Ekonomiści OECD wyliczyli, że gdyby polski rząd rozluźnił regulacje dla najważniejszych sektorów gospodarki, jej wydajność (a w ślad za nią PKB) skoczyłaby o 14 proc. w ciągu dziesięciu lat. Żadnemu innemu państwu upraszczanie bzdurnych przepisów nie jest tak potrzebne jak Polsce i nigdzie nie przyniosłoby tak widocznych efektów. Mamy większe rezerwy, nawet niż słynąca z zakazów i nakazów Japonia - tam deregulacja zwiększyłaby wydajność gospodarki o 13 proc.
W czasie ostatniego kryzysu konwencjonalne metody stymulowania gospodarki się wyczerpały. Dlatego państwa muszą pilnie wprowadzać reformy strukturalne, które będą miały podobny efekt, czyli nakręcą koniunkturę oecd o stymulowaniu
Deregulowanie powolne, ale w toku
Do tej pory sukcesy polskich władz w deregulacji gospodarki były dość umiarkowane, czego przy każdej okazji nadarzającej się okazji nie omieszkają wypominać przedsiębiorcy. Sytuację ma poprawić specjalny pakiet ustaw, z których pierwsza weszła w życie na początku lipca. Likwiduje ona m.in. ponad 200 obecnie wymaganych zaświadczeń i zastępuje je oświadczeniami, przez co, według jej autorów, obywatele i firmy zaoszczędzą sześć mld zł rocznie.
Jak mówił niedawno wiceminister gospodarki Mieczysław Kasprzak kolejne trzy mld zł ma przynieść tzw. druga ustawa deregulacyjna, która wprowadza m.in. ogólne interpretacje podatkowe, likwiduje obowiązki wystawiania niektórych druków czy konieczność publikacji sprawozdań finansowych.
Źródło: Puls Biznesu, PAP
Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu