Projekt ustawy o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym zakładał, aby od każdego turysty podróżującego poza granice kraju i państwa sąsiednie biura podróży odprowadzały średnio 12,5 zł specjalnej opłaty. W ten sposób TFG miało uzbierać rocznie około 19 mln złotych. Pieniądze miały być później wykorzystywane w awaryjnych sytuacjach, czyli np. w wypadku bankructw biur podróży.
Chodzi głównie o pokrycie roszczeń turystów i ściągnięcie ich z zagranicy do kraju. Fundusz miał chronić także tych klientów, którzy zapłacą za wycieczkę, a ich biuro zbankrutuje jeszcze przed wyjazdem. Według założeń TFG miało w takim wypadku zwracać poszkodowanym koszty.
Co dalej?
Projekt ustawy przygotowanej przez Ministerstwo Sportu i Turystyki był efektem fali bankructw biur podróży z 2012 roku. Państwo musiało wówczas pomóc w powrocie do kraju klientom co najmniej kilku firm, m.in.: Alba Tour, Sky Club czy Aquamaris.
W sierpniu rząd nie przyjął projektu założeń do ustawy o TFG i odesłał go do dalszych prac w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Zastrzeżenia dotyczyły m.in. kosztów powstania nowej instytucji. Wynagrodzenia, wynajem biura, inne koszty administracyjne oraz koszty jednorazowe w pierwszym roku oszacowano na poziomie ok. 2,34 mln zł.
Dokument z założeniami do projektu o TFG trafił z powrotem do resortu sportu i turystyki, gdzie urzędnicy mieli na nowo rozważyć koncepcję Funduszu. TFG może jednak w ogóle nie powstać, a do zapewnienia bezpieczeństwa turystów bedzie musiało wystarczyć rozszerzenie minimalnych sum gwarancyjnych, które muszą posiadać biura podróży.
Autor: tol / Źródło: TVN24 Biznes i Świat
Źródło zdjęcia głównego: shutterstock.com