Rząd jest hojny, planowany deficyt wysoki. "To jasne jak słońce, że podatki będą rosły"

Pieniądze

Deficyt rośnie, bo rząd jest zbyt hojny. Ekonomiści: "Balansujemy na niebezpiecznej granicy"

- Trzeba pamiętać o tym, że deficyt nominalnie rośnie, bo i rośnie gospodarka oraz PKB. Dlatego lepiej też patrzeć na te liczby w relacji do PKB - tłumaczył w programie "Bilans" w TVN24 BiS Piotr Bielski, ekonomista z BZ WBK. Z kolei Rafał Sadoch z Domu Maklerskiego mBanku przestrzegał, że "balansujemy na niebezpiecznej, 3-procentowowej granicy". A to prosta droga do tego, by znów objąć Polskę procedurą nadmiernego deficytu.

Piotr Bielski uważa, że deficyt budżetowy w takim ujęciu "nie jest rekordowy, ale też nie jest mały, bo on ma się zbliżyć do granicy 3 proc. PKB, którą jesteśmy zobowiązani przestrzegać".

Niebezpiecznie blisko granicy

- Niepokojąca jest sytuacja, że jest on tak blisko tej granicy - ocenił Bielski.

Z kolei Rafał Sadoch z DM mBanku podkreślił, że "ważniejszą liczbą - od deficytu budżetowego - jest deficyt finansów publicznych, ponieważ ta druga wartość odnosi się do całej gospodarki, a nie tylko do planów rządu".

- Kiedy popatrzymy na to, co się dzieje w całej gospodarce, to widzimy niebezpieczny sygnał, że wzrostu tego deficytu przyspiesza. Bo o ile w 2016 roku ma on wynieść 2,6 proc. (stosunek deficytu do PKB - red.), o tyle w 2017 roku już 2,9 proc. - porównywał Rafał Sadoch.

- Ale kiedy nałożymy na to, dość optymistyczne - moim zdaniem - prognozy nawet już zrewidowane w dół, mówię o wzroście gospodarczym rzędu 3,6 proc. oraz gdy popatrzymy na inflację 1,3 proc., to jednak jest tu pewne ryzyko, że w momencie, gdy balansujemy na granicy 3 proc., to w sytuacji wyhamowania wzrostu gospodarczego rośnie ryzyko przekroczenia tej granicy. Pytanie, jak wówczas podejdzie do nas Komisja Europejska i czy wtedy nie zostaniemy ponownie objęci procedurą nadmiernego deficytu - zastanawiał się ekonomista DM mBanku.

Komisja może pogrozić palcem

Polska była już wcześniej objęta taką procedurą w latach 2009-2016. Jakie niesie to konsekwencje dla naszego kraju? Goście TVN24BiS uspokajali, że najbardziej radykalne skutki, są wciąż odległe. - Komisja Europejska pogrozi nam palcem i będzie od nas wymagać pewnej ścieżki redukcji tego deficytu. Jeślibyśmy nie przestrzegali rażąco tych zaleceń, to ostateczną konsekwencją może być wstrzymanie pieniędzy unijnych - wyjaśniał Piotr Bielski. Jednak zdaniem ekonomisty należy się spodziewać podwyżki podatków. - Nie obniża się podatków, kiedy ma się tak hojny, jak ten rząd, plan wydatkowy. Moim zdaniem, to jest jasne jak słońce, że podatki w najbliższym czasie będą rosły - przewiduje Bielski. - Jeśli chodzi o procedurę nadmiernego deficytu, to największe straty byłyby wizerunkowe - ocenił Rafał Sadoch, wskazując także na ryzyko spadku wartości złotego. - Znowu Polska stałaby się krajem "na cenzurowanym" - dodał.

Dziura budżetowa zbyt wielka

- Biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znajdujemy, jeśli chodzi o cykl gospodarczy, koniunkturalny i dość wysoką aktywność gospodarczą, tutaj jednak ten deficyt powinien być niższy, powinniśmy budować sobie bufor bezpieczeństwa na trochę trudniejsze czasy, a widać, że nie budujemy tego - mówił Rafał Sadoch. Ekonomista z BZW BK ostrzegał zaś, że wystarczyć może nawet niewielkie potknięcie, żeby ten poziom 3 proc. przekroczyć. Z jednej strony może to być niższa ściągalność, z drugiej zaś niższy niż przewidywano wzrost gospodarczy. Zdaniem ekonomistów pomyślne dane z rynku pracy nie powinny się zmienić, ponieważ reaguje on z pewnym opóźnieniem.

- To, co się dzieje się teraz, jest konsekwencją tego, co działo się w ciągu ostatnich dwóch lat - mówił Sadoch.

Autor: ag/gry / Źródło: tvn24bis.pl

Źródło zdjęcia głównego: P. Tracz / KPRM