Polski turysta znów biedny za granicą

Najnowsze

Aktualizacja:
TVN CNBC BIZNES1003TURYSTYKA.avi

Jeszcze pół roku temu za przeciętną pensję Polak mógł kupić 12 flakonów najdroższych perfum Chanel, sześć iPhonów czy 176 kufli piwa Guinness w pubie w Dublinie - wylicza "Dziennik". Teraz z perfumerii wyszedłby z ledwie ośmioma flakonami, a jego pensja byłaby warta 121 piw. Wszystko przez słabą złotówkę.

Zaledwie pół roku temu złotówka biła rekordy, schodząc do 3,20 za euro i 2 złotych za franka oraz dolara. Ale wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, żeby sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni.

Od września wartość polskiej waluty spadła w stosunku do euro o ponad 40 proc, a do dolara około 80 proc. "Dziennik" sprawdził, ile na osłabionej złotówce stracili miłośnicy zagranicznych wojaży i wszyscy ci, którzy kupowali na potęgę sprowadzane zza granicy elektroniczne gadżety czy samochody.

Droższe auta i iPhone'y

Z wyliczeń gazety wynika, że na siedmioletniego volkswagena golfa, wartego 9,6 tys. zł kupowanego w Niemczech, jeszcze w lipcu trzeba było pracować cztery miesiące. Teraz trzeba na niego pracować dwa miesiące dłużej - wartość tego samego auta podskoczyła do 14 tys. złotych. Jeepa grand cherokee z 2005 roku można było w USA kupić za 25 tys. złotych, czyli 11 przeciętnych pensji. Dziś trzeba byłoby popracować na niego ponad 9 miesięcy dłużej.

Na słabej złotówce stracą jednak nie tylko dilerzy samochodów - pisze "Dziennik". Spada ilość sprowadzanego zza granicy sprzętu. Zaledwie parę miesięcy temu komputery i telefony komórkowe opłacało się sprowadzić nawet z USA. Dziś to gra niewarta świeczki. Za iPhone'a trzeba zapłacić około 200 dolarów - co znaczy, że pół roku temu za średnią pensję można było kupić prawie 6 aparatów, teraz już tylko 3.

Wakacje skromniejsze

Najdotkliwiej walutowe wahania odczują jednak turyści. W czasie zeszłorocznych wakacji Polacy z wypchanymi portfelami brylowali w najlepszych restauracjach i hotelach nawet w najdalszych zakątkach świata. Za średnią pensję mogli przez półtora tygodnia jeździć wynajętym fiatem punto po Włoszech, zjeść 48 obiadów w Lizbonie i 60 razy wejść do najmodniejszego klubu w Berlinie.

Dziś wynajętym autem jeździliby za te same pieniądze o pięć dni krócej, w ekskluzywnej restauracji zjedliby tylko 33 obiady i kupili 41 wejściówek do klubu - wylicza "Dziennik".

Źródło: "Dziennik", TVN CNBC Biznes

Źródło zdjęcia głównego: TVN CNBC BIZNES