Obawiają się "przecudzoziemczenia". Szwajcarzy zdecydują o imigrantach

Najnowsze

TVN24 Biznes i ŚwiatSzwajcarskie "nie" dla imigrantów

W niedzielę obok referendum w sprawie zwiększenia rezerw złota Szwajcarzy będą głosować w sprawie kwot imigracyjnych. To drugie w tym roku głosowanie w sprawie ograniczenia napływu obcokrajowców, co budzi pytania o związek Szwajcarii z Unia Europejską.

Stowarzyszenie Ekologia i Populacja (Ecopop) zgłosiło propozycję ws. ustanowienia bardzo restrykcyjnego ograniczenia liczby imigrantów, którzy mogą zostać w Szwajcarii. Domaga się ono, by wzrost ich liczby nie przekroczył 0,2 proc. rocznie powyżej średniej z trzech ostatnich lat. Chce też przeznaczenia 10 proc. ze środków pomocowych dla krajów rozwijających się na promocję kontroli urodzin w tych krajach.

Wracają obawy

Referendum zwołano pod hasłem "Stop przeludnieniu. Tak dla zachowania zasobów przyrodniczych".

Obawy Szwajcarów przed nadmierną liczbą cudzoziemców - "przecudzoziemczeniem" - jak to nazywa portal swissinfo.ch, były najsilniejsze w latach 60. i 70. Wcale jednak nie znikły w wieku XXI. Dowodzi tego referendum przeprowadzone na pocztku roku pod hasłem "stop masowej imigracji z UE".

Chociaż Szwajcaria nie należy do UE, stosunki alpejskiego kraju z całym blokiem mają ogromne znaczenie. Głosowanie z lutego nad ponownym ograniczeniem kwot imigracyjnych dla obywateli UE podsyciło napięcia między krajami unijnymi a Bernem, co stawia znak zapytania nad ich wzajemnymi relacjami.

Rosną problemy

Ludność Szwajcarii potroiła się od 1850 roku, a od 1960 roku kraj ma do czynienia z eksplozją demograficzną, spowodowaną głównie napływem imigrantów z Europy. Jedynie Islandia, Irlandia i Hiszpania doświadczyły większego wzrostu liczby ludności.

- Z 3-procentowym bezrobociem, 1,5-procentowym wzrostem gospodarczym i PKB per capita 84,3 tys. dolarów Szwajcaria wydaje się bajeczną krainą nierobów i pasibrzuchów - pisze francuski dziennik "Les Echos". Według niego kraj ten "przechodzi głęboki kryzys tożsamości", a oznaką tego są pogłębiające się przepaści między kantonami romańskimi a niemieckojęzycznymi oraz miastem a wsią.

A banki?

Korespondent "Les Echos" podkreśla, że: rezygnacja z tajemnicy bankowej, powtarzające się ataki społeczności międzynarodowej na "szwajcarską twierdzę" i masowe ściąganie do Szwajcarii Europejczyków w poszukiwaniu dobrze płatnych miejsc pracy coraz bardziej skłania Szwajcarów do zamykania się we własnym kraju. Jego zdaniem ich postawa "jednego przeciw wszystkim" może okazać się bardzo nieopłacalna dla nich samych, nie mówiąc już o tym, że jest to także "niebezpieczne". Wskazuje w tym kontekście, że koncerny jak Nestle, Novartis, Roche, Rolex, UBS, Logitech, mające siedziby w Szwajcarii, rozwinęły się dzięki globalizacji i swobodzie przepływu ludzi, towarów, usług i kapitału.

"Szwajcaria zawsze uważana była za wyspę pomyślności i stabilizacji w Europie" - pisze gazeta "Les Echos". I przestrzega, że zamożna wyspa, "chcąc się odizolować, ma więcej do stracenia niż jej sąsiedzi".

Do oddania głosu jest uprawnionych 5 z 8,1 mln Szwajcarów, przyzwyczajonych do udziału w demokracji bezpośredniej, czy to na poziomie kantonalnym, czy całej federacji.

Autor: //gry / Źródło: PAP