Koniec South Streamu

    2 grudnia 2014

    Po rezygnacji Rosji z projektu gazociągu South Stream, Bułgaria chce zbudować na swoim wybrzeżu węzeł gazowy i dostarczać za jego pośrednictwem surowiec do innych krajów Unii Europejskiej. W Brukseli lobbował za tym premier tego kraju Bojko Borisow.

    Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" w opublikowanym w środę komentarzu uznał rezygnację z realizacji projektu South Stream za porażkę prezydenta Rosji Władimira Putina będącą następstwem wykorzystywania dostaw gazu do geopolitycznych gier.

    Rezygnacja Rosji z budowy gazociągu South Stream nie wywołuje większych obaw w Austrii, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne. Włosi mają większe powody do niepokoju - tamtejszy koncern Saipem może stracić w wyniku tej decyzji ponad 2 mld dol. Natomiast Węgry zapowiadają szukanie nowych źródeł energii, bo "postawiły na złego konia" w swej polityce zagranicznej.

    Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział w poniedziałek, że skoro "UE nie chce realizacji gazociągu South Stream, to oznacza, że nie zostanie on zrealizowany". Putin wytknął Komisji Europejskiej "niekonstruktywne stanowisko" w sprawie gazociągu. Prezes rosyjskiego Gazpromu Aleksiej Miller ogłosił, że jego koncern podpisał z tureckim Botas list intencyjny w sprawie budowy nowego gazociągu przez Morze Czarne w stronę Turcji. Prezes Gazpromu dodał, że z 63 mld metrów sześciennych surowca, który ma być przesyłany tą rurą, 14 mld będzie przeznaczone dla samej Turcji. Miller wyjaśnił, że jest to ta część gazu, jaką Turcja otrzymuje obecnie z Rosji przez Ukrainę i Bałkany. Czym był South Stream?