Katastrofa samolotu Germanwings, co działo się w airbusie? Wydanie specjalne w TVN24 Biznes i Świat

Z kraju


Francuscy śledczy zajmujący się katastrofą samolotu linii Germanwings poinformowali o wstępnych ustaleniach dotyczących wtorkowych wydarzeń. Mówili, że "z kokpitu słychać było oddech drugiego pilota. Oznacza to, że był on żywy". Więcej w wydaniu specjalnym w TVN24 Biznes i Świat.

Do momentu, w którym kapitan lotu 4U 9525 niemieckich linii Germanwings przebywał w kabinie pilotów, podróż przebiegała spokojnie. Gdy z niej wyszedł, przekazując stery drugiemu pilotowi, ten od razu rozpoczął procedurę schodzenia maszyny. - Działanie przy przełączniku wysokości może być jedynie zamierzonym działaniem - powiedział na konferencji prasowej dotyczącym katastrofy airbusa A320 francuski prokurator Brice Robin.

Prokurator przekazał na konferencji prasowej, że śledczy uzyskali z czarnej skrzynki będącej rejestratorem rozmów w kokpicie "pełny zapis 30 minut lotu", od momentu startu samolotu z Barcelony.

"Sam za sterami"

W pewnym momencie kapitan prosi drugiego pilota o przejęcie sterów. Słychać odgłos odsuwanego fotela i odsuwanych drzwi. Można domniemywać, że kapitan wyszedł za naturalną potrzebą - relacjonował wydarzenia w kabinie pilotów prokurator.

W tym momencie - jak zaznaczył - "drugi pilot jest sam za sterami". - W czasie, gdy pozostaje sam, słychać przełączenia systemów sterowania lotem (ang. Flight Management System) uruchamiające schodzenie samolotu. Podkreślam: drugi pilot siedzi u sterów i rozpoczyna się schodzenie maszyny. Działanie przy przełączniku wysokości może być jedynie zamierzonym działaniem - wyjaśniał dalej francuski prokurator.

Zaznaczył, że "przełącznik ten trzeba wielokrotnie przekręcić. - Nie da się tego zrobić niechcący - podkreślił.

Jak relacjonował Brice Robin, po chwili słychać już kapitana rejsu, który "puka do drzwi" kabiny i zagląda przez wizjer, a więc "jest teoretycznie zauważony przez drugiego pilota". Na wezwania kapitana drugi pilot nie odpowiada.

Prokurator doprecyzował, że "drugi pilot od momentu wyjścia kapitana z kokpitu nie wypowiedział ani jednego słowa". - Pełna cisza - zaznaczył. Prokurator powiedział też, że drugi pilot był narodowości niemieckiej. - Nie wiem jakie było pochodzenie etniczne, nie jest znany jako członek sieci terrorystycznej. Nazywał się Andreas Lubitz. Pracował od kilku miesięcy, miał 100 wylatanych godzin - dodał.

Więcej w TVN24 Biznes i Świat.

Autor: red. / Źródło: TVN24 BiS