Ograniczenia w handlu mogą wydłużyć czas otwarcia sklepów

TVN24 Biznes | Z kraju

Autor:
kris/ToL
Źródło:
PAP
Nowe obostrzenia w strefie czerwonejTVN24
wideo 2/4
TVN24Nowe obostrzenia w strefie czerwonej

Ograniczenia w handlu, przede wszystkim godziny dla seniorów, mogą skutkować wydłużeniem czasu otwarcia sklepów - uważają eksperci. Ich zdaniem restrykcje nie wpłyną bezpośrednio na sytuację epidemiczną, prędzej ponownie zmotywują klientów do korzystania z e-zakupów.

Od czwartku obowiązują nowe restrykcje, dotyczące handlu detalicznego, wprowadzające m.in. godziny dla seniorów. Dotyczą one osób powyżej 60. roku życia i mają zastosowanie w godz. od 10 do 12 w sklepach spożywczych, drogeriach, aptekach i na poczcie.

"Pośredni wpływ"

- Mieliśmy podobną sytuację w kwietniu, jednak teraz obniżono dodatkowo wiek seniora do 60 lat. Efektywność tego rozwiązania na wiosnę nie została dobrze oceniona przez branżę detaliczną, nie tylko pod kątem obrotów, organizacji pracy, ale i wpływu na zdrowie - stwierdziła Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego.

- W mojej ocenie, jeśli nie przynosi bezpośrednich efektów, to daje nam pośredni wpływ. Efekty pośrednie mogą być takie, że sklepy, obawiając się mniejszego ruchu i spadku obrotów, będą wydłużały godziny pracy - dodała.

Według Tkaczyk, jeśli nowe restrykcje miałyby mieć efekt bezpośredni, to po takich godzinach dla seniorów wszystkie powierzchnie w sklepach powinny być kompletnie dezynfekowane, co nie jest realne.

- Są także miejscowości, gdzie seniorów jest stosunkowo mniej, co w efekcie spowoduje, że placówki handlowe będą puste, a z drugiej strony są miejsca, gdzie osób kwalifikujących się na te godziny jest względnie więcej, co może wywołać nadmierne zagęszczenie między 10 a 12 - oceniła.

O przedłużeniu godzin otwarcia sklepów poinformowała już sieć Lidl. Niektóre z nich mają być czynne całą dobę. Wcześniej godziny otwarcia zmieniły Biedronka oraz Kaufland.

"Bardzo szybko dostosowują się do nowych zasad i ograniczeń"

Według firmy doradczej JLL od początku roku do końca września podaż powierzchni powiększyła się o 248 tys. m kw. Zdaniem ekspertów trend lokalności i wygodnych zakupów, obecny jeszcze przed COVID-19, przybierał na sile wraz z rozprzestrzenianiem się pandemii, a to znajduje odzwierciedlenie w nowej podaży.

"Niektóre sieci dywersyfikują też swoje portfolio biznesowe" - czytamy. Jako przykłady podano całodobowy samoobsługowy punkt z ofertą gastronomiczną jednej firmy oraz punkt odbioru zamówień online drugiej.

- Są badania, na przykład dane firmy GfK Polonia, dotyczące kwietnia bieżącego roku, pokazujące, że w związku z sytuacją pandemiczną, w tym restrykcjami, zmieniają się nawyki konsumentów: o wiele rzadziej - średni spadek liczby wizyt w sklepie o 25 procent - chodzimy do sklepów, ale wartość koszyka zakupowego jest większa średnio o 45 procent - oceniła Tkaczyk.

- Zwłaszcza że Polki i Polacy na tle średniej europejskiej zdecydowanie częściej odwiedzali placówki handlowe przed pandemią, ale równocześnie bardzo szybko dostosowują się do nowych zasad i ograniczeń, co obserwowaliśmy choćby ostatnio w przypadku wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę - dodała.

Nowe ograniczenia w strefie żółtejKPRM
Nowe ograniczenia w strefie czerwonejKPRM

Zakupy w sieci

Według Tkaczyk zdecydowanie nastąpił dynamiczny wzrost zakupów w sieci, zwłaszcza w kategorii e-FCMG, czyli sprzedaży szybko zbywalnych dóbr pierwszej potrzeby, co pokazują najnowsze badania.

- Nadal nie jest to kategoria dominująca w polskim e-commerce, jednak odnotowujemy przyrosty sprzedaży w okresie styczeń-czerwiec rok do roku rzędu 50 procent (badania Panelu Gospodarstw domowych GfK Polonia), czego katalizatorem była zdecydowanie pandemia - stwierdziła.

- Wiele osób sceptycznie nastawionych do e-handlu przekonało się, że to nie tylko nie jest trudne, ani niebezpieczne, ale może być nie tylko użyteczne, ale i wygodniejsze i przyjemniejsze niż tradycyjne wizyty w sklepie - powiedziała.

Zdaniem Tkaczyk bez impulsu pandemicznego nie byłoby możliwe, by nowi klienci e-commerce byli skłonni do tak nagłej zmiany długoletnich nawyków.

- Po tym, jak duże obiekty handlowe ponownie otworzyły się dla klientów, udział handlu elektronicznego w sprzedaży zaczął się obniżać, potwierdzając pozytywne nastawienie Polaków do zakupów w sklepach stacjonarnych - powiedziała dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych w JLL, Anna Wysocka.

- Obecnie jest on zbliżony do poziomu sprzed pandemii. Jednak obserwowany ostatnio wzrost zakażeń może ponownie wpłynąć na naszą codzienność i nawyki zakupowe - dodała.

Handel w niedzielę

Zdaniem dyrektor, dlatego przedstawiciele sektora postulują zawieszenie zakazu handlu w niedzielę, co "pomogłoby przynajmniej częściowo przejść branży przez ten niełatwy okres".

- Na pewno najwięcej straciły duże sieci handlowe, zniesienie zakazu to dla nich oczywista szansa na podniesienie obrotów - oceniła Tkaczyk.

- Jeśli chodzi o konsumentów, to według ogólnopolskiego badania, wykonanego przez UCE RESEARCH na zlecenie Hiper-Com Poland i Grupy BLIX, 53,5 procent Polaków jest za powrotem niedziel handlowych; 33,7 procent jest odmiennego zdania, natomiast 12,8 procent ankietowanych ma neutralny stosunek do tego lub nie potrafi się określić, przy czym w większym stopniu mieszkańcy większych miast optują za zniesieniem niedzielnych ograniczeń - dodała.

Według akademiczki, z punktu widzenia epidemiologicznego bezpośredni wpływ zniesienia zakazu nie byłby przesadnie widoczny, zwłaszcza poza największymi miastami.

- Oczywiście dłużej i częściej otwarte sklepy to krótsze kolejki, jednak to byłby efekt pośredni, podobnie jak w przypadku godzin dla seniorów - podsumowała.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE >>>

Autor:kris/ToL

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock