Jóźwiak: to największa manifestacja, jaką widziałem

Warszawa

TVN24Wiceprezydent komentuje marsz KOD i opozycji

- Liczymy uczestników imprez masowych od wielu lat. Zajmują się tym eksperci z wieloletnim doświadczeniem. Policja robi to dopiero od listopada - mówi wiceprezydent Jarosław Jóźwiak, pytany o uczestników marszu KOD i opozycji.

Rozbieżności w liczbie uczestników marszu są bardzo duże. Urząd miasta mówi o 240 tys, a policja o 40 tys. Z czego to wynika?

- Policja podała informację o liczbie manifestantów, która zebrała się na początku, na placu na Rozdrożu i na końcu, na placu Piłsudskiego. My natomiast mieliśmy całkowitą liczbę uczestników. Nie tylko w tych dwóch punktach, ale również na trasie przemarszu - powiedział wiceprezydent. Jóźwiak przypomniał, że specyfiką marszu KOD (w przeciwieństwie np. do Marszu Niepodległości 11 listopada) było to, że bardzo dużo ludzi czekało na trasie i spontanicznie do niego dołączało.

"To największa manifestacja jaką widziałem"

Wiceprezydent nie ma wątpliwości. - To największa manifestacja, jaką widziałem w Warszawie w swojej karierze, a zajmuje się bezpieczeństwem w mieście od blisko 10 lat - powiedział. Podkreślał też, że osoby które zajmują się szacunkami podczas manifestacji są ekspertami z wieloletnim doświadczeniem. - Kiedyś zajmowali się bezpieczeństwem pracując w policji, a w urzędzie miasta pracują od kilkunastu lat, jeszcze od czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego - powiedział.

Pytany o metodę liczenia przypomniał, że ratusz korzysta z monitoringu miejskiego. - W przypadku manifestacji stacjonarnych jest to od 3 do 4 osób na metr kwadratowy. Natomiast w przypadku manifestacji, które się poruszają 1 lub 2 osoby na metr kwadratowy. Sprawdzamy powierzchnię, którą taka manifestacja zajmuje i mnożymy przez te metry kwadratowe. W ten sposób mamy jasną informację o liczbie uczestników - tłumaczył. - Przypomnę, że przemarsz KOD i opozycji zajął około 2 godzin. Na kamerach monitoringu doskonale widać, jak duży to był tłum. Znaczna część manifestacji była już na placu Piłsudskiego, a część nie zdążyła jeszcze wyruszyć z placu na Rozdrożu - powiedział. Pytany przez reporterkę TVN24 dodał, że dobrze wypełniony plac Piłsudskiego to około 50-70 tys. osób. - Z tymże przypominam, że liczymy całkowitą liczbę uczestników, a nie tylko tych, którzy byli na początku i na końcu - podkreślał.

- Proszę sprawdzić specyfikę placu Na Rozdożu, na monitoringu było widać, że ludzie stali aż na Agrykoli, na Powiślu, przy siedzibie Trybunału w al. Szucha i w stronę placu Zbawiciela. Dopiero kiedy wszyscy ruszyli można było ich szacować - podsumował.

Policja komentuje dane

W niedzielę do liczby uczestników marszu i rozbieżności odniósł się też rzecznik policji Mariusz Mrozek. Przyznał, że podobnie jak ratusz, policja również korzysta z miejskiego monitoringu. Zauważył jednak, że posługując się tą metodą warto analizować różne ujęcia kamery. – Porównywaliśmy ujęcia zza sceny na placu Piłsudskiego i ujęcia ze strony hotelu. Na tym drugim widać było puste miejsca – informował.

Mrozek podkreślił, że krytyka dotycząca rozbieżności "nie boli policjantów". – Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo, a nie liczby. Nie mam zamiaru brać udziału w żadnych wyborach, więc dla mnie liczy się obiektywizm – dodał.

Mariusz Mrozek o uczestnikach marszu
TVN24

kw/r