Dodatkowe środki mogłyby pochodzić z podwyżki podatku od paliw lub podwyżki VAT-u - pisze "SZ" powołując się na informacje uzyskane podczas obrad Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Limie.
Prosto do budżetu
Pozyskane w ten sposób pieniądze wpływałyby do unijnego budżetu, a następnie byłyby przeznaczane na wzmocnienie granicy zewnętrznej UE oraz na pokrycie kosztów związanych z przyjęciem i utrzymaniem imigrantów. Część środków byłaby kierowana do krajów pochodzenia uciekinierów, aby poprawić warunki życia.Rzecznik rządu Steffen Seibert zdementował informację podaną przez gazetę. - Nie chcemy ani podwyżki podatków w Niemczech, ani też wprowadzenia podatku w UE - oświadczył rzecznik kanclerz Angeli Merkel.Wysokość podatku jest sprawą otwartą - zastrzega "SZ". Redakcja przypomina niedawną wypowiedź unijnego komisarza Pierre Moscovici, że rozmowy o dodatkowych pieniądzach z budżetu UE mają sens dopiero wtedy, gdy Unia będzie dysponować "solidnymi kalkulacjami" dotyczącymi liczby imigrantów.
Wyzwanie dla Europy
Niemiecki rząd podkreślał w minionych tygodniach wielokrotnie, że problem uchodźców jest "wyzwaniem europejskim". Jak pisze "SZ", inicjatorem podatku na uchodźców jest niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble.Z niemieckiego punktu widzenia "dodatek solidarnościowy" jest jak najbardziej sensowny. Niemcy przekazały na rozwiązanie kryzysu migracyjnego najwięcej pieniędzy ze wszystkich krajów UE. Koszty ponoszone przez władze centralne, landy i samorządy szacowane są na 20 mld euro."SZ" przypomina, że w przeszłości wszystkie propozycje dotyczące socjalnego europejskiego podatku rozbijały się o sprzeciw państw członkowskich. Podatek na uchodźców sprawiłby, że UE po raz pierwszy w swojej historii dysponowałaby własnymi środkami. Kryzys migracyjny doprowadziłby tym samym do "dużego kroku" w kierunku większej integracji UE - pisze niemiecki dziennik.
Autor: mn / Źródło: PAP