Federalni śledczy badają sprawę rzekomych oszustw General Motors. Motoryzacyjny gigant jest podejrzewany o wprowadzanie klientów i urzędów w błąd na temat przełączników zapłonów w swoich autach. To właśnie usterka tego urządzenia była przyczyną wielu wypadków.
- Prokuratorzy nie ograniczają przy tym postępowania do zdarzeń, które nastąpiły po tym, jak GM zbankrutował w 2009 roku - powiedziało Reutersowi źródło. Jak dodało, zdaniem śledczych, upadłość nie zwalnia motoryzacyjnego giganta od odpowiedzialności karnej w przypadku nadużyć.
Nie wiadomo, czy prokuratura będzie wnosić pozwy przeciwko konkretnym osobom. Niemniej będzie starała się pokazać, że pracownicy GM wiedzieli o zabójczej usterce, a mimo to przekonywali urzędników, że problem został rozwiązany i ograniczyli się tylko do wydawania klientom instrukcji, jak radzić sobie z zepsutym samochodem.
Firmy milczą
Federalne dochodzenie to jednak nie jedyny kłopot dla GM. Przeciwko firmie własne postępowanie pod kątem łamania prawa w zakresie ochrony konsumentów prowadzi także już co najmniej 12 stanów. Zarówno federalne, jak i stanowe dochodzenia sprawdzają, czy usterka wyłącznika jest związana ze śmiercią 13 osób i 54 wypadków.
Rzeczniczka Delphi Automotive, producenta przełącznika dla GM powiedziała, że firma nie była śledztwa, ale współpracuje ściśle ze wszystkimi urzędami w celu wyjaśnienia sprawy. Z kolei Greg Martin, rzecznik GM odmawia jakichkolwiek komentarzy, tłumacząc to trwającym postępowaniem.
Autor: rf//gry / Źródło: Reuters