Serce dla Tymka znalazło się za późno. Pacjentów, którzy nie dożywają przeszczepu, jest więcej

Sytuacja polskiej transplantologii bardzo się poprawiła w ostatnich latach
Transplantologia jest bardzo zależna od akceptacji społecznej
Źródło zdj. gł.: WOSUNAN/Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Trzynastoletni Tymek nie doczekał przeszczepu serca. Krótko po tym, jak znalazł się dla niego dawca, u chłopca rozwinęła się sepsa. Dlaczego w przypadku dzieci na narządy czeka się dłużej? Co się zmieniło w ostatnich latach w Polsce, jeśli chodzi o zgłoszenia dawców i operacje? Czego jeszcze potrzeba, by pacjenci zyskali szansę na nowe życie? Pytamy krajowego konsultanta w dziedzinie transplantologii.

Od kilku dni nagłaśnialiśmy w tvn24.pl i TVN24 apel rodziców trzynastoletniego Tymka Pluszkiewicza, który oczekiwał na pilny przeszczep serca. Wiadomo było, że jeżeli na dniach nie znajdzie się dawca, chłopiec nie przeżyje. Jego rodzice wystosowali apel o wrażliwość i świadomość, a konkretnie o to, żeby w obliczu ogromnej tragedii, jaką jest utrata bliskiej osoby, zgodzić się na pobranie narządów.

Serce dla Tymka znalazło się we wtorek wieczorem. Niestety, w dniu, w którym warszawscy lekarze mieli dokonać transplantacji, w organizmie chłopca rozwinęła się sepsa. Tymek odszedł o godzinie 16.30. - Serce znalazło się o jeden dzień za późno - powiedziała TVN24+ Anna Pluszkiewicz, mama chłopca.

Rodzice Tymka uratowali życie innego chłopca

- Tymek prawie zdążył, ale rodzice i media uratowały inne dziecko - podkreślił prof. Mariusz Kuśmierczyk, kardiochirurg i transplantolog. Serce dla Tymka znalazło się za granicą, w Pradze. Stamtąd przetransportowano je w specjalnym urządzeniu, dzięki czemu cały czas biło. W ten sposób narząd mógł być poza organizmem dawcy nie cztery, a 12 godzin. To dało lekarzom czas na ściągnięcie do Warszawy pacjenta ze Słupska, gdy okazało się, że Tymkowi jednak nie uda się pomóc. Serce wszczepiono szesnastolatkowi z sercem jednokomorowym, czyli z tą samą wadą, którą miał Tymek.

- Mam nadzieję, że śmierć mojego dziecka będzie miała sens i że nasz apel o oddawanie narządów dalej będzie się niósł - mówi Anna Pluszkiewicz. Do tego apelu przyłącza się profesor Michał Grąt, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W rozmowie z TVN24+ zachęca do zgody na dawstwo narządów i podkreśla, jak ogromny postęp dokonał się w polskiej transplantologii w ostatnich latach.

Dzieci dłużej czekają na przeszczep

Dzieci często czekają na przeszczepy dłużej niż dorośli. Trzynastoletni Tymek mógł dostać serce albo od innego dziecka, albo od dorosłego dawcy drobnej postury. - Niektóre narządy wymagają bardziej ścisłego doboru immunologicznego, inne mniej. Na pewno w przypadku większości z nich liczy się rozmiar. Dlatego tak trudna jest sytuacja dzieci oczekujących na przeszczepy - wyjaśnia profesor Michał Grąt.

Narządów pobieranych od zmarłych dzieci jest niewiele. Polskie regulacje przyznają małym pacjentom oczekującym na przeszczep pierwszeństwo w otrzymaniu narządów od młodych dorosłych, o ile przeprowadzenie takiej transplantacji jest możliwe.

Klatka kluczowa-656245
Serce do transplantacji transportuje się w specjalnym urządzeniu

Dzieci stanowią mały wycinek zmarłych dawców, bo na szczęście umierają rzadziej niż dorośli. W niektórych sytuacjach, tak jak w przypadku Tymka, udaje się sprowadzić serce z innego kraju. - Od trzech lat Polska intensywnie uczestniczy we współpracy międzynarodowej w zakresie pobierania narządów od zmarłych dawców. W ten sposób rocznie pozyskujemy kilkadziesiąt dodatkowych narządów. Najwięcej z nich pobieramy na Litwie, ale robiliśmy to już też między innymi w Niemczech, Austrii, Francji, Bułgarii i na Cyprze - wyjaśnia specjalista.

Transplantologia idzie do przodu

- Liczba zmarłych dawców, a co za tym idzie - liczba przeszczepień narządów, w ostatnich latach wzrasta w Polsce w bardzo dynamicznym tempie. Nadal jednak mamy dużo mniej narządów, niż potrzebujemy, ale to jest globalny problem, nie tylko nasz - mówi prof. Grąt. Wspomniany niedobór wiąże się w dużej mierze z dynamicznym rozwojem transplantologii. - Jesteśmy w stanie pomagać coraz większej liczbie chorych. Ciągle dochodzą nowe jednostki chorobowe i nowe wskazania do transplantacji. Możemy w ten sposób pomagać coraz większej grupie pacjentów. Dlatego każdy narząd jest na wagę złota, a mówiąc dosłownie - życia - zauważa.

Profesor Grąt przekonuje, że w polskiej transplantologii w ostatnich latach poprawiły się nie tylko liczby, ale też jakość. - To, co robimy teraz, a to, co robiliśmy dekadę temu, to dwa różne światy - mówi. Wylicza, że w Polsce stosuje się obecnie wszystkie metody pozaustrojowej perfuzji narządów, które pozwalają na to, żeby żaden z nich się nie zmarnował. Mamy już w kraju najbardziej zaawansowaną aparaturę, dzięki której przeprowadza się także przeszczepienia wielonarządowe. W Polsce nie przeprowadza się jeszcze transplantacji jelita cienkiego, ale nasi specjaliści już się do tego przymierzają.

Niestety, nie tylko my, ale też cały świat, jesteśmy jeszcze daleko od drukowania narządów na drukarkach 3D, co uniezależniłoby transplantologię od liczby zgłaszanych dawców. - To byłaby rewolucja. Każdy narząd ma jednak swoją specyfikę i skomplikowaną budowę. Nie chodzi o to, żeby to, co wydrukujemy, wyglądało podobnie do serca, nerki czy wątroby, ale też żeby miało taką samą funkcję jak ten ludzki narząd. To niezwykle trudne do osiągnięcia - wyjaśnia prof. Grąt.

Dzieli się jednak też bardziej optymistycznymi doniesieniami: coraz bardziej rozwijają się badania nad ksenotransplantacjami, czyli przeszczepieniami narządów pobieranych od zmodyfikowanych genetycznie zwierząt.

Kluczowa jest akceptacja społeczna

Jeszcze kilka lat temu, także po raporcie Najwyższej Izby Kontroli z 2022 roku na temat stanu polskiej transplantologii, mówiło się o tym, że pobieramy zdecydowanie za mało narządów. - To po części nadal prawda, ponieważ wciąż są pacjenci, którzy nie doczekują przeszczepu i umierają, zanim znajdzie się dla nich dawca - wyjaśnia konsultant krajowy.

Jak dodaje, problemu nie stanowi prawo. - W Polsce mamy całkiem dobre regulacje, jeżeli chodzi o dawstwo narządów - ocenia. - Transplantologia jest bardzo zależna od akceptacji społecznej. W Polsce ona się na szczęście poprawia, świadomość się zwiększa. To bardzo dobra tendencja, ponieważ oddanie narządów jest pięknym gestem, który możemy wykonać na koniec naszego życia. Czasem możemy pośmiertnie uratować kilka osób.

Co sprawiło, że przez lata akceptacja społeczna dla transplantologii nie była w Polsce szeroka? Czy to kwestia religii? - pytam profesora Grąta.

- Nie sądzę - odpowiada chirurg, dodając, że Jan Paweł II jednoznacznie popierał ideę transplantacji narządów jako piękny dar.

Serce dla Tymka znalazło się zbyt późno. Apel jego rodziców uratował inne dziecko
Źródło: TVN24

Zdaniem eksperta barierą nie jest także czasochłonna procedura stwierdzania śmierci mózgu. - Jest to procedura bardzo dokładnie opisana w obwieszczeniu ministra zdrowia i ściśle uregulowana, więc nie ma tu możliwości pomyłki. Dziś nie powiedziałbym, że mamy w kraju problem ze stwierdzaniem śmierci mózgu - wyjaśnia lekarz.

Jak wylicza transplantolog, jeden zmarły dawca może uratować aż siedem żyć, ponieważ przeszczepia się serce, płuca, nerki, wątrobę i trzustkę. To jednak nie wszystko. - Oprócz wymienionych narządów, pobieramy od zmarłych dawców także różnego rodzaju tkanki, najczęściej rogówkę, ale też naczynia krwionośne i skórę. Wiele z tych tkanek wykorzystujemy potem w chirurgii rekonstrukcyjnej i naczyniowej - wylicza prof. Michał Grąt.

Chcesz być dawcą? Porozmawiaj z bliskimi

Co zrobić, żeby pośmiertnie zostać dawcą? Można wypełnić oświadczenie woli i mieć je przy sobie. Nie jest to jednak obowiązkowe. W Polsce każda osoba, która nie figuruje w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów, automatycznie wyraża zgodę na pobranie narządów po śmierci. Chociaż prawo w takiej sytuacji nie wymaga zgody rodziny na pobranie narządów, lekarze zawsze pytają o to bliskich zmarłego i nie postępują wbrew ich woli.

- W obliczu ogromnych ludzkich tragedii suche akty prawne schodzą na drugi plan. Niezależnie od regulacji pobieranie narządów od wszystkich zmarłych, którzy nie figurują w rejestrze sprzeciwów, byłoby bardzo kontrowersyjne i zadziałałoby na niekorzyść transplantologii - wyjaśnia konsultant krajowy.

Profesor Grąt jako transplantolog nie uczestniczy w rozmowach z rodzinami potencjalnych dawców. Zajmują się tym anestezjolodzy, a chirurdzy wkraczają do akcji dopiero, kiedy rodzina już wyrazi zgodę i nastąpi autoryzacja pobrania.

- To jest pełen wachlarz emocji. Transplantologia to z jednej strony piękna dziedzina medycyny, która w sytuacjach, gdy wyczerpują się inne możliwości, daje szansę na życie. Są niestety też chorzy, którzy nie dożywają przeszczepu oraz tacy, którzy odchodzą pomimo tego, że wykonaliśmy transplantację. Mimo najlepszych chęci nie wszystkim jesteśmy w stanie pomóc i to jest bardzo trudne - przyznaje chirurg.

Czym można się podzielić za życia?

Serce to narząd, który można oddać jedynie po śmierci. Żywy dawca może w Polsce oddać nerkę albo część wątroby pod warunkiem, że biorca jest jego rodziną. W naszym kraju, w odróżnieniu na przykład od Niderlandów, nie funkcjonuje donacja altruistyczna, w ramach której można oddać nerkę zupełnie obcej osobie.

Za życia, jeżeli nie ma się do tego przeciwwskazań, możemy natomiast podzielić się krwią, która również jest bezcennym darem oraz lekiem, dla którego nie mamy zamiennika. Warto też zarejestrować się w bazie potencjalnych dawców szpiku kostnego DKMS.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: