Czarno na białym

Od 20 lat szuka własnej tożsamości. Sprawa Ewarysta Walkowiaka

Kiedy Ewaryst 20 lat temu odwiedził w szpitalu umierającego brata, nie sądził, że ta wizyta odmieni całe jego życie. A właściwie zacznie je od początku. Dowiedział się, że ludzie, których przez całe życie uważał za biologicznych rodziców, nimi nie są. Od lat Ewaryst Walkowiak walczy o prawdę o swoim pochodzeniu. Walkę zaczął od przeanalizowania aktu urodzenia. Okazało się, że urodził się na ulicy, która nigdy nie istniała, był ochrzczony w kościele, który był zamknięty. Po kilka razy przekopał trzy cmentarze, wykonał kilkanaście badań DNA. Przejechał dziesiątki tysięcy kilometrów. Dotarł do świadków, którzy potwierdzili, że jest synem znanej polskiej zakonnicy z podwarszawskich Lasek – siostry Joanny z domu Lossow i oficera niemieckiej Abwehry. Ale batalia sądowa dalej trwa. W tle całej sprawy jest majątek. Reporter "Czarno na białym" Rafał Stangreciak, który od 9 lat przygląda się sprawie, dowiedział się, że "jest grono osób, które zyska finansowo, jeśli Ewaryst nie zostanie uznany synem siostry Joanny", choć według testamentu, spisanego przez kuzynkę siostry Joanny, Marię Lossow-Niemojowską, jest jedynym spadkobiercą. Po 17 latach szukania prawdziwej tożsamości Ewaryst wyrobił dowód osobisty z nowym nazwiskiem. Ale miejsce na imiona rodziców jest puste.

 

ZOBACZ TEŻ: Wszystkie reportaże o sprawie Ewarysta Walkowiaka