Złoto, pieniądze, militaria. "Historia tego pociągu jest jak najbardziej prawdziwa"

Z kraju

TVN24 Biznes i ŚwiatNa tropie "złotego pociągu". Czy w ogóle istnieje?

Tajemnicza historia tzw. złotego pociągu budzi coraz więcej emocji. Nie wiemy, czy skład w ogóle istnieje i co może się w nim znajdować. Także eksperci się o to spierają. - Ta historia jest ja najbardziej prawdziwa. Jak wskazali znalazcy, w pociągu mogą się w nim znajdować kruszce szlachetne na potrzeby przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy, militaria i może coś cennego - podkreśla historyk Łukasz Kazek. - To co znajduje się w pociągu należy do Skarbu Państwa, a znalazcy mogą liczyć na nagrodę w wysokości 10 proc. wartości materialnej znaleziska - zaznacza radca prawny Krzysztof Rąpała. O pociągu rozmawiali goście TVN24 Biznes i Świat.

Jak mówi Kazek, Niemcy ukryli skład o długości ok. 100 metrów i mogli w nim schować militaria, technologie oraz dokumentację. - Niemcy wierzyli, że dogadają się z aliantami. Schowali więc swoje depozyty oraz kosztowności i w momencie, gdy alianci będą się bić z Sowietami oni staną się sojusznikami i wrócą po swoje - wyjaśnia.

Znaleźne dzięki ustawie

Rąpała zaznacza, że znalazcy pociągu, którzy w piątek się ujawnili - Andreas Richter i Piotr Koper - mogą liczyć na 10 proc. tzw. znaleźnego. To efekt ustawy o rzeczach znalezionych z czerwca i rozporządzenia wykonawczego ministra kultury z połowy lipca tego roku, które gwarantuje taką nagrodę. - Wcześniej Skarb Państwa decydował jedynie o 'odpowiednim wynagrodzeniu', wiec znalazca nie mógł być pewien czy coś dostanie. W tym momencie mamy ustawę i rozporządzenie ustawodawcze, które wprost reguluje te kwestie i gwarantuje znalazcy 1/10 wartości znaleziska - tłumaczy radca prawny. Z kolei Kazek podkreśla, że to nie jest tak, iż ta sprawa dopiero teraz ujrzała światło dziennie. - Ci panowie doskonale wiedzieli, że ta ustawa wchodzi. Poczekali więc i zgłosili się w momencie, gdy wszystko się uprawomocniło - wyjaśnia historyk.

Miało być po cichu

Kazek zwraca też uwagę, że szum medialny wokół tej sprawy powstał ponieważ poufne dokumenty, które były złożone przez prawników dwóch znalazców wyciekły z państwowych urządów. - Gdyby te dokumenty nie wypłynęły to tego szumu w mediach by nie było. Oni chcieli to zrobić dyplomatycznie i po cichu - zaznacza Kazek.

Według gości TVN24 Biznes i Świat niezwykle ciężko będzie ocenić wartość przedmiotów znajdujących się w pociągu. - Nie jesteśmy w stanie pokusić się teraz o jakąkolwiek wycenę. To jest bardzo skomplikowana sprawa - mówi Rąpała.

Autor: tol//mn / Źródło: TVN24 Biznes i Świat

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Biznes i Świat

Raporty: