Jak wynika z raportu Metrohouse i Expandera najwyższe miesięczne wzrosty w październiku odnotowano we Wrocławiu i w Łodzi. Mieszkania są tam droższe odpowiednio o 3,7 i 3,6 procent w porównaniu do września. W stolicy Dolnego Śląska za metr kwadratowy płacimy średnio 6127 zł, a przeciętne nabywane mieszkanie zamyka się w budżecie prawie 370 tysięcy zł.
Jeszcze więcej, bo średnio 6755 zł za metr kwadratowy, trzeba zapłacić w Gdańsku. Ceny mieszkań na Pomorzu wzrosły w ciągu miesiąca o 1,7 procent, a średnia cena transakcyjna nabywanego mieszkania wyniosła 347,5 tys. zł. W ciągu roku ceny nieruchomości w Gdańsku wzrosły jednak aż o 15,5 procent, najwięcej spośród wszystkich miast ujętych w raporcie.
Choć wysoki miesięczny wzrost zanotowano także w Łodzi, to kwota za metr kwadratowy wynosi tam zdecydowanie mniej niż we Wrocławiu czy Gdańsku - 4114 zł. Z kolei stosunkowo niższe procentowe wzrosty dotyczą Warszawy (2,8 procent), choć tu płacimy już za metr kwadratowy ponad 8500 zł.
"Warte odnotowania jest, że już ponad 36 procent transakcji w stolicy przeprowadzana jest w cenach wyższych niż 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Natomiast ceny niższe niż 6 tysięcy złotych dostępne są w większości tylko w budownictwie wielkopłytowym na przykład na Targówku i Białołęce" - wskazał, cytowany w raporcie, Marcin Jańczuk z Metrohouse.
W Gdańsku, Warszawie i we Wrocławiu w październiku odnotowano rekordowe kwoty za metr kwadratowy, nienotowane nigdy wcześniej w raporcie Metrohouse i Expandera.

Inwestorzy nadal na fali
Zdaniem ekspertów obserwowane wzrosty cen to poniekąd zasługa "inwestorów" nabywających mieszkania na wynajem.
"Niezależnie od miasta, najczęstszym produktem inwestycyjnym są niewielkie mieszkania położone w dzielnicach zlokalizowanych w bliskiej odległości od centrum miasta" - wskazał Jańczuk. "W przypadku największych miast prym wiodą inwestycje deweloperskie. Jednak w przypadku takiego zakupu należy przygotować dość solidną analizę rentowności przedsięwzięcia. Powodem są duże podwyżki cen materiałów budowlanych i wykończeniowych oraz robocizny, co w perspektywie gruntownego remontu mieszkania ma duże znaczenie dla atrakcyjności inwestycji" - dodał.
Duża grupa nabywców preferuje natomiast lokale z rynku wtórnego, gdzie koszty remontowe mogą być znacznie niższe, a sam proces przystosowania lokalu do wynajmu trwa krócej niż przy mieszkaniu z rynku pierwotnego.
Dostępność kredytów hipotecznych
Jednocześnie eksperci przypominają, że zdolność kredytowa spada od maja 2015 roku i w tym czasie zmniejszyła się aż o 30 procent. W przypadku 3-osobowej rodziny z dochodem 5000 zł netto dostępna kwota kredytu spadła w omawianym okresie z 466 tys. zł do 330 tys. zł.
"W minionym miesiącu minimalnie ona wzrosła. Niestety może to być jedynie chwilowa poprawa. Ze względu na prognozy mówiące o spowolnieniu gospodarczym banki wolą zachować ostrożność w tej kwestii. Na większą poprawę raczej nie ma więc co liczyć" - ocenił Jarosław Sadowski z Expandera.
Dodał jednak, że pomimo iż dostępność kredytów jest dużo gorsza niż 2-3 lata temu, to obecnie cieszą się one ogromnym zainteresowaniem. "W dużej mierze wynika to z niskiego bezrobocia, rosnących płac i tego, że kredyty są obecnie bardzo tanie" - wskazał Sadowski.
Jak czytamy w raporcie, nadal najtańsze są kredyty z wkładem własnym przekraczającym 20 procent. Ich średnia marża nadal wynosi bowiem 2,02 procent.
Jakie prognozy
O tym, że na rynku nieruchomości jest niemal tak drogo, jak w szczycie poprzedniej hossy, która zakończyła się krachem, pisała piątkowa "Rzeczpospolita". W rozmowie z gazetą Bartosz Turek z Open Finance przewidywał, że niedługo przekroczymy granicę cen z lat 2007-2008. "W 2019 roku eksperci spodziewają się dalszego ich wzrostu. Popyt podtrzymują też tanie kredyty, których łączna wartość w tym roku ma być najwyższa od dekady. Podwyżki cen lokali wymusza rynek: szybko drożeją materiały budowlane i grunty" - zauważał dziennik.
Autor: mb//dap / Źródło: tvn24bis.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock