Krok dalej od Brexitu. Przełomowa decyzja Trybunału

Ze świata

tvn24Brexit pod znakiem zapytania

Brytyjski Wysoki Trybunał (High Court) orzekł w czwartek, że rząd w Londynie potrzebuje zgody parlamentu, aby rozpocząć formalny proces wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. To stawia pod znakiem zapytania cały proces. Rząd zapowiedział odwołanie od dzisiejszej decyzji Trybunału.

Trybunał dał rządowi zgodę na złożenie apelacji. Prawnik rządu powiedział, że Sąd Najwyższy zajmie się tą sprawą w dniach 5-8 grudnia.

Rząd poinformował jednocześnie, że jest rozczarowany orzeczeniem Trybunału w sprawie art. 50 i jest zdecydowany, aby doprowadzić do tego by wynik referendum został uszanowany.

"Kraj zdecydował o opuszczeniu Unii Europejskiej w referendum, które zostało zatwierdzone ustawą parlamentu. A rząd jest zdeterminowany, aby szanować wynik głosowania. Będziemy odwoływać się od tego wyroku" - głosi oświadczenie rządu.

Skargę do Trybunału złożyła znana w Londynie biznesmenka Gina Miller. Chodziło o to, kto ma prerogatywy, żeby przeprowadzić Brexit. Miller twierdziła, że rząd nie może podjąć żadnych działań bez uprzedniej zgody parlamentu.

Z kolei Theresa May uważa, że nie musi mieć aprobaty parlamentu, by uruchomić artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego, co byłoby formalnym początkiem Brexitu. Powołuje się na królewską prerogatywę, która dawałaby jej jednoosobowo taką moc. Trybunał zdecydował jednak dzisiaj, że taką moc ma wyłącznie parlament.

Na decyzję Trybunału zareagował funt, który gwałtownie zyskuje do dolara.

Decyzja nie jest nieodwracalna

Rząd planował, że procedurę Brexitu - opisaną w art. 50 Traktatu o UE - uruchomi najpóźniej do końca marca 2017 roku. Rozpocząłby się wówczas dwuletni okres negocjacji międzyrządowych na temat przyszłych relacji polityczno-gospodarczych pomiędzy Wielką Brytanią i 27 pozostałymi państwami unijnymi.

- Można zmienić zdanie po rozpoczęciu tego procesu - powiedział BBC TV John Kerr, były brytyjski ambasador i człowiek, który projektował art. 50 Traktatu Lizbońskiego.

- W tym okresie, jeżeli kraj zdecyduje, że nie chce już wychodzić, wszyscy byliby niezadowoleni z powodu marnowania czasu. Mogliby próbować narzucić polityczną cenę, ale zgodnie z prawem nie mogliby zmusić nikogo do wyjścia - dodał.

Będzie drugie referendum?

Wypowiadając się przed Wysokim Trybunałem w ub. miesiącu prokurator generalny Jeremy Wright stwierdził, że zawiadomienie w sprawie uruchomienia artykułu 50. będzie nieodwracalne. Kerr, który według BBC doradza szkockiemu rządowi, stwierdził jednak, że artykuł 50. "nie jest nieodwołalny". Jak pisze Reuters, jeśli uruchomienie tego artykułu mogłoby być cofnięte, mogłoby to wpłynąć na negocjacje w sprawie Brexitu. Kerr chce, aby parlament lub obywatele - w drodze wyborów lub drugiego referendum - zrewidowali decyzję o wyjściu z Unii Europejskiej w okresie od roku do 18 miesięcy. Były ambasador dodał, że jeśli Szkocja miałaby zagłosować za niepodległością, to najpewniej szybko udałoby się jej wejść do Wspólnoty.

Autor: tol / Źródło: tvn24bis.pl, Reuters, PAP