Miało być pięknie: gospodarczy "irlandzki" cud, wprowadzone euro, wyższe emerytury i renty, a podatki mniejsze. Na drodze stanął jednak... finansowy kryzys. Choć Polska radzi sobie z nim lepiej niż reszta Europy, to oceny ekonomistów wobec finansowej sfery rządów Donalda Tuska są podzielone. W tvn24.pl podsumowujemy dwa lata rządów koalicji PO-PSL.
Największym plusem rządu jest to, że za bardzo nie wtrącał się do spraw gospodarczych. prof. Krzysztof Opolski, UW
Jesteśmy jedynym krajem w całej UE, który może się pochwalić wzrostem gospodarczym w drugim kwartale roku i najskuteczniej walczy ze zjawiskiem kryzysu Donald Tusk
Są dużo niższe wpływy z powodu spowolnienia gospodarczego. To jest główna przyczyna słabszych wyników prof. Stanisław Gomułka BCC
Rząd nie robi nic w tym kierunku. Można deficyt powiększyć na przykład poprzez zwiększenie VAT-u. W Polsce ta dziura wynikała z recesji gospodarczej i nie została niczym zmniejszona. Nikt tak naprawdę nie wie ile będzie wynosił dług publiczny prof. Krzysztof Opolski
Poniedziałek, 16. listopada 2009. Równo dwa lata temu gabinet Donalda Tuska został zaprzysiężony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przed wyborami, jednym z głównych haseł Platformy Obywatelskiej był "irlandzki cud w Polsce". PO i jej lider obiecywali przyspieszony wzrost gospodarczy ("Polska zasługuje na cud gospodarczy"), radykalny wzrost płac dla budżetówki, wyższe emerytury i renty, a także zdecydowane uproszczenie podatków. Wtedy była jeszcze mowa o wprowadzeniu podatku liniowego.
Po wygraniu wyborów i powołaniu Rady Ministrów, premier Donald Tusk wygłosił najdłuższe w historii Sejmu expose - z mównicy sejmowej spłynęły kolejne zapowiedzi: obniżenia podatków i bezrobocia, podniesienia płac m.in. dla nauczycieli i pracowników służby zdrowia, dokończenia reformy emerytalnej i wprowadzenie euro.
Jednak w rok po expose świat tkwił już w finansowym kryzysie. Tego rodzaju zapowiedzi przeminęły z kryzysowym wiatrem, wiejącym zza Oceanu.
Sukces rządu? Że się nie wtrącał...
Eksperci jako sukces rządu DOnalda Tuska w dziedzinie gospodarki traktują przede wszystkim zakończenie 10-letniego sporu z Eureko o sprzedaż PZU SA oraz rządowe działania w czasie kryzysu gospodarczego. Najwięcej wątpliwości budzą powiększanie długu publicznego oraz ciągły brak reformy finansów publicznych. – Największym plusem rządu jest to, że za bardzo nie wtrącał się do spraw gospodarczych. – skomentował prof. Krzysztof Opolski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Na czerwonej, "kryzysowej" mapie Europy, Polska okazała się jedyną "zielona wyspą" ze wzrostem PKB. W maju, gdy publikowano dane o Produkcie Krajowym Brutto za I kwartał, okazało się, że wszystkie europejskie kraje dotknęła recesja - a Polska zanotowała wzrost o 0,8 procent.
Po trzech miesiącach GUS informował, że PKB wzrósł w II kwartale wzrósł o 1,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. - Jesteśmy jedynym krajem w całej UE, który może się pochwalić wzrostem gospodarczym w drugim kwartale roku i najskuteczniej walczy ze zjawiskiem kryzysu - komentował wtedy premier Donald Tusk.
W listopadzie KE dalej prognozuje wzrost dla Polski. W 2010 roku ma to być 1,8 proc., a w następnym - 3,2 proc.
Tylko skąd wziąć pieniądze...
Prognozy wzrostu gospodarczego są więc całkiem dobre, problemy leża gdzie indziej: to rozdęte finanse publiczne, gdzie wpływy budżetu nie pokrywają wydatków, a zadłużenie rośnie.
Premier Donald Tusk oświadczył, że celem rządu jest, by w 2010 roku poziomu publicznego nie przekroczył 55 procent PKB. W tym roku dług publiczny wyniesie 51,2 proc. PKB, a deficyt sięgnie 6,3 procent PKB. W 2010 roku przewiduje się jednak, że dług publiczny wzrośnie do 59,7 proc, a deficyt będzie 7-procentowy.
Trzeba więc szukać oszczędności. - Są dużo niższe wpływy z powodu spowolnienia gospodarczego. To jest główna przyczyna słabszych wyników – usprawiedliwia rząd prof. Stanisław Gomułka, ekspert Business Centre Club, na początku parlamentarnej kadencji wiceminister finansów u boku Jacka Rostowskiego.
Innego zdania jest prof. Opolski. – Rząd nie robi nic w tym kierunku. W Polsce ta dziura wynikała z recesji gospodarczej i nie została niczym zmniejszona. Nikt tak naprawdę nie wie, ile będzie wynosił dług publiczny – martwi się profesor Opolski.
Rząd nie pomógł gospodarce?
Metody łagodzenia skutków kryzysu także oceniane są różnie. Według ekspertów Konfederacji Pracodawców Polskich, nieudane działania rządu to m.in. niektóre zapisy tzw. pakietu antykryzysowego.
Dopiero w czerwcu rząd przyjął projekt, a w końcu czerwca została uchwalona ustawa o łagodzeniu skutków kryzysu finansowego. Miała wspomóc i pracodawców, i pracowników. To przede wszystkim rozwiązania dotyczące elastycznego czasu pracy, umów na czas określony, pomocy finansowej dla firm, które popadły w kłopoty finansowe, dofinansowania funduszu szkoleniowego w przedsiębiorstwach. Pakiet ma obowiązywać epizodycznie, przez dwa lata.
Wypracowanie rozwiązań zajęło długie miesiące, niektórzy żartowali, że wchodzą one w życie w chwili, gdy kryzy już mija. Okazało się, że wymagania stawiane firmom pragnącym skorzystać z pomocy są tak wyśrubowane, że w całym kraju ledwie kilkanaście zdołało je spełnić. Czy więc pakiet spełnił nadzieje?...
Duma ministra Grada: Prywatyzacja
Już 22 kwietnia 2008 roku rząd przyjął program prywatyzacji na lata 2008-2011, obejmujący 740 spółek. Minister skarbu Aleksander Grad oszacował możliwe do uzyskania przychody na ponad 30 mld zł.
Po półtora roku, "zakończono 165 procesów prywatyzacji, a przychody wyniosły ponad 7 mld złotych" - mówił minister Grad. - Do tego należy doliczyć prawa poboru akcji PKO BP, sprzedane za prawie 1,4 mld zł, oraz 300 mln zł rekompensaty od UniCredit za anulowanie opcji sprzedaży akcji Pekao S.A. - podkreślał minister.
Dla porównania - w 2007 roku wykonano prywatyzację za 2 miliardy, z planowanych trzech. Rok później, z planowanych 2,3 miliardów, "zdobyto" ponad sto procent. Na rok 2009 zapowiedziano 12 mld, ale fiaskiem zakończyła się prywatyzacja Enei.
Debiuty giełdowe spółek Skarbu Państwa w czasie rządów Donalda Tuska przyniosły prawie 14 mld zł. W tym m.in. największy debiut w Europie - wejście na giełdę Polskiej Grupy Energetycznej. - Pamiętajmy również o historycznej ugodzie z Eureko, w wyniku której Skarb Państwa uniknął zagrożenia płacenia wielomiliardowego odszkodowania, a PZU ma otwartą drogę do przyszłorocznej oferty publicznej - zaznaczył Grad.
Jak podkreśla minister, dzięki pracy jego ekipy w Ministerstwie Skarbu Państwa Polska robi wielki "krok rozwojowy", i dzieje się to w czasach "burz na rynkach światowych".
Stoczni sprzedać się nie udało
Jako swe sukcesy minister skarbu wymienia nowelizację ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji, która - co podkreśla - ułatwiła bezpłatne przekazywanie spółek samorządom. - Skomunalizowaliśmy już 17, w toku są kolejne 32 - podkreślił min. Grad.
Jego resort stworzył też dwie "specustawy": stoczniową i gazową. Ta pierwsza była rozwiązaniem awaryjnym po decyzji Komisji Europejskiej, która wymusiła de facto bankructwo stoczni w Gdyni i Szczecinie. Dzięki ustawie pracownicy obu stoczni dostali możliwość przeszkolenia, pomoc w poszukiwaniu pracy i średnio po 41 tysięcy odszkodowania. Teraz jednak wypłaty się kończą, a nowego zajęcia dla tysięcy stoczniowców nie widać. Już zapowiadają oni protesty i demonstracje przed oknami ministerstwa.
Próba sprzedaży majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie zakończyła się niepowodzeniem. Rząd mówił o tajemniczych katarskich inwestorach, ostatecznie jednak do transakcji nie doszło. Po kilku miesiącach była już mowa o "aferze stoczniowej", a szef CBA alarmował o możliwych przestępstwach/
Mimo tego - i mimo niepowodzenia w poszukiwaniu nowych inwestorów dla stoczni - minister Aleksander Grad stanowiska nie stracił. Być może dlatego, że właśnie wtedy "domykał" transakcję z Eureko.
Strategiczny gaz dla Polski
Druga z ustaw umożliwiła przystąpienie do budowy gazoportu w Świnoujściu. W połowie 2014 roku ma on przyjmować dostawy skroplonego gazu ziemnego - i uniezależnić Polskę od rosyjskich źródeł. Kontrakt na sprzedaż gazu z Kataru został już podpisany, a przetargi na przygotowanie inwestycji idą zgodnie z planem.
Koncepcję gazowego uniezależnienia od Rosji psuje jednak świeżo uzgodniona - i jeszcze ni zatwierdzona przez rząd - umowa z Gazpromem, przewidująca radykalne zwiększenie rosyjskich dostaw. Wielu ekspertów twierdzi, że łącznie z dostawami do Świnoujścia będziemy mieć gazu zbyt dużo w stosunku do potrzeb.
Podatek liniowy padł
Dwie zapowiedzi z czasów kampanii wyborczej nie zostały i raczej nie zostaną spełnione. To te dotyczące podatku liniowego oraz wprowadzenia w POlsce europejskiej waluty euro.
Jeszcze w lutym 2008 roku Donald Tusk powiedział, że wprowadzenie podatku liniowego jest prawdopodobne w 2010 roku, w najgorszym przypadku stanie się to rok później. Wkrótce jednak plany zmienił: - Wprowadzenie przez rząd podatku liniowego jest możliwe od 2011 r. - ogłosił w kwietniu 2008.
Obowiązują więc stare zasady i progi podatkowe, uchwalone jeszcze za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego. To wtedy uchwalono, że od 1 stycznia 2009 zamiast trzech będą dwa: 18 i 32 proc. (wcześniej 40, 30 i 19 proc.)
W życie weszła też uchwalona wcześniej obniżka składki rentowej, która spadła w sumie o 7 pkt. proc. – Te decyzje zwiększyły konsumpcję, ale z drugiej strony zmniejszyły przychody państwa. Zresztą oba te działania były efektem poprzedniej koalicji. Ten rząd zrobił niewiele w sprawie nowych inicjatyw w kwestiach obniżenia podatków. Jedynie trochę uporządkował system – ocenia prof. Stanisław Gomułka.
Rząd o podatku liniowym od miesięcy już nie wspomina.
Euro było tuż, tuż...
Jesienią 2008 roku, kiedy na światowych rynkach kryzys był już wyraźnie widoczny, Donald Tusk niespodziewanie ogłosił termin przyjęcia przez Polskę wspólnej europejskiej waluty: 2011 rok. Jak mówił na Forum Gospodarczym w Krynicy, to realny, choć trudny termin.
Potem rok przyjęcia euro zmienił się 2012, a przełom maja i czerwca 2009 r. miał być momentem dołączenia Polski do przedsionka strefy, czyli mechanizmu stabilizacyjnego ERM2.
Jeszcze w pierwszą rocznicę sprawowania rządów przez PO premier Tusk zapewniał, że szanse na wejście Polski w strefę euro są "w 100 procentach możliwe", ale już w lutym te deklaracje nie były tak optymistyczne. - Jeśli się okaże, że wejście do systemu ERM2 będzie się wiązało z ryzykiem dla polskiej waluty lub dla polskiego systemu finansowego, to termin ten może zostać przełożony - poinformował premier. Na kiedy? Nie wiadomo. Eksperci jako mozliwy termin przyjęcia euro wymieniają rok 2016. Podstawowa przeszkoda, to deficyt finansów publicznych.
Co rząd zaprzepaścił?
Zdaniem prof. Stanisława Gomułki, działania rządu można podsumować w trzech kategoriach. Po pierwsze - co udało się osiągnąć, po drugie – czego się nie udało się zrobić z winy rządu, a po trzecie - co się działo w finansach, a na co rząd nie miał wpływu.
Z tej perspektywy, zdaniem Gomułki, sukcesem jest coraz lepsze wykorzystanie środków unijnych oraz większe inwestycje autostrady. Ewidentnym niedopatrzeniem rządu jest brak uproszczenia biurokracji dla przedsiębiorców. A to, co od premiera i jego urzędników jest niezależne, to kryzys finansowy, który mocno nadszarpnął dochody państwa i przyczynił się do wzrostu długu publicznego.
Czego ekonomiści oczekują od Tuska? Trudnych reform. - Odwiecznym problemem jest reforma finansów publicznych. W tym chociażby reforma KRUS-u i zmniejszenie wydatków sztywnych, na przykład na ubezpieczenia społeczne. A rząd nie ma kompleksowej strategii na najbliższe lata – przewiduje prof. Opolski.
Jak Wy oceniacie dwa lata rządów PO w kwestii finansów publicznych? Zapraszamy do dyskusji na forum.
Dział Dokumentacji i Analiz
Źródło: tvn24.pl, Sekcja dokumentacji i analiz TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24