Bez polityki

Mirosław Baka: były sztuki, które kończyłem na antydepresantach

Do wielu ról się dojrzewa, do niektórych wcześniej, do niektórych później. Dwa lata temu rola Fausta nie była w bibliotece moich wymarzonych ról. Spadło to mnie jak grom z jasnego nieba - powiedział aktor Mirosław Baka. W programie "Bez polityki" opowiedział o nowym spektaklu i dojrzałości w aktorstwie. - Mam prawie 60 lat, jestem dziadkiem od niemal pięciu. Na planie filmowym ekipa odnosi się do mnie z szacunkiem, który jest nawet przyjemny. Funkcjonuję w tej branży filmowej 35 lat, czyli dłużej niż niektórzy z tych chłopaków, dziewczyn, z którymi staję przed kamerą, żyją - mówił. Aktor zaznaczył, że "broni się ze wszystkich sił przed takim mądrowaniem się". - Jak spotykamy się z kolegami ze swojego rocznika w teatrze to opowiadamy tym młodym, jak to było kiedyś. I to świadczy o tym, że nie jestem słuchaczem tylko opowiadającym i to jednak jest ta "dojrzałość". Nie jest mi z tym źle - podkreślił. Baka przyznał, że nie ma w nim "takiego parcia, że musi jeszcze coś osiągnąć". - Ja już nagrałem się w teatrze, podobnie jak w filmie, staram się wybierać te rzeczy, które znaczą, dadzą mnie i widzom satysfakcję - stwierdził.

 

W rozmowie z Piotrem Jaconiem mówił też o teatralnym #MeToo. - Były sztuki, które kończyłem na antydepresantach - mówił. - Zdarza się to, mnie się to też zdarzyło, to nie jest dobre - dodał. Podkreślił jednak, że nie tylko w teatrze dochodzi do takich sytuacji. - To brzmi jakby to tylko w teatrze się zdarzało, ale to nie jest prawda. Myślę, że w każdym zawodzie jest mobbing - ocenił.  - Ja tego nie usprawiedliwiam. Jest coś takiego, że wielki reżyser może być małym człowiekiem. Ja przetrwałem paru takich ludzi, ale nie będę mówił takich slonganów typu, że "mnie to umocniło", bo to nie jest prawda, to męczy psychikę - tłumaczył. - Nie powinno się coś takiego zdarzyć, strasznie jest mi żal tych ludzi - dodał.

 

Baka wyjaśnił także dlaczego w 2010 roku podpisał list przeciwko Europejskiej Paradzie Równości. - Był taki moment w moim życiu, z perspektywy czasu nazywam to momentem słabości, ale był taki moment, kiedy było bardzo dużo coming outów. To ma związek z teatrem. Było parę osób, które zaczęły stanowić taką siłę nowości poprzez to, że są wyoutowani. Stworzyło się takie lobby i ci ludzie wszystko zaczęli uzasadniać tym, że są inni, że to trzeba uszanować, jakieś roszczenia w tym były też. Działy się takie sytuacje, które przestały mi się podobać - mówił.  Aktor podkreślił, dlaczego dziś na pewno tego listu by nie podpisał. - Niedługo później zdarzyła się przy moim stole taka rodzinna rozmowa na ten temat, ta rozmowa momentami do dużych emocji urastała, niektóre argumenty mojej żony, moich synów uświadomiły mi, że to była nieprzemyślana sprawa. Rozszerzył mi się horyzont - tłumaczył. Dodał, że na całe zagadnienie, dotyczące także adopcji dzieci przez pary homoseksualne, spojrzał inaczej. - Ta rozmowa z rodziną to były fajne argumenty młodych, inteligentnych ludzi, jakimi są moi synowie. Przede wszystkim przekonały mnie argumenty mojej żony o tym, ile te dzieci mogą zyskać miłości - mówił.

18.07.2021
Długość: 36 min