Trudniej o kredyt i pożyczkę. Przez koronawirusa

TVN24 Biznes

04.04.2020 | Szumowski: analizujemy sytuację i rozporządzeniatvn24
wideo 2/6

Osobom prowadzącym działalność gospodarczą oraz pracującym na umowie o dzieło lub zlecenie trudniej będzie uzyskać kredyt hipoteczny - pisze w swojej analizie Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera. Banki obawiają się bowiem konsekwencji kryzysu wywołanego pandemią COVID-19.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO

Sadowski wskazuje, że wprowadzane obecnie przez instytucje finansowe zmiany dotyczą przede wszystkim tzw. skoringu, czyli metody, która umożliwia ocenę wiarygodności pożyczkobiorcy. Dzięki niej banki szacują, czy dana osoba będzie miała problem z terminowym oddaniem pieniędzy. Wynik skoringu jest zazwyczaj przedstawiany w postaci punktowej - im więcej punktów, tym większa wiarygodność kredytowa potencjalnego pożyczającego.

Analityk Expandera podkreśla, że zmiany skoringu istotnie utrudniają uzyskanie kredytu osobom pracującym w branżach najbardziej narażonych na skutki obecnego kryzysu. "Trudności będą miały również osoby prowadzące działalność gospodarczą, pracujące na umowach o dzieło czy zlecenie" - pisze ekspert.

Zaznacza jednocześnie, że jeden z największych banków już wprowadził zmianę, która dotyka wszystkich zainteresowanych kredytami hipotecznymi. Podwyższył on bowiem wymagany wkład własny z 10 proc. do 20 proc. "To oznacza, że jeśli ktoś chce kupić mieszkanie o wartości 400 tys. zł, to musi mieć aż 80 tys. zł własnych oszczędności. Jeszcze w marcu wystarczyła kwota 40 tys. zł. Niestety podobne zmiany mogą wprowadzić też inne banki - pisze Sadowski w analizie.

Wskazuje, że w bankach pojawiają się też podwyżki marż, co sprawia, że "uzyskanie atrakcyjnego kredytu stanie się jeszcze trudniejsze niż dotychczas".

Nowe limity kosztów pożyczek

Sadowski zwraca też uwagę, że w podpisanym przez prezydenta Andrzeja Dudę pakiecie ustaw antykryzysowych znalazł się zapis, który znacznie obniża maksymalny limit kosztów pozaodsetkowych. Są to wszystkie dodatkowe opłaty, których bank czy inna instytucja pożyczkowa żąda od kredytobiorcy (poza wyznaczonym oprocentowaniem). Wprowadzenie takiego rozwiązania zaproponował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

W założeniu ograniczenie to ma na celu ochronę Polaków przed wpadnięciem w pułapkę zadłużenia. Z analizy Expandera wynika jednak, że zamiast spadku kosztów, efektem będzie jednak drastyczne zaostrzenie warunków przyznania pożyczek.

"Będą one dostępne tylko dla nielicznych osób, o wyjątkowo dobrej sytuacji finansowej. Koszt kredytu jest bowiem ściśle związany z ryzykiem, że nie zostanie on spłacony. Tymczasem ryzyko rośnie, ponieważ kryzys może istotnie zwiększyć bezrobocie" - zauważa Sadowski.

Tłumaczy, że przychody z odsetek i prowizji muszą pokryć nie tylko ogólne koszty działalności, ale również straty firm wynikające z tego, że część pożyczek nie zostanie spłaconych. "Według danych KNF w styczniu ok. 10 proc. kredytów konsumpcyjnych udzielanych przez banki nie było spłacanych terminowo (kredyty z utratą wartości). Za chwilę ten wskaźnik zapewne istotnie wzrośnie" - pisze główny analityk Expandera.

Jak wskazuje Sadowski, bankowcy teoretycznie mają dwa wyjścia. Pierwszym z nich jest stosowanie takich kosztów kredytów, aby zyski z tych spłacanych pokrywały straty z tych, których nie uda się odzyskać. Drugim rozwiązaniem jest zaostrzenie kryteriów przyznawania pożyczki tak, aby kredyt uzyskiwali tylko ci, którzy z dużym prawdopodobieństwem będą w stanie go spłacić.

"Koszty kredytów drastycznie zmniejszy jednak nowy limit. Pozostaje więc mocne zaostrzenie kryteriów przyznawania kredytów" - pisze analityk.

Odcięci od finansowania

Według niego skutkiem tego będzie odcięcie od awaryjnego finansowania wielu osób. "To problem szczególnie drobnych przedsiębiorców, którzy dotychczas nie korzystali z linii kredytowych, a teraz muszą jakoś przetrwać okres epidemii, kiedy nie mają przychodów, a muszą ponosić koszty" - zaznacza Sadowski.

Dodaje, że przy tak mocno ograniczonym koszcie kredytów, banki będą gotowe udzielać kredytów jedynie nielicznym osobom, które mają wyjątkowo dobrą sytuację finansową. "Takich klientów nie ma jednak zbyt wielu" - podkreśla.

Jego zdaniem osoby o przeciętnych i niskich dochodach nie dostaną pożyczki ani w banku, ani w legalnie działającej filmie pożyczkowej. "Część dobrze na tym wyjdzie, bo niepotrzebnie się nie zadłuży. Inni skorzystają jednak z pożyczek na czarnym rynku, gdzie nie obowiązują żadne limity kosztów, co może się skończyć bardzo źle. Do łask powrócą również zapewne lombardy, gdzie koszt pożyczki może być niższy ponieważ wymagane jest pozostawienie zabezpieczenia np. smartfona lub innej wartościowej rzeczy" - podsumowuje Sadowski.

Przeciwko obniżeniu maksymalnego limitu pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego protestował również Związek Banków Polskich. Bankowcy przekonywali, że "kredyt ten będzie dostępny wyłącznie dla wąskiej grupy klientów, znajdujących się w dobrej sytuacji finansowej". "Propozycje w tym zakresie będą miały negatywne konsekwencje zarówno dla banków, jak i instytucji pożyczkowych - ocenił ZBP.

Autor: mp//dap / Źródło: tvn24bis.pl