Legia gromi i jest liderem

Warszawa

W ostatnich tygodniach fani Legii nie mogli narzekać na nudę. Gorzej było z wynikami. Mistrzowie Polski w lidze dwukrotnie remisowali, za każdym razem punkt ratowali w ostatnich minutach.

Tym razem obyło się bez niepotrzebnych nerwów. Górnik przy Łazienkowskiej nie istniał. Emocje skończyły się już po pierwszej połowie, w której warszawianie byli zabójczo skuteczni.

Zaczęło się od bramki Carlitosa. Spory udział miał przy niej Cafu. Portugalczyk obsłużył kolegę przytomnym prostopadłym podaniem, swoje dołożył bramkarz Tomasz Loska, przepuszczając uderzenie z ostrego kąta pod brzuchem.

Górnicy starali się wrócić do gry. Pokazał się Igor Angulo. Hiszpan huknął zza pola karnego i pomylił się przy tym nieznacznie.

Legia potraktowała to ostrzeżenie poważnie i zaczęła atakować. Po zagraniu ręką Daniego Suareza sędzia skorzystał z VAR, podjął decyzję o rzucie karnym, a za chwilę wynik podwyższył Michał Kucharczyk.

We wspomnianym meczu z Wisłą legioniści też szybko objęli prowadzenie, więc na Łazienkowskiej nikt nie myślał, żeby dopisywać sobie w tym momencie komplet punktów. Najlepszą możliwą reakcją legionistów było dążenie do strzelenia trzeciego gola. Szybko udało się to Dominikowi Nagy'emu, który świetnie sfinalizował podanie Adama Hlouska.

Mogło być gorzej

Od tego momentu gospodarze zmienili styl gry. Cofnęli się bliżej własnej bramki, zostawili górnikom sporo miejsca, tyle że ci nie wiedzieli jak z tego skorzystać. Bramce 18-letniego Radosława Majeckiego, który sobotnim meczem debiutował w ekstraklasie, goście zdołali zagrozić dopiero po przerwie. Łukasz Wolsztyński trafił nawet do siatki, ale sędzia i tak odgwizdał pozycję spaloną.

Legia wciąż się nie przemęczała, koncentrowała się głownie by gola nie stracić. Mimo to zdołała wykreować kolejne szanse. Szybką wymianę podań między Kucharczykiem, Nagym i Carlitosem z bliska wykończył golem ten ostatni. Później skuteczności zabrakło Nagy'emu, który wpadł z piłką w pole karne i w ostatnim momencie został zablokowany.

TG