Bezrobotnych mniej niż w statystykach?

Najnowsze

Aktualizacja:
TVN24Ilu bezrobotnych rzeczywiście szuka pracy?

Nie takie bezrobocie straszne, jak je malują. Okazuje się, że w rzeczywistości liczba osób szukających pracy jest o jedną piątą mniejsza, niż w rejestrach urzędów pracy, przekonuje "Gazeta Wyborcza".

Oficjalnie w Polsce mamy ponad 2 mln bezrobotnych, czyli 13,1 proc. To osoby zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne, ale nie wszyscy z nich szukają pracy.

Topniejące bezrobocie

Z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych co kwartał przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że jest lepiej. GUS pyta losowo wybraną grupę niemal 60 tys. osób w wieku 15-74 lat, czy mają pracę (wystarczy godzina tygodniowo) lub czy są gotowi ją podjąć. Do bezrobotnych nie zalicza się osób pracujących na czarno i tych, którzy nie są w stanie podjąć pracy w ciągu dwóch tygodni - wtedy okazuje się, że liczba bezrobotnych spada do 10 proc. (1,77 mln), czyli blisko średniej unijnej (9,5 proc.).

Po takim badaniu okazuje się, że sytuacja w niektórych województwach jest o wiele lepsza niż na papierze. Największym zaskoczeniem jest Warmia i Mazury, gdzie oficjalnie jest 21,4 proc. bezrobotnych, a według GUS tylko 10,1 proc. Podobnie wygląda sytuacja w Lubuskiem (16,4/9,8 proc.) i Zachodniopomorskiem (18,6/12,8 proc.). Po przeciwnej stronie bieguna są województwa wielkopolskie (9,8/9,7 proc.) i świętokrzyskie (15,7/15 proc.).

Gospodynie i bumelanci

Ale jak mówi gazecie prof. Janusz Czapiński, główny autor "Diagnozy społecznej" bezrobotnych jest jeszcze mniej. Na potrzeby raportu wykluczono z grona bezrobotnych osoby, których dochód przekracza 950 zł. W 2009 roku takich osób była połowa.

Czapiński wyjaśnia, że zaliczają się do nich gospodynie domowe, które rejestrują się, by mieć ubezpieczenie, pracujący na czarno, bezrobotni rotacyjni (pracują legalnie wymagany minimalny okres, by dostać kolejny zasiłek i równolegle pobierać pensje na czarno) i nie zainteresowani pracą "bumelanci".

Pracownicy urzędów pracy zdają sobie sprawę z istnienia takich osób. Jak podkreślają, wiele osób traktuje urząd instrumentalnie - przychodzą tylko po to, by dostać ubezpieczenie zdrowotne lub zaświadczenie o byciu bezrobotnym, bez którego nie dostaną zasiłku socjalnego czy dofinansowania czynszu.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

Źródło zdjęcia głównego: TVN24