Referendum ws. podatków? "To jakby pytać, czy chce się być zdrowym i bogatym"

Z kraju

sxc.huZdaniem ekspertów zadawanie pytania w referendum czy ma być wprowadzona zasada, że wszystkie wątpliwości będą rozstrzygane na korzyść podatnika jest "niezbyt sensowne"

Pytanie w referendum o zasadę rozstrzygania wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika to nie najlepszy pomysł - uważają eksperci. Ich zdaniem to tak jakby zapytać w referendum: "czy chciałbyś być bogaty i zdrowy?".

Prezydent Komorowski zapowiedział w poniedziałek, że chce referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, zmian systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym.

"Niezbyt sensowne" pytanie

Zmiany w systemie podatkowym miałyby obejmować wprowadzenie do systemu podatkowego zasady "in dubio pro tributario" (rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika). Prezydent wysunął tę propozycję po ogłoszeniu wyników sondażowych I tury wyborów prezydenckich, w których kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał 34,5 proc. głosów, on sam - 33,1 proc., a Paweł Kukiz - 20,5 proc. - Na temat zasady "in dubio pro tributario" wypowiadają się superfachowcy, a i tak się różnią - podkreślił Piotr Kuczyński z firmy Xelion.

Jego zdaniem zadawanie takiego pytania w referendum jest "niezbyt sensowne". Jak zaznaczył, tzw. człowiek z ulicy na pytanie, czy ma być wprowadzona zasada, że wszystkie wątpliwości będą rozstrzygane na korzyść podatnika, odpowie oczywiście: tak. - To jest pytanie z cyklu, czy chciałbyś być bogaty i zdrowy - mówi analityk.

Ważne są szczegóły

Podkreślił, że w sprawie tej zasady "diabeł leży w szczegółach". - Nie wiadomo, co to znaczy "wątpliwości rozstrzygane na korzyść podatnika". Czy chodzi o wątpliwości w prawie, czy wątpliwości w dokumentacji złożonej przez podatnika. Jeśli wątpliwości w prawie, to urząd skarbowy zawsze powie, że ma rację. W tym drugim przypadku może dojść do sytuacji, że urząd nawet przestępcy będzie musiał pójść na rękę - argumentuje Kuczyński. Podobny pogląd prezentuje ekspert podatkowy Roman Namysłowski. - To nie jest temat, który wymagałby pytania społeczeństwa w tak otwarty sposób, bo to jest specyficzna i trudna kwestia - zaznaczył. Również on porównuje to pytanie do pytania przeciętnego Polaka, czy chciałby być piękny i młody. - Każdy odpowie, że tak, ale nikt się nie zastanowi, ile trzeba będzie za to zapłacić - przekonuje.

Podzielone głosy

Zdaniem Namysłowskiego zasada "in dubio pro tributario" jest trudna koncepcyjne, głosy na jej temat wśród ekspertów są podzielone i wiele zależy od tego, jakie będzie szczegółowe brzmienie tego przepisu. Tym niemniej uważa, że jest możliwe takie zapisanie tej zasady, by była korzystna dla podatników, dawała im możliwość skutecznej realizacji własnych interesów w relacjach z organami podatkowymi, a zarazem by nie burzyła systemu podatkowego. Szef komisji kodyfikacyjnej pracującej nad nowym rządowym projektem ordynacji podatkowej prof. Leonard Etel wskazuje, że zasada "in dubio pro tributario" to jest tzw. dyrektywa drugiego stopnia, ważna przy interpretacjach przepisów podatkowych. - Gdy pojawiają się wątpliwości, co do określonego przepisu i nie sposób ich rozstrzygnąć, stosuje się tzw. dyrektywy drugiego stopnia - wyjaśnia.

Można lepiej

Prof. Etel potwierdza, że zasada ta, wraz z kilkunastoma innymi ogólnymi zasadami prawa podatkowego, znajdzie się w nowej ordynacji podatkowej, której przedstawienie zapowiada rząd. - Ale nad brzmieniem trzeba jeszcze popracować - zastrzegł. Przyznał też, że zasadę tę "można zapisać lepiej", niż zrobił to w swoim projekcie prezydent. Tym niemniej, jego zdaniem, akurat o zasadę można zapytać w referendum, skoro są wątpliwości, czy powinna się znaleźć w nowym systemie prawnym. Prezydent już w grudniu zaproponował projekt nowej ordynacji podatkowej, zawierający zasadę "in dubio pro tributario". Kształt tej propozycji Bronisława Komorowskiego negatywnie ocenił jednak resort finansów, zapowiadając przedstawienie swojego pomysłu w tej sprawie.

Autor: tol / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu