- Nowe zarządzenie prezesa NFZ wprowadza niższe stawki za badania wykonane ponad limit kontraktu, co według dyrektorów szpitali jest nieopłacalne i grozi dalszym zadłużeniem.
- Szpitale zgłaszają problem nierozliczonych nadwykonań, których wartość w skali kraju sięga prawie 3,8 miliardów złotych, a płatności za nie są uzależnione od dostępności środków w oddziałach wojewódzkich NFZ.
- Część nadwykonań, takich jak wentylacja mechaniczna czy dializoterapia, zostanie rozliczona, jednak wiele świadczeń nadal pozostaje bez gwarancji zapłaty.
- Zadłużenie szpitali systematycznie rośnie, zagrożonych upadłością jest co najmniej 40 placówek powiatowych, a całkowite zobowiązania SPZOZ wynoszą 27,7 miliardów złotych.
Udział w proteście potwierdziło 110 lecznic, kolejne deklarują dołączenie – poinformował we wtorek wiceprezes Zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych Tomasz Paczkowski. Przyczyną rozpoczętego w poniedziałek protestu jest zła sytuacja finansowa lecznic.
Problemem, o którym mówiło się w ostatnich tygodniach najwięcej, jest zarządzenie prezesa NFZ, które wprowadza nowy model rozliczania świadczeń wykonanych po przekroczeniu kontraktu, takich jak: kolonoskopia, gastroskopia, rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa. NFZ od kwietnia nie zapłaci za te nadprogramowe badania 100 proc. wyceny co kwartał, jak dotychczas, ale od 50 do 60 proc. i to po zakończeniu roku. Dyrektorzy szpitali nie pozostawiają złudzeń: takie stawki są poniżej progu rentowności.
"To trochę nieuczciwe"
- Propozycja prezesa NFZ-u jest wysoce niezrozumiała, dlatego że czekać rok na wynagrodzenie to trochę za długo, a jeszcze będzie to w wysokości 50-60 procent. Żaden dyrektor tego nie przeżyje, bo musi na bieżąco pokrywać wszystkie koszty, płacić wynagrodzenia, kupować materiały. To trochę nieuczciwe – mówił w programie Wstajesz i Wiesz w TVN24 Waldemar Malinowski, dyrektor Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
- Nie będziemy robić tych badań ponad limit, bo nas na to nie stać – mówi w rozmowie z reporterką TVN24 Marta Romanowska, dyrektor Szpitala Ogólnego w Grajewie.
Cięcia w rozliczaniu badań to pierwszy krok, a NFZ już zapowiada kolejne. Mają one dotyczyć m.in. wizyt u specjalistów, a także rehabilitacji czy zabiegów usuwania zaćmy.
- Świadczenia są niedoszacowane. Brakuje nam pieniędzy, ponieważ koszty utrzymania stale rosną. Mam tu na uwadze na przykład energię, ceny leków czy wzrost wynagrodzeń. Finansowanie świadczeń nie obejmuje kosztów wszystkich procedur. Robimy wszystko, aby bilansować działalność. Na oddziale leczenia uzależnień czy rehabilitacji robimy nadwykonania. Sytuacja związana z zapłatą za nie wygląda tak, że czekamy – wskazuje Elżbieta Korszla, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Parczewie.
Jak dodaje, w samej rehabilitacji lecznica ma nierozliczone nadwykonania o wartości około 900 tysięcy złotych. Czy otrzyma te pieniądze albo chociaż jakąś ich część? To ma być wiadome w maju. Wszystkie nierozliczone nadwykonania świadczeń limitowanych są w tym szpitalu wycenione na ponad 4 miliony złotych. Przypadków takich jak ten jest więcej, bo w skali kraju suma takich nadwykonań szacowana jest na prawie 3,8 mld zł. W połowie kwietnia wiceprezes NFZ Marek Augustyn był pytany w Sejmie o rozliczenie świadczeń limitowanych. Tłumaczył, że "będzie je można zapłacić, jak będą pieniądze w kasie".
- My tutaj nie leczymy zdrowych ludzi. To pacjenci się do nas zgłaszają i pod kątem medycznym są kwalifikowani do hospitalizacji. Dziś urzędnicy mówią nam, że mamy taki limit i się musimy do niego dostosować. Jak lekarz, z moralnego punktu widzenia, może powiedzieć: nie będziemy państwa przyjmować, bo skończył nam się limit na świadczenia zdrowotne – mówi Anna Gil, dyrektor NZOZ w Końskich.
Jak dodaje, nierozliczonych zostaje 5 milionów złotych za świadczenia limitowane. – To środki nie do odzyskania, ponieważ Narodowy Fundusz Zdrowia na to pieniędzy po prostu nie ma – ocenia.
NFZ rozliczy część zaległości
W poniedziałek rzecznik NFZ Paweł Florek poinformował naszą redakcję, że oddziały wojewódzkie NFZ dostały środki na uregulowanie nadwykonań w części świadczeń limitowanych: wentylacji mechanicznej, dializoterapii oraz żywieniu dojelitowym i pozajelitowym.
W przypadku wentylacji mechanicznej poziom finansowania nadwykonań to 80 procent, natomiast w dwóch pozostałych zakresach to 100 procent. "Co do zasady płatności za nadwykonania w świadczeniach limitowanych są regulowane w zależności od możliwości finansowanych oddziałów wojewódzkich NFZ i z zastosowaniem niższych stawek", czytamy w mailu od rzecznika NFZ. A co z pozostałymi świadczeniami, na rozliczenie których czekają szpitale? Zapytaliśmy, wciąż czekamy na odpowiedź.
"Co roku jesteśmy pod kreską"
Tymczasem zadłużenie szpitali rośnie. Według raportu Związku Powiatów Polskich zagrożonych upadłością jest co najmniej 40 placówek powiatowych w kraju. Z najnowszej edycji Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia dowiadujemy się natomiast, że zobowiązania wymagalne Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (SPZOZ) rosły nieprzerwanie przez sześć kolejnych kwartałów, osiągając w trzecim kwartale 2025 roku poziom 4,2 mld zł (15,3 proc. wszystkich zobowiązań). To oznacza wzrost o blisko 74 proc. w ciągu pięciu kwartałów. Całkowite zadłużenie SPZOZ wyniosło 27,7 mld zł.
- Co roku jesteśmy pod kreską. Straty sięgają kilku milionów złotych rocznie. Nasz przychód to około 100 milionów złotych, a z tej kwoty 87 milionów idzie na wynagrodzenia. Pieniądze bierzemy praktycznie całkowicie z kontraktów, jakie podpisujemy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Od 2022 roku jesteśmy ustawowo zmuszeni do tego, żeby te wynagrodzenia były podnoszone, ale nasze dochody rosną niewspółmiernie wolniej. Gdyby nie starostwo powiatowe, które nas co roku wspomaga, szpital już dawno byłby zamknięty, a mamy ogromną rzeszę pacjentów – mówi dla TVN24 Maciej Smolarz, dyrektor szpitala powiatowego w Dzierżoniowie.
W lipcu dyrektorów szpitali czeka przeprowadzenie podwyżek płac minimalnych na dotychczasowych zasadach, czyli proporcjonalnie do wzrostu średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Zmiana "ustawy podwyżkowej" od miesięcy była tematem posiedzeń Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. Propozycja MZ była taka, żeby podwyżki przesunąć ze lipca na styczeń i zahamować ich dynamikę przez zastosowanie innego punktu odniesienia, niż średnie płace. Rozmowy spełzły na niczym. Koszt podwyżek w tym roku wyniesie 4,5 mld zł, ale skutek skumulowany sięgnie ponad 70 mld zł, czyli około jednej trzeciej budżetu NFZ.