechać do szpitala". Kierowca usłyszał już zarzut, został tymczasowo aresztowany.

- Prokurator przedstawił podejrzanemu Piotrowi K. zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym – informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej.

Karetka bez pacjenta, kierowca bez zlecenia

Do tragicznego wypadku doszło w Pruszkowie, w środę. Jak podała prokuratura, dziewięciolatka stała przed przejściem dla pieszych. Kierowca auta osobowego ustąpił jej pierwszeństwa. Dziewczynka spokojnie weszła na zebrę. Wtedy uderzyła w nią jadąca z dużą prędkością karetka. Jechała ze znaczną prędkością i na sygnale.

Jak podaje Łapczyński, 60-letni mężczyzna, który siedział za kierownicą karetki przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia.

- Wyjaśnił, że nie zachodziły okoliczności uzasadniające włączenie sygnałów świetlnych i dźwiękowych, pojazd nie realizował bowiem transportu związanego z zagrożeniem życia bądź zdrowia. Oświadczył, iż mimo to sygnały włączył, by szybciej dotrzeć do szpitala, by wykonać kolejne zlecenie przewozu pacjenta – tłumaczy rzecznik prokuratury.

Wniosek o areszt

Prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące.

- Motywowany jest obawą matactwa procesowego, w szczególności uzasadnioną obawą, że podejrzany może wpływać na świadków, których należy jeszcze w sprawie przesłuchać oraz grożącą mu surową karą, która w tym przypadku wynosi osiem lat pozbawienia wolności – mówi Łukasz Łapczyński.

Jak podaje prokurator, sąd przychylił się do wniosku śledczych.

"Krzyczał, że przepuścił dziecko na śmierć"

W czwartek rano na miejsce pojechała reporterka TVN24 Małgorzata Telmińska. O tragicznym zdarzeniu rozmawiała ze świadkiem - kobietą, która chciała zachować anonimowość.

- Ta karetka jakby spod ziemi była. Takie uderzenie, że dziecko daleko, ze 30 metrów, odleciało. Jak ją potrącił, to ją zabił od razu na miejscu - mówiła kobieta, z którą rozmawiała reporterka.

Z relacji świadka wynikało, że kierowca auta, które się zatrzymało, by przepuścić dziewczynkę, był w szoku. - Krzyczał, że przepuścił dziecko na śmierć. Mówił, że gdyby wiedział, że ta karetka tak szybko nadjedzie, toby nie przepuścił dziecka. Tylko by pojechał. Dziecko by stało.

Jak podkreślała, nie było widać karetki. - Ani nawet dobrze nie było słychać. Ja karetkę usłyszałam w sumie w ostatniej chwili, jak już było uderzenie - dodała.

kz/ran