Wiedziały tylko tyle, że to kot, który uciekł uchodźcom. Postanowiły bez wahania, że trzeba znaleźć tę rodzinę i zwrócić im zwierzę. Wolontariuszki z Lesbos Amy Shrodes i Michelle Nhin opowiedziały tvn24.pl niezwykłą historię "kota uchodźcy".
Losy trzyletniego kocura o imieniu Kunkush i jego właścicieli rozdzielają się w ostatnich dniach października 2015 r. na greckiej wyspie Lesbos, u wybrzeży Turcji. Kiedy sześcioosobowa rodzina przeprawiła się pontonem na grecką plażę i postawiła koszyk z kotem na ziemi, przerażony Kunkush wyskoczył i uciekł gdzieś za skały.
Pomimo wielogodzinnych poszukiwań kota nie udało się znaleźć. Grecy kazali rodzinie iść dalej bez niego.
"Musieliśmy uciekać"
Była jesień 2015 r. Do domu rodziny Al-Alaf w Mosulu zapukali dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego i oznajmili, że matka oraz jej najstarsza 18-letnia córka wkrótce zostaną wydane za mąż za bojowników. – Odkąd mój mąż zmarł na raka, nie mieliśmy mężczyzny jako głowy rodziny. Musieliśmy uciekać – powiedziała Suva Al-Alaf w rozmowie z norweskim dziennikiem "Tronder-Avisa".
Tzw. Państwo Islamskie zdobyło Mosul w Iraku 10 czerwca 2014 r. i od tego czasu okupuje miasto, wprowadzając swoje brutalne rządy. Obowiązuje prawo szariatu, dziewczynkom nie wolno się uczyć, dorosłe kobiety (czyli według "standardów" IS nawet te 11- i 12-letnie) muszą zakrywać całe ciało, trwają prześladowania i organizowane są egzekucje. Mieszkańcy stali się de facto więźniami islamistów. Zaledwie w ciągu kilku miesięcy brutalnych rządów z miasta uciekło ich ponad 70 proc.
W październiku 2015 r. na ucieczkę zdecydowała się Suva Al-Alaf z czterema córkami i synem. Nie zabrali ze sobą praktycznie żadnych rzeczy oprócz plastikowego kosza na jedzenie z przykrywką, w którym był Kunkush. Sześcioosobowa rodzina ruszyła pieszo w kierunku granicy z Turcją. – Baliśmy się. Moje najmłodsze córki były bardzo zmęczone. Szliśmy 20 godzin, odpoczywaliśmy trzy i musieliśmy iść dalej – mówiła Al-Alaf. W czasie przystanków wyjmowali Kunkusha z koszyka, karmili, poili i bawili się z nim. Na czas wędrówki kot znów wracał do koszyka i był na zmianę niesiony przez członków rodziny.
Po przejściu przez góry byli już w Turcji. Tam – jak wspominała kobieta – było trochę lżej. Rodzina podróżowała na zmianę pociągami, autobusami, autostopem, trochę pieszo. W końcu udało im się dotrzeć nad tureckie wybrzeże, na horyzoncie widać było Grecję.
Grecy każą iść dalej
Lesbos leży w odległości niespełna 20 km od tureckiej plaży. Bilet na przeprawę trzypoziomowym promem z Turcji kosztuje 4 euro. Od miesięcy kursują one niemal puste. Imigranci przypływają pontonami.
Październik był rekordowy pod względem napływu na tę malutką grecką wysepkę uchodźców z Bliskiego Wschodu. Każdego dnia na Lesbos z przepełnionych gumowych pontonów wysiadało niemal 3,5 tys. ludzi. "Bilet" w jedną stronę kosztował każdego z nich ponad 1 tys. dolarów.
Na jedną z takich łódek wsiadła w ostatnich dniach października Suva Al-Alaf z pięciorgiem dzieci i plastikowym koszykiem na kolanach. – Kunkush był cichutko. Koszyk wyglądał jak każdy inny kosz na jedzenie – mówiła 18-letnia Rehab w rozmowie z norweskim dziennikiem, przyznając, że nic nie powiedzieli przemytnikom o swoim nietypowym pakunku.
Kiedy dopłynęli na Lesbos, postawili koszyk z kotem na piasku. Było duże zamieszanie i Kunkush musiał się czegoś przestraszyć, bo wyskoczył z niego i pobiegł w kierunku skał. Rodzina przez kilka godzin szukała swojego ukochanego zwierzaka, prosiła o pomoc wolontariuszy, innych uchodźców i mieszkańców wyspy. Ale biały puchaty kocur o żółtych oczach zapadł się pod ziemię. Po kilku godzinach bezowocnych poszukiwań greckie władze kazały rodzinie iść dalej do punktu rejestracyjnego, a potem wsiąść na prom do Aten. Kunkush został gdzieś na Lesbos.
"Dias" szuka swojej rodziny
Na wyspie od kilku miesięcy jako wolontariuszka pracowała Amerykanka Amy Shrodes. W pierwszych dniach listopada w wiosce rybackiej Skala Sikaminia pojawił się biały kot, którego zachowanie nie pasowało do zachowań kotów miejscowych. Wskakiwał na stoliki w kawiarniach, czego nie robiły już nauczone przez Greków miejscowe koty, łasił się do ludzi, nie mógł "dogadać się z innymi" zwierzętami, które nie dopuszczały go do jedzenia. Po śladach na ciele widać było, że stoczył kilka walk.
– Zauważyłam go, jak chodził blisko kawiarenek i głośno miauczał – powiedziała Shrodes w rozmowie z tvn24.pl. – Zaczęłam pytać, czy ktoś wie, skąd się wziął. To mała wyspa, więc w końcu spotkałam wolontariuszy, którzy tydzień wcześniej pomagali rodzinie go szukać. Był rozczochrany, brudny i wyglądał na zrozpaczonego – dodała.

Wolontariuszki, nie znając prawdziwego imienia kocura, nazwały go Dias (od nowogreckiego określenia na mitologicznego boga Zeusa), zabrały do weterynarza i rozpoczęły poszukiwania właścicieli. Powstały nawet ogłoszenie i ulotki w językach angielskim, arabskim, kurdyjskim i perskim z informacją o poszukiwaniu właścicieli kota.
Wolontariuszki miały masę pracy na wyspie, dlatego zaangażowały do pomocy Michelle Nhin z Oklahomy, która pomogła im zorganizować kampanię w mediach społecznościowych. Tak powstały profile Reunite Dias na Twitterze i Facebooku oraz zbiórka pieniędzy na portalu crowdfundingowym na pokrycie kosztów leczenia, szczepionek, założenia mikroczipa, wyrobienia paszportu i przelotu do Niemiec, gdzie – jak sądziły dziewczyny – mogli znajdować się właściciele kota. To właśnie tam kierowała się ogromna większość uchodźców.
– Nie mieliśmy pojęcia, gdzie konkretnie w Europie jest jego rodzina. Uznaliśmy, że Niemcy będą dobrym miejscem startowym do głębszych poszukiwań – wyjaśniła Nhin.
KOT ZNALEZIONY. Pomocy! Zgubiłem moją rodzinę na Lesbos w Grecji, kiedy przypłynąłem z nią gumową łódką z Turcji w listopadzie. Kiedy dostałem się na brzeg, przestraszyłem się i uciekłem, ale bardzo chcę być z nimi znów. Wolontariusze sądzą, że jestem z Iraku. Możesz pomóc mi znaleźć moją rodzinę? Jestem pewien, że oni są w Europie, a z twoją pomocą mogę być z nimi znowu! Moja rodzina wiele poświęciła, by uciec ze mną, więc wiem, że mnie bardzo kochają! Musimy być razem, przez wiele razem przeszliśmy i bardzo za nimi tęsknię
tekst z ogłoszenia ws. poszukiwania rodziny kota
Kot leci do Berlina
5 stycznia 2016 r. "Dias" i Amy Shrodes w końcu wylądowali w Berlinie po ciężkim locie z trzema przesiadkami. Tutaj kotem zaopiekować się miała przybrana opiekunka Emma Issat. Kobieta zadeklarowała, że jeżeli pierwotnych właścicieli zwierzaka nie uda się znaleźć, to weźmie go do siebie na stałe. Jednocześnie ruszyła wielka akcja poszukiwawcza prawdziwych właścicieli białego kocura o żółtych ślepiach. W supermarketach, kawiarniach, na przystankach autobusowych, w ośrodkach dla uchodźców pojawiły się plakaty i ulotki.
Historią kota uchodźcy żywo zainteresowali się internauci oraz lokalne i światowe media. Jak twierdzi Michelle Nhin, wirtualną ulotkę zobaczyło niemal 50 tys. użytkowników Facebooka. Trud się opłacił.
– Równo pięć tygodni po tym, jak "Dias" przyleciał do Berlina, przez Facebooka skontaktowała się z nami rodzina – opowiada Nhin. W rozmowie z tvn24.pl wyjaśnia, że jako dowód pokazali całą masę zdjęć kota. Wyjaśnili, że w rzeczywistości wabi się Kunkush, ma trzy lata i urodził się Mosulu, skąd cała rodzina musiała uciekać w październiku. Kiedy połączyli się na Skype'ie i właścicielka wołała kota imieniem Kunkush, on reagował i oglądał laptop z każdej strony, by ustalić, skąd wydobywa się znajomy głos. Dziewczyny nie miały wątpliwości – udało się znaleźć właścicieli zwierzęcia.
Okazało się jednak, że rodzina wcale nie mieszka w Niemczech, lecz w Norwegii. – Pomyśleliśmy, że będzie tam mniej uchodźców. Poza tym system edukacji jest na wysokim poziomie. Kontynuowaliśmy podróż, aż dotarliśmy do Oslo – wyjaśniła Rehab w rozmowie z "Tronder-Avista". 10 grudnia 2015 r., dokładnie trzy miesiące po opuszczeniu Mosulu, rodzina została przesiedlona na północ kraju, do Steinkjer. Suva z dziećmi zamieszkali tutaj w domu wielorodzinnym z 22 innymi uchodźcami. Choć miejsca jest mało, to znajdzie się go trochę także dla Kunkusha.
Przed wolontariuszkami pojawiło się kolejne wyzwanie, bo trzeba było przetransportować kota kolejne 1,7 tys. km na północ. Przygotowanie formalności i dozbieranie funduszy zajęło niespełna tydzień.
Kunkush lubi śnieg
Pod koniec lutego Kunkush wyruszył w kolejną, ostatnią już podróż. Do Norwegii kota przywiózł przyjaciel wolontariuszek, dziennikarz Doug Kuntz. Na miejscu czekała podekscytowana rodzina, która nie widziała swojego pupila od czterech miesięcy. Były łzy i dużo szczerej radości. Wzruszona Suva Al Alaf wyjęła kota z transportera, tuliła go i całowała, jej córki płakały. – Nie mogę uwierzyć. Mamy z powrotem naszego kota – mówiła 18-letnia Rehab. Moment przekazania kocura rodzinie obserwowały przez internet wolontariuszki Michelle Nhin, Amy Shrodes i Ashley Anderson. Wszystkie były mocno wzruszone, widząc reakcję rodziny irackich uchodźców.
Od przekazania Kunkusha rodzinie minęło już kilkanaście dni i kot z każdym dniem czuje się coraz pewniej w nowej rzeczywistości. W Norwegii po raz pierwszy zobaczył śnieg i – jak twierdzą wolontariuszki – bardzo polubił zabawę w nim. Po czteromiesięcznej eskapadzie pozostała mu jednak nieufność, bo już nie oddala się od domu i właścicieli, wychodzi nie dalej niż na ganek przed domem.
"Każde życie ma znaczenie"
Amy Shrodes w rozmowie z tvn24.pl mówi, że historia Kunkusha jest dla niej zupełnie niezwykła. Dodała, że nieczęsto zdarza się, by uchodźcy zabierali ze sobą zwierzęta w niebezpieczną podróż z Bliskiego Wschodu przez morze do Europy. – Słyszałam o mężczyźnie, który zabrał ze sobą króliczka miniaturkę i nosił go w kieszeni.
W sieci krążą także zdjęcia syryjskiej rodziny, która podróżuje z trzema kotami. Wolontariuszki wyjaśniają, że od pierwszej chwili nie miały wątpliwości, że trzeba pomóc bezradnemu zwierzakowi, ale także rodzinie uchodźców, która uciekając przed wojną, zostawiła za sobą wszystko, co miała, a po drodze straciła jeszcze ukochanego kota. – Czułyśmy, że tak należy postąpić. "Każde życie ma znaczenie" to nasze motto i staramy się według niego żyć. Nieważne, czy to jest człowiek, czy kot – oni mają dla nas znaczenie – podkreśla Michelle Nhin.
I dodaje: – To opowieść o nadziei. Podróż Kunkusha jest symbolem wszystkich tych, którzy uciekają przed opresją i przemocą, by być bezpiecznymi i spróbować rozpocząć lepsze życie.