- W Polsce w ostatnich latach zamknięto ponad 100 oddziałów położniczych, a w 132 z 380 powiatów nie ma obecnie żadnej porodówki.
- Średni koszt porodu wynosi około 17,4 tysiąca złotych, podczas gdy refundacja NFZ to około 6,6 tysiąca złotych, co generuje wielomilionowe straty dla szpitali.
- Dyrektorzy szpitali wskazują, że proponowane ryczałty na izby porodowe również nie pokrywają wszystkich kosztów związanych z ich funkcjonowaniem.
- Według Ministerstwa Zdrowia 92 procent kobiet w wieku rozrodczym ma dostęp do oddziału porodowego w czasie krótszym niż pół godziny jazdy samochodem.
- Resort zapewnia, że trwają prace między innymi nad nową taryfikacją świadczeń położniczych.
Porodówki masowo znikające z mapy Polski - to temat często podejmowany publicznie w ostatnich miesiącach. Z mapy Polski wciąż znikają kolejne oddziały położnicze - przez ostatnie 15 lat ponad 100, bo dzieci rodzi się coraz mniej - relacjonowały w marcu m.in. Fakty TVN. Już w 132 spośród 380 powiatów nie ma ani jednego oddziału położniczego. Porodówki stają się "niedochodowe", bo wyceny NFZ nie pokrywają kosztów porodów - sygnalizują dyrektorzy szpitali.
W tym roku zamknięto już 5 porodówek, a eksperci ostrzegają przed brakiem dostępu do opieki okołoporodowej w niektórych regionach, jak Podkarpacie.
Rentowność porodówek
"Dlaczego porodówki znikają? Bo są drogie. Można powiedzieć: im mniej dzieci, tym droższe. Obecnie kryterium "rentowności" porodówek, czyli poziom, przy którym nie mnożą długów i wychodzą na zero, to około 400 porodów rocznie" - wyjaśniały autorki reportażu "Macie porodówkę? "Broń Boże!" w TVN24+.
O opinię poprosiły m.in. dr hab. Monikę Raulinajtys-Grzybek, kierowniczkę Katedry Rachunkowości Menedżerskiej SGH i think tanku #SGH dla ochrony zdrowia. - W oddziałach położniczych ponoszone są wysokie koszty stałe, co oznacza, że pusta porodówka generuje bardzo duże straty - tłumaczyła ekspertka. - Z punktu widzenia sytuacji finansowej szpitali powiatowych niestety często są to oddziały, które generują największe straty, po pięć, sześć milionów rocznie. Bywa, że to więcej niż strata całego szpitala. Patrząc czysto finansowo, byłyby pierwsze w kolejce do zamknięcia. A nie mówię tu o porodówkach całkiem pustych, tylko takich, gdzie kilka razy w tygodniu ktoś jednak rodzi.
"To się nie może spiąć"
Podczas 24-godzinnego dyżuru potrzebne są co najmniej dwie położne i lekarz. - Przy założeniu kosztów na poziomie odpowiednio sto i dwieście złotych brutto za godzinę, to prawie 10 tysięcy złotych za dobę. Za samą kadrę stojącą w gotowości. A gdzie koszty murów? Personel neonatologiczny? Asysta drugiego lekarza w przypadku nagłego cięcia? Droższe weekendy? To się nie może spiąć - zauważyła we wspomnianym artykule ekspertka.
Niedawno, podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Opieki Okołoporodowej, swoje wyliczenia przedstawili dyrektorzy szpitali. Jak wskazali średni koszt porodu drogami natury, przy 46 proc. porodów ze znieczuleniem, wyniósł 17,4 tys. zł.
- Tymczasem średnia refundacja - ok. 6,6 tys. zł. Przy 818 porodach rocznie nasz oddział przynosi ponad 8 mln strat - wyliczył Robert Chowański, kierownik oddziału ginekologii i położnictwa w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Koninie. Inne szpitale mają podobny problem: placówka w Mławie zanotowała stratę ponad 8 mln zł rocznie przy 3818 porodach, Szpital Powiatowy w Sochaczewie poniósł koszt w wysokości 16 371 zł, a mógł liczyć na refundację rzędu 3588-5382 zł.
Zdaniem lekarzy kierujących takimi oddziałami konieczne jest zwiększenie wyceny porodów.
- Narodowy Fundusz Zdrowia płaci za poród 4 900 zł, podczas gdy za usunięcie polipa endometrialnego prawie 6 tys. zł. Zamiast dyskutować o zwiększeniu wycen, mówi się tylko o tym, ile porodów trzeba przyjąć, aby wyjść na plus. Zróbmy wszystko, żeby pomóc tym oddziałom, które się utrzymały - apelował Leszek Janeczek, kierujący oddziałem ginekologiczno-położniczym w Krasnymstawie.
"Jesteśmy w trakcie opracowywania nowych wycen"
Próbując odpowiedzieć na potrzeby kobiet, Ministerstwo Zdrowia zaproponowało nowe rozwiązanie: w miejsce likwidowanych porodówek miałyby powstawać izby porodowe prowadzone przez położne, gotowe zabezpieczyć poród w sytuacjach nagłych, nieplanowanych przez całą dobę. Jak ustaliły "Fakty", żaden szpital nie zdecydował się jeszcze na taki krok.
Dlaczego? Bo takie rozwiązanie również jest mało opłacalne, jak wskazują dyrektorzy szpitali.
- Ryczałt wynosi ok. 263 tys. miesięcznie. Robiliśmy tego analizę. Ok. 150 tys. zł kosztuje karetka, która stoi i czeka tylko na wyjazd. Około 100 tys. kosztują położne. Koszt pracy jednej położnej wynosi ok. 20 tys. miesięcznie. Łącznie pokrywa to już prawie całość ryczałtu. A do tego doliczyć należałoby jeszcze utrzymanie poradni ginekologicznej otwartej codziennie do godz. 18, co wymaga dodatkowego zatrudnienia lekarzy. Ryczałt, który zaproponował Narodowy Fundusz Zdrowia, nie pokryje kosztów utrzymywania w gotowości takiego miejsca - ocenił dr n. med. Marek Kiełczewski, prezes zarządu Kutnowskiego Szpitala Samorządowego podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu.
Prof. Ewa Wender-Ożegowska, konsultantka krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii, kontrowała, że rozliczanie ryczałtowe jest korzystną opcją. - W tej chwili jesteśmy w trakcie opracowywania nowych wycen procedur położniczych i jest szansa, że od lipca br. także będą miały nową wycenę - poinformowała.
Zapewniła też, że z analizy Ministerstwa Zdrowia wynika, że mimo likwidacji oddziałów 92 proc. kobiet w wieku rozrodczym ma oddział porodowy w zasięgu mniejszym niż pół godziny jazdy samochodem. Przyznała jednak, że zbyt duża odległość występuje jedynie w województwie podkarpackim. Jednak z raportu konsultanta wojewódzkiego nie wynika, by jakikolwiek poród incydentalny w tym lub w zeszłym roku odbył się tam poza szpitalem.
Dodała, że wspólnie z AOTMiT pracuje też nad przekodowaniem części procedur związanych z wczesną ciążą, jak np. ciąża pozamaciczna, do oddziałów ginekologicznych, dlatego że szpitale bez położnictwa nie mogą ich obecnie rozliczać.
- AOTMiT prowadzi prace związane z taryfikacją świadczeń położniczych w zakresie porodów i patologii ciąży. Zakończenie ich zostało zaplanowane w pierwszym półroczu bieżącego roku - potwierdził również obecny na posiedzeniu zespołu Tomasz Kuleta, naczelnik wydziału świadczeń gwarantowanych w Departamencie Lecznictwa MZ.