Piotr Naimski przyznał, że "energia, którą mamy w tej chwili z elektrowni węglowych, jest coraz droższa". - Prąd podrożeje i prąd drożeje, widzimy to. W tym roku w stosunku do roku ubiegłego prąd, niestety, dla naszych odbiorców musiał zdrożeć o około 10 procent. To jest około 8 złotych miesięcznie - wskazał. Takie wyliczenia przedstawiał wcześniej także Urząd Regulacji Energetyki.
Pełnomocnik rządu wyjaśniał w RMF FM, że energia "jest coraz droższa, dlatego że musimy dopłacać do tej wyprodukowanej energii koszt emisji dwutlenku węgla".
- Będziemy płacili więcej, bo po pierwsze, kosztuje nas ta energia ciągle produkowana z węgla, a będziemy ją z węgla produkowali jeszcze długo. Ale równocześnie musimy inwestować, musimy budować nowe elektrownie, które nie będą obarczone tym dodatkowym podatkiem (koszt emisji - red.) i będą nam tańszą energię dawały - podkreślił.
Ceny prądu w górę
Naimski powiedział, że prąd będzie drożał jeszcze przez kilka lat. - Mniej więcej do 2030 roku, czyli w tej dekadzie, powoli, będziemy starali się, żeby to było jak najmniej uciążliwe, będą ulgi dla tych najmniej zarabiających w Polsce, ale będą ceny prądu rosły. Od mniej więcej 2030 roku mamy nadzieję, że będą spadały, dlatego że będziemy mieli tańsze źródła - mówił.
Wprowadzenie powszechnych rekompensat za rosnące ceny prądu już w grudniu 2019 roku obiecywał wicepremier Jacek Sasin. - Podwyżki dla indywidualnych odbiorców nie będzie - mówił. W styczniu ubiegłego roku w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 minister wyjaśniał, że "zasada będzie taka, że po końcu roku, kiedy (...) będziemy mogli określić, ile więcej polska rodzina zapłaciła za prąd, zrekompensujemy tę różnicę".
OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO >>>
Jak się jednak okazało, pomimo zapowiedzi wicepremiera Sasina, ustawa w tej sprawie nie została wprowadzona. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wyjaśniło, dlaczego zdecydowało się wycofać projekt. "Uznano, że potrzebne jest wypracowanie systemowego rozwiązania o horyzoncie wieloletnim, skoncentrowanego na potrzebach najbardziej wrażliwych odbiorców energii elektrycznej" - przekazał resort w odpowiedzi dla TVN24 Biznes.
Wskazywano wówczas, że nowe rozwiązanie "będzie skupiało się na wsparciu odbiorców wrażliwych energetycznie, dla których zaspokojenie podstawowych potrzeb energetycznych stanowi istotny problem".
Elektrownia atomowa w Polsce
Piotr Naimski mówił ponadto w RMF, że rząd przewiduje, że w 2033 roku będzie uruchomiony w Polsce pierwszy reaktor jądrowy. Pytany o lokalizację, wskazał, że "na Pomorzu Gdańskim są rozpatrywane dwie lokalizacje - wybierzemy ostatecznie tę lepszą".
Te dwa miejsca to Lubiatowo Kopalino i Żarnowiec - powiedział pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. - Dla tych dwóch miejsc opracowywany jest w tej chwili tak zwany raport lokalizacyjny, czyli mówiąc krótko ocena tych miejsc - wyjaśnił.
Jak mówił, nie jest to zła wiadomość dla Bełchatowa, bo wielka elektrownia w Bełchatowie zużywająca brunatny węgiel będzie funkcjonowała do połowy lub końca lat 30.
- Plan jest taki, że będziemy budowali sześć reaktorów atomowych. Będziemy mieli dwa miejsca, może trzy, gdzie te elektrownie powstaną - wskazał. Pierwsza z nich będzie na Pomorzu Gdańskim, ale druga najprawdopodobniej będzie w Bełchatowie. - To jest racjonalne miejsce. Tam mamy linie energetyczne, wszystko mamy przygotowane do przesyłania wyprodukowanej tam energii, a będziemy musieli zamknąć to, co tam jest - przekonywał Naimski.
Powiedział, że "realny termin zaczęcia budowy, jako takiej, jak to się mówi wbicia łopaty, to jest 2026 rok", a realny termin ukończenia pierwszego bloku to jest 2033 rok. - To jest od dzisiaj 12 lat - zaznaczył. Podkreślił, że w ciągu 12 lat "chcemy zbudować jeden reaktor, a potem co dwa lata oddawać następne".
Dodał, że na Pomorzu powstaną dwa albo trzy reaktory. - Albo będziemy mieli w dwóch miejscach po trzy, albo w trzech miejscach po dwa - mówił. Trzecie rozważane miejsce pod budowę elektrowni atomowej, jak mówił Naimski, to Pątnów. - Warto czymś realnym zastąpić wypadający stamtąd węgiel brunatny - zaznaczył.
Powiedział, że elektrownie węglowe będą zamykane. - To perspektywa 30 lat, a może więcej. One są w różnym wieku i stanie technicznym - dodał Piotr Naimski.
Koszt transformacji energetycznej
Naimski przyznał, że transformacja energetyczna "będzie nas kosztowała bardzo dużo". - Szacunki są od 700-800 miliardów złotych do 1 biliona i więcej". Dodał, że według obliczeń do 2045 roku transformacja w elektroenergetyce będzie kosztować około 450 mld zł. Pytany czy Polskę na to będzie stać, wskazał, że "niewykonanie tego wysiłku, niewydanie tych pieniędzy i nieprzejście przez ten trudny okres będzie więcej kosztowało niż niedokonanie tego".
- To są pieniądze, które będziemy mieli w większej części z naszego budżetu. Będziemy też mieli pieniądze, które będą przeznaczone na to z funduszy Unii Europejskiej - powiedział Naimski.
W przyjętej przez rząd Polityce Energetycznej Polski do 2040 roku zakłada się, że w 2033 roku uruchomiony zostanie pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy ok. 1-1,6 GW. Kolejne bloki będą wdrażane co 2-3 lata, a cały program jądrowy zakłada budowę 6 bloków o mocy do 9 GW.
Autorka/Autor: mb/dap
Źródło: PAP, TVN24 Biznes
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock