Na pierwszym planie szkockiej kampanii referendalnej jest gospodarka: perspektywa unii walutowej z resztą Zjednoczonego Królestwa, przychody i wydatki, podatki, budżet. Szkoci nie podzielają lansowanego przez Londyn zauroczenia "wolnorynkowym absolutyzmem".
- Szkocja jest kolebką brytyjskiej Partii Pracy. Większości Szkotów bliski jest skandynawski model, w którym stosunkowo wysokie podatki wspierają wydatki socjalne. Tymczasem rząd centralny w Londynie wyznaje filozofię wolnorynkowego absolutyzmu, z urynkowieniem usług publicznych włącznie - powiedział brytyjski publicysta i pisarz Neal Ascherson.
Ostrzeżenia nie na serio?
Pytany o to, jaką walutą będą posługiwać się Szkoci w razie opowiedzenia się w referendum za niepodległością, Ascherson odpowiada, że Szkoci nie biorą na serio ostrzeżeń brytyjskich polityków i finansistów, że nie będą mogli posługiwać się funtem szterlingiem. - Ludzie uważają, że w tych pogróżkach jest sto procent polityki i zero procent ekonomii. Są przekonani, że jeśli niepodległościowa opcja zwycięży, to o pogróżkach będzie można zapomnieć i przystąpić do tworzenia obustronnie korzystnej unii gospodarczej i politycznej z resztą Zjednoczonego Królestwa - dodaje. Tego optymizmu nie podziela politolog z Uniwersytetu w Kent i współpracownik think tanku Chatham House prof. Richard Whiteman. - Wątpliwe, by Bank Anglii i rząd w Londynie zgodziły się na unię walutową na warunkach szkockich nacjonalistów. Szkocja może wprowadzić własną walutę, ale musi ona mieć oparcie w mocnych fundamentach gospodarki, a zatem rząd nie będzie mógł utrzymywać dużego deficytu i może zostać zmuszony do obcięcia wydatków bądź podniesienia podatków - tłumaczy Whiteman. Według niego niepodległa Szkocja w unii walutowej z resztą Zjednoczonego Królestwa, gdyby taka unia powstała, musiałaby podporządkować się wymogom brytyjskiego ministerstwa finansów i Banku Anglii w polityce fiskalnej, monetarnej, regulacji sektora bankowego itp. - Edynburg może jednostronnie podjąć decyzję o posługiwaniu się funtem, ale rynki będą rozróżniały między dwoma rodzajami funta, a w razie kryzysu Bank Anglii nie udzieli Szkocji wsparcia. Zresztą zarówno unia walutowa, jak i własna waluta byłyby tylko etapem przejściowym poprzedzającym przyjęcie przez Szkotów euro, ponieważ Szkocja poza Zjednoczonym Królestwem straci walutowy opt-out - wyjaśnia.
Na co pieniądze?
Źródłem niepewności jest także to, czy niepodległą Szkocję byłoby nadal stać na finansowanie darmowych studiów wyższych, leków, służby zdrowia i planowanego zwiększenia wydatków socjalnych. - Zatrzymanie przez rząd Szkocji na własne potrzeby przychodów z eksploatacji złóż ropy naftowej na Morzu Północnym przy utracie brytyjskich subsydiów musiałoby zostać zrównoważone przez wyższe podatki. W najlepszym razie fiskalny efekt netto byłby neutralny, a w najgorszym byłby duży niedobór - argumentuje prof. Whiteman. Dla ekonomisty Open University Alana Shipmana nie ulega wątpliwości, że szkoccy separatyści nie będą mogli posługiwać się funtem w razie zwycięstwa w referendum 18 września. Według niego rację ma prezes Banku Anglii Mark Carney, ostrzegając, iż podporządkowanie niepodległej Szkocji polityce monetarnej Banku Anglii nie miałoby sensu. - Walutowe rozwiązania niepodległej Szkocji są zagadką. Kraj ma duży sektor finansowy, a rynki nie lubią niepewności, dlatego jest otwartą kwestią, czy banki mające siedzibę w Edynburgu po uzyskaniu niepodległości pozostałyby tam nadal, czy też dla większego bezpieczeństwa, by skorzystać z ochrony Banku Anglii, przeniosłyby się do Londynu, pozostawiając w Edynburgu tylko filie - wskazał. - Mamy do czynienia z dwiema szkołami myślenia. Pierwsza mówi, że separacja jest korzystna dla Szkocji, ale zła dla Wielkiej Brytanii. Druga twierdzi, że separacja nie jest dobra dla Szkocji i neutralna dla reszty Zjednoczonego Królestwa - wskazał Shipman.
Ropa kluczowa?
Zwolennicy status quo zarzucają separatystom, że opierają podatkowe rachuby na przychodach z eksportu ropy naftowej, które będą się kurczyć, ponieważ złoża wyczerpują się. Przychody z podatków uiszczanych przez koncerny naftowe aktywne na Morzu Północnym w ostatnich latach 2008-13 zmniejszyły się o 7,7 mld funtów. Rząd szkockich narodowców sygnalizował, że po uzyskaniu niepodległości obniży stawkę podatku korporacyjnego o 3 pkt proc. w stosunku do obowiązującej obecnie w Wielkiej Brytanii stawki 21 proc. Zdaniem George'a Gallowaya z Partii "Respect" skutkiem niepodległości byłaby niezdrowa konkurencja podatkowa Szkocji z resztą W. Brytanii; skorzystałyby na niej duże korporacje, a straciliby zwykli ludzie.
Autor: mn//km / Źródło: PAP