Walczy o pracę i dobre imię. Ruszył proces byłego prezesa stadniny w Janowie

Z kraju

tvn24Były prezes stadniny w Janowie kontra ANR

Wieloletni prezes stadniny koni w Janowie Podlaskim Marek Trela broni przed sądem swoich praw. Dziś zeznał, że niesłusznie zwolniono go z pracy, bez zachowania okresu wypowiedzenia. Agencja Nieruchomości Rolnych nie zamierza mu jednak przyznać racji.

Marek Trela do Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej wystosował pozew przeciwko Agencji Nieruchomości Rolnych. Sąd rozpoczął dziś proces o zapytania o możliwość zawarcia ugody. Strony wyraziły gotowość do rozmów, ale na tym etapie postępowania nie ustalono kompromisu i do ugody nie doszło. Sprawa została odroczona do 27 września.

Utrata zaufania

Trela został odwołany z funkcji prezesa 19 lutego przez prezesa Agencja Nieruchomości Rolnych, która nadzoruje stadninę. Tego samego dnia odwołano też prezesa Stadniny Koni w Michałowie Jerzego Białoboka oraz specjalistę ds. hodowli w ANR Annę Stojanowską. Oni również złożyli pozwy do sądów pracy. Powodem zwolnienia tych osób była m.in. "utrata zaufania". Pełnomocnik stadniny Koni w Janowie Podlaskim adwokat Grzegorz Fertak wniósł o oddalenie pozwu w całości. Jego zdaniem umowa z Trelą została zawarta na czas pełnienia funkcji prezesa stadniny i taka umowa wygasa w momencie, gdy osoba zostaje odwołana ze stanowiska. Nie przysługuje tu żaden okres wypowiedzenia. Trela zeznał przed sądem, że pracę w stadninie w Janowie Podlaskim rozpoczął w 1978 r., gdzie pełnił różne funkcje. Na prezesa został powołany w 2000 r. - powołanie nie było ograniczone kadencją. Równocześnie podpisano z nim umowę o pracę na czas pełnienia funkcji prezesa (nie określoną żadnym terminem). Powód uznał, że umowę z nim zawartą należy traktować jako umowę o pracę na czas nieokreślony, z czego wynikałby trzymiesięczny okres wypowiedzenia z wynagrodzeniem za ten czas. Trela wnosi o wypłacenie mu z tego tytułu 36 tys. zł. - Uznaję prawo właściciela do wymiany zarządu, ale jako zatrudniony pracownik spodziewałem się innego potraktowania - jak pracownika - czyli formy wypowiedzenia, no i uzasadnienia decyzji o odwołaniu z funkcji - mówił Trela.

Relacja świadków

Wezwany na świadka został wieloletni pracownik Agencji Nieruchomości Rolnych Grzegorz Młynarczyk. Zeznał, że w strategicznych spółkach hodowlanych ministerstwa rolnictwa, już w latach 90. zrezygnowano z kadencyjności prezesów zarządów. Umowy o pracę na czas pełnienia funkcji w zarządzie zostały wprowadzone potem równolegle. Miały bardziej związać obie strony i służyć stabilności spółek. - Prezesami spółek były osoby wysoko wykwalifikowane. Chodziło o to, aby nie były podkupywane przez inne podmioty gospodarcze - wyjaśnił. Drugi świadek - wieloletni pracownik ANR Mirosław Helta - powiedział, że umowa o pracę na czas pełnienia funkcji prezesa oznaczała, iż po odwołaniu z funkcji była automatycznie rozwiązywana. Zasady te były stosowane wobec wszystkich prezesów spółek, nie tylko wobec Treli. Jak tłumaczył, tego rodzaju umowy - powiązane etatu z powołaniem na prezesa - wprowadzono z "powodów ekonomicznych". Wcześniej było tak, że zawierane umowy o pracę wymagały wypowiedzenia, a odwołani prezesi korzystali wtedy z długich zwolnień lekarskich i nadal pobierali wynagrodzenia. - Prezesi nie zarabiali mało. Nieraz trzeba było płacić wynagrodzenie dwóm osobom, bo już był nowy prezes - mówił Helta. Dodał, że to obciążało spółki.

Oburzenie hodowców

Odwołanie Treli w lutym ze stanowiska prezesa janowskiej stadniny spotkało się z oburzeniem środowiska hodowców koni w kraju i za granicą. Wiele krytycznych głosów padło ze strony polityków opozycji i mediów. Zwolnienie Treli ANR uzasadniała "brakiem odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego nad końmi arabskimi czystej krwi". Prezesom obu stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie zarzucono też dopuszczenie do "pobierania przez zagranicznych kontrahentów większej liczby zarodków niż dopuszczają to polskie regulacje" oraz "zawieraniem przez zarządy obu spółek umów dzierżawy klaczy z zagranicznymi ośrodkami hodowlanymi w sposób, który nie zabezpieczył w pełni interesów polskich podmiotów oraz ograniczał możliwości dochodzenia roszczeń".

Zawiadomienie do prokuratury

Na początku marca ANR złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa ws. nieprawidłowości w stadninach Janowie i Michałowie. Śledztwo dotyczące niegospodarności, jakiego miały się dopuścić odwołane w lutym władze stadnin, prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Po zwolnieniu Treli, prezes ANR powołał początkowo na stanowisko prezesa janowskiej stadniny Marka Skomorowskiego, z wykształcenia ekonomistę, który wcześniej m.in. był zastępcą dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR. Ta nominacja była krytykowana. Wskazywano, że nowy prezes nie ma odpowiednich kwalifikacji. W marcu w stadninie w Janowie padły dwie klacze - Preria i Amra - należące do stadniny koni Halsdon Arabians, której właścicielką jest Shirley Watts, stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland. Oba konie zostały kupione przez Watts właśnie na aukcjach w Janowie. Według dotychczasowych ustaleń prokuratury konie padły z powodu skrętu jelit. W październiku 2015 r. w podobnych okolicznościach, jak klacze Watts, padła inna utytułowana klacz janowskiej stadniny - Pianissima - co również było jednym z powodów odwołania Treli.

ANR ogłosiła w kwietniu konkurs na stanowisko prezesa stadniny w Janowie. Zgłosiło się 17 kandydatów. Nowym prezesem został prof. Sławomir Pietrzak - naukowiec z Katedry Hodowli i Użytkowania Koni Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, który jest też międzynarodowym sędzią w ujeżdżeniu i trenerem jeździectwa.

Autor: mb//ms / Źródło: PAP

Raporty: