Ekonomiści przewidywali, że w lipcu, w przeciwieństwie do czerwca, efekt kalendarzowy (o jeden dzień roboczy więcej) przełoży się na przyspieszenie produkcji powyżej średnioterminowego trendu, tj. 5-6 proc. rok do roku. Tak się jednak nie stało.
"Wzrost produkcji przemysłowej w lipcu był bliski oczekiwaniom, a struktura dość zrównoważona. W naszej ocenie ciężko mówić o widocznym spowolnieniu w branżach eksportowych" - napisali ekonomiści ING.
Analitycy mBank Research podkreślili, że lipiec przyniósł "odbicie w przemyśle i budownictwie, ale w mniejszej skali" niż zakładano.
"Dni robocze zrobiły swoje, ale naszym zdaniem odwrócenie efektów kalendarzowych implikowało większe odbicie" - napisali na Twitterze.
"Brakujące 1-1,5 pkt. proc. w ujęciu rocznym to właśnie naszym zdaniem miara autentycznej słabości przetwórstwa przemysłowego w lipcu" - ocenili. Dodali, że niższy wzrost produkcji ma związek "z sytuacją gospodarczą na świecie" oraz przed wszystkim "w europejskim przemyśle".
"Polski przemysł nigdy nie był niewrażliwy na koniunkturę globalną" - wyjaśnili.
"Słabe dane o produkcji przemysłowej w lipcu" - tak brzmi komentarz Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole Bank Polska.
Dodał on też, że "biorąc pod uwagę różnicę w liczbie dni roboczych, wpływ czerwcowych upałów i rozkład urlopów w fabrykach samochodów dynamika produkcji powinna być dużo wyższa".
"Przemysł zrzucił pancerną zbroję" - zaznaczył Borowski.

Autor: kris / Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock