Więzienie za cofanie liczników? "Dobry fachowiec jest nie do wykrycia"

Z kraju

Więzienie za cofanie liczników. "Bardzo trudno będzie to wprowadzić w życie"tvn24
wideo 2/4

Nawet pięć lat więzienia ma grozić za ingerencję w stan licznika w samochodzie - wynika z projektu Ministerstwa Sprawiedliwości. - Bardzo trudno będzie to wprowadzić w życie - uważa Marcin Orzepiński z TVN Turbo. Zdaniem gościa "Wstajesz i wiesz" w TVN24 największe problemy będą z udowodnieniem komuś, że to zrobił.

Od trzech miesięcy do nawet pięciu lat więzienia ma grozić za ingerencję w stan licznika w samochodzie. Projekt takich przepisów w czwartek zaprezentował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i sekretarz stanu Patryk Jaki.

Zdaniem Marcina Orzepińskiego z TVN Turbo to dobry pomysł. - Każdy wie to od lat, tylko nikt nie wie jak to zrobić. Jeżeli chodzi o precyzyjne wytyczne, to będzie praktycznie niewykonalne, bo w jaki sposób udowodnić komuś, że to zrobił? - zastanawia się.

Jakie zastrzeżenia

Jak dodaje, "nie mówimy tylko o oszukiwaniu się, jeżeli chodzi o handlowanie samochodami, ale także o cofanie liczników między przeglądami". - Wiele osób to robi. Kupując na przykład nowy samochód co roku pomiędzy przeglądami cofa licznik powiedzmy o połowę, dlatego że zwiększa w ten sposób wartość auta i oszczędza na serwisach gwarancyjnych - zwraca uwagę gość TVN24.

Orzepiński wskazuje, że "w większości marek te przebiegi nie są weryfikowane w autoryzowanej stacji obsługi, a w wielu przypadkach nie są w ogóle do zweryfikowania". - Jeżeli jest naprawdę dobry fachowiec i w nowoczesnym samochodzie usuwa przebieg, zmienia w liczniku, kluczyku, ksenonach, pompie ABS-u, to jest praktycznie nie do wykrycia - tłumaczy.

- Nie da się wejść i tak jak w przypadku pliku tekstowego sprawdzić, kto jest autorem, na jakim komputerze - podkreśla Marcin Orzepiński.

Gość TVN24 obawia się, że przepis proponowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości może być martwy. - W jaki sposób ustalimy, kto cofnął ten licznik? A co jeżeli kupię samochód z zagranicy, niezarejestrowany w Polsce i pojadę na pierwszy przegląd, żeby go zarejestrować, podam stan jaki jest i później go komuś sprzedam, a ktoś udowodni, że ten samochód w Niemczech miał przebieg rok wcześniej niższy o 100 tysięcy. To ja będę podejrzany. W jaki sposób udowodnię, że to nie ja, a w jaki sposób ustalimy kto to? To jest największy problem - zwraca uwagę.

- To że należałoby karać, chyba wszyscy są zgodni, tylko bardzo trudno będzie wprowadzić to w życie. Boję się, żeby teraz najgroźniejszymi kryminalistami w Polsce nie okazali się ci, którzy w warsztacie przekręcili licznik - podkreśla dziennikarz TVN Turbo.

Autor: mb//dap / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock