- Euroobligacje to ciekawy pomysł, ale jest kompletna odmowa państw członkowskich w tej sprawie - powiedział Barroso. - Nie ma sensu, by KE zgłosiła propozycję w tej sprawie, bo szanse jej przyjęcia są równe zeru.
Polskie też dobre
To kolejne zaprzeczenie ze strony Unii Europejskiej, że mogłyby powstać wspólne obligacje państw strefy euro. W ubiegłotygodniowym przemówieniu w Sejmie premier Donald Tusk ostrzegał, że jednym z największych zagrożeń dla naszej gospodarki mogą stać się wspólne eurobligacje, bo wtedy Polska za obsługę swojego długu musiałaby płacić znacznie wyższą cenę. Jak tłumaczył - nasz kraj potrzebuje w tym roku pożyczyć 155 miliardów złotych, głównie na spłatę starych długów. Jeśli na międzynarodowym rynku pojawią się wspólne euro-papiery, trzeba będzie podnieść atrakcyjność polskich obligacji. Wtedy obsługa naszego długu byłaby droższa.
Euro jednej prędkości
Podobnie kategorycznie Barroso odpowiedział na pytanie dotyczące złagodzenia kryteriów wejścia do strefy euro. - Nie ma mowy o rewizji kryteriów wejścia do euro. Kraje członkowskie nie zgadzają się, a do tego potrzebna byłaby jednomyślność - powiedział Barroso. Przyznał jednak, że "można wykorzystać margines" niektórych kryteriów, ale nie tak, by zdestabilizowało to strefę euro.
- Jest zrozumienie wśród krajów aspirujących do euro, że w ich interesie jest, by strefa euro pozostała stabilna - powiedział.
Chwali Polskę?
Barroso cieszy się, że niektóre nowe kraje przyspieszyły teraz przygotowania do wejścia do eurolandu. Jak podkreślił, mają one nie tylko prawo, ale i obowiązek przyjęcia euro. - Cztery nowe kraje już weszły do euro. Te które tego nie uczyniły, to albo nie bardzo dotychczas chciały, albo niewystarczająco się starały - powiedział.
Źródło: PAP