Tylko w TVN24 GO

Do granic wytrzymałości. "Medykiem się jest, a nie bywa"

Walczą z koronawirusem już ponad rok. Czasami do granic wytrzymałości. Twarze medyków to twarze bohaterów. Wśród nich para - Ewa i Kuba. On jest ratownikiem medycznym, a ona lekarką. W pracy walczą o każdy oddech pacjentów, po pracy o swoje zdrowie psychiczne. - Ja mam wrażenie, że ten system działa tylko dlatego, że są jeszcze ludzie, którzy walczą - mówi Jakub Poświata. - Mam takie same problemy, jak każdy inny człowiek żyjący w pandemii. Dodatkowo w pracy są pytania: "pani doktor, jak długo jeszcze, kiedy to się skończy?". I pytania od chorych pacjentów: "czy ja z tego wyjdę, czy dam radę później biegać?". To zostaje w człowieku. Ja staram się dawać nadzieję, mimo że sama czasami ją tracę. Nie wiem ile to potrwa, nie wiem, czy z tego wyjdziemy i nie wiem, czy ktoś, kto przechorował ciężko COVID-19 wróci do takiej sprawności, jakiej by chciał - opowiada Ewa Stawiarska. - To jest nasza praca. My sobie ją wybraliśmy. Umiemy to robić, ale gdzie jest ta granica? Czy my mamy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu chodzić w tych kombinezonach z potem cieknącym po plecach, po czole, nos jest zatkany przez wielką maskę, jest ciężko oddychać, nie można się napić, w kombinezonie jest z 40 stopni na spokojnie. Gdzie jest ta granica? Czy 8 godzin jest ok? Czy 12? Mamy ustalić jakieś ramy, gdzie medyk wypracuje tyle i wtedy społeczeństwo mówi: "ok, możesz odpocząć". Czy nie ma takiej granicy? - pyta. Kuba przyznaje, że nie chce zwariować. - Niestety ta praca bardzo na nas wpływa - podkreśla. Równolegle do walki z pandemią walczą o swoje zdrowie psychiczne. Od czterech miesięcy regularnie korzystają z pomocy psychologicznej, do czego dziś namawiają także swoje koleżanki i kolegów z pracy.