Euro najdroższe od ponad dwóch lat. Giełdy czerwone

Najnowsze

Aktualizacja:

Przez rynki finansowe przechodzi prawdziwe tsunami. Nawet 4,5 zł trzeba było w czwartek zapłacić za jedno euro. To najwyższa cena od ponad dwóch lat. Mocno drożeją też inne waluty, a indeksy giełdowe na całym świecie, w tym w Warszawie, tracą po kilka procent. Jako powód ekonomiści jak zwykle wskazują na sytuację w globalnej gospodarce. Prezes NBP Marek Belka ostrzega: to staje się coraz bardziej niebezpieczne dla Polski.

Wspólna waluta drożeje już od kilku dni. W czwartek jednak jedno euro podrożało aż o osiem groszy i otarło się o cenę 4,5 zł. O osiem groszy, do 3,68 zł podrożał też frank szwajcarski, a za dolar, który zdrożał aż o 11 groszy, trzeba było zapłacić 3,34 zł.

Kurs złotego oddala się do zdrowych fundamentów gospodarki, a jego osłabienie wpływa niekorzystnie na ceny utrudniając bankowi centralnemu kontrolę inflacji oraz osłabia potencjał wzrostowy PKB. Znaczna zmienność kursu złotego zmniejsza zdolność prognostyczną i zwiększa niepewność podmiotów gospodarczych dotyczących przyszłości, przekłada się na zmniejszenie ich skłonności do inwestowania, co osłabia w rezultacie potencjał wzrostowy gospodarki belska o złotym


Przyzwyczajmy się do 4,5 za euro

Dilerzy walutowi oceniają, że w najbliższych dniach euro wciąż może kosztować 4,5 zł. - Cały czas pozostajemy pod wpływem czynników globalnych, fundamenty naszej gospodarki nie są brane pod uwagę. Spada kurs EURUSD, awersja do ryzyka jest kontynuowana - powiedział Bartłomiej Rostek, diler walutowy ING Banku Śląskiego. - Na naszym rynku nadal panuje bardzo duża niepewność i duża zmienność. Wydaje mi się, że najbliższe dni też takie będę. Utrzyma się zły sentyment. Jest duża możliwość, że rentowności obligacji będą rosły, a złoty osłabiał się - dodał Henryk Sułek, szef dilerów SPW Banku Millennium.

Belka zaniepokojony...

Na coraz mocniej tracącego na wartości złotego wskazali też w czwartek prezes NBP Marek Belka i premier Donald Tusk. - Kurs złotego oddala się do zdrowych fundamentów gospodarki, a jego osłabienie wpływa niekorzystnie na ceny utrudniając bankowi centralnemu kontrolę inflacji oraz osłabia potencjał wzrostowy PKB. Znaczna zmienność kursu złotego zmniejsza zdolność prognostyczną i zwiększa niepewność podmiotów gospodarczych dotyczących przyszłości, przekłada się na zmniejszenie ich skłonności do inwestowania, co osłabia w rezultacie potencjał wzrostowy gospodarki - powiedział Belka.

Podobnie uważa Sebastian Buczek. - Ten poziom 4,48 zł, który dzisiaj widzimy, zaczyna już być bardzo niebezpieczny w szczególności dla dla polskiego sektora finansowego, również jeśli weźmiemy pod uwagę, że część naszego długu publicznego jest denominowana w walutach obcych. Wtedy zaczynamy się zbliżać do granicy 55 proc. zadłużenia naszego kraju w stosunku do PKB - powiedział

....Tusk apeluje o spokój

Według premiera Donalda Tuska to spekulanci grają na osłabienie złotówki. Dlatego szef rządu zaleca spokój i porównuje ruchy na rynku do gry w rosyjską ruletkę, w której nerwowe ruchy nie są pożądane - Złotówka się osłabia - tego typu zapowiedzi są z reguły autorstwa samych spekulantów. To znaczy, każdy kto chce zarabiać na gwałtownych skokach w górę, w dół, w górę, w dół jest zainteresowany tym, aby wysyłać sygnały o tym, że nagle może się zdarzyć, bo wtedy zaczyna się ruch na Foreksie. A wiadomo, że spekulacja żywią się zmianą, albo wzrostem, albo spadkiem. Wszyscy odpowiedzialni za to, co się w Polsce dzieje, muszą zawsze wykazywać zimną krew i spokój. To jest trochę jak rosyjska ruletka. Wejście w grę z tego typu aktorami na rynku, bywa z reguły niebezpieczne - ocenił Tusk.

Premier Donald Tusk o słabnącym złotym/TVN CNBC

To, że rząd nie będzie się na razie uaktywniał na rynku przewiduje też Marek Rogalski, analityk DM BOŚ. - Mam takie dziwne wrażenie, że temat interwencji będziemy poruszali, ale dopiero w końcu roku. 4,60 zł za euro nie zobaczymy w najbliższych dniach. Raczej bym dawał barierę 4,50 zł i dawałbym pewnie szanse, że jednak coś się zmieni po weekendzie - powiedział.

Marek Rogalski: na razie nie będzie interwencji/TVN CNBC

Dlaczego? Bo wszędzie jest źle

Wśród powodów mocnych spadków na giełdach i na rynku walutowym analitycy wskazują środową decyzję rezerwy Federalnej w USA. Fed poinformował o rozpoczęciu operacji Twist. Chodzi o sprzedaż obligacji o krótkim terminie zapadalności - maksymalnie do 3 lat i zainwestowanie zysków w skup obligacji o zapadalności papierów od 6 do 30 lat. - Fed nie może zbyt dużo zrobić, aby pobudzić gospodarkę. Oczekiwania na przełom były bezpodstawne i dlatego reakcja rynku jest wyraźnie negatywna - ocenił główny ekonomista X-Trade Brokers Przemysław Kwiecień.

Nastrojów w Azji nie poprawiły też dane z chińskiego przemysłu. Markit Economics poinformował że wskaźnik PMI, obrazujący kondycję przemysłu, trzeci miesiąc z rzędu znalazł się poniżej poziomu 50 pkt. Poziom ten stanowi granicę między rozwojem a recesją w sektorze.

Złe wiadomości dotyczące odczytów wskaźnika PMI napłynęły również z Europy. Indeks, określający koniunkturę w sektorze przemysłowym Niemiec, największej gospodarki Europy, wyniósł we wrześniu 50 pkt wobec 50,9 pkt na koniec sierpnia. Analitycy oczekiwali 50,5 pkt.

Na pogorszenie nastrojów wpłynęły również informacji, które pojawiły się w środę wieczorem, że agencja ratingowa S&P obniżyła rating kilku włoskich banków. Ponadto S&P obniżył perspektywę ratingu dla ośmiu innych włoskich banków, w tym UniCredit ze stabilnej na negatywną.

Źródło: PAP, TVN CNBC