SMS zamiast badania. Kolejne sygnały o przesuwanych terminach

badanie lekarz pacjent kolonoskopia shutterstock_2590459629
Krzysztof Śmiszek (Lewica): zaczyna się we mnie burzyć krew
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Badanie przesunięte na 2028 rok? To coraz częstsza sytuacja, z którą spotykają się pacjenci po cięciach NFZ w finansowaniu nadwykonań. Ale szefowa resortu zdrowia zapewniała w programie "Jeden na jeden", że "pacjentom jest już lepiej". - Zaczyna się we mnie burzyć krew - skomentował to europoseł Lewicy Krzystof Śmiszek, goszczący dziś w TVN24. - Wiem, jak wyglądają kolejki do rezonansu, USG czy kolonoskopii - dodał.
Kluczowe fakty:
  • W Polsce rosną problemy z dostępem do badań diagnostycznych, takich jak kolonoskopia czy rezonans magnetyczny, co potwierdzają liczne sygnały od pacjentów i dane z raportów.
  • W niektórych regionach, jak województwo śląskie, czas oczekiwania na kolonoskopię ze znieczuleniem sięga nawet niemal 1,4 tysiąca dni, a diagnostyka w prywatnych placówkach jest poza zasięgiem finansowym wielu osób.
  • Średni czas oczekiwania na wymienione badania systematycznie się wydłuża, co zmusza pacjentów do szukania alternatywnych rozwiązań lub rezygnacji z diagnostyki.
  • Więcej artykułów o tematyce zdrowotnej znajdziesz tutaj. Polecamy również "Wywiad medyczny" w TVN24+.

Za pośrednictwem Kontakt24 skontaktował się z nami pod koniec ubiegłego tygodnia pan Krzysztof z Bytomia w województwie śląskim. Mężczyzna poinformował, że jest pacjentem onkologicznym - leczy się na raka języka. Lekarz prowadzący zalecił mu wykonanie szeregu badań, w tym kolonoskopii, bo osoby z nowotworami jamy ustnej są w grupie podwyższonego ryzyka raka jelita grubego.

Pan Krzysztof czekał na badanie, którego termin wyznaczono mu na listopad. Niestety, przed kilkoma dniami otrzymał z przychodni SMS-a - w ten sposób dowiedział się, że jego badanie odbędzie się dopiero w 2028 roku, a powodem decyzji są narzucone przez NFZ zmiany w finansowaniu badań - Próbowałem znaleźć szybszy termin, ale jeśli gdzieś jest dostępne badanie, to bez znieczulenia ogólnego - relacjonuje w rozmowie z tvn24.pl.

"Prywatna kolonoskopia jest poza moim zasięgiem"

Województwo śląskie jest jednym z regionów, w których notowane są długie czasy oczekiwania na kolonoskopię ze znieczuleniem. Według Onkoskanera Fundacji Alivia w Bielsku-Białej zaraportowany został najbardziej odległy termin w kraju - za 1388 dni, czyli za około 3 lata i 10 miesięcy (dane z 14 maja br.). Pacjenci potrzebujący wykonać badanie muszą więc decydować się na turystykę zdrowotną lub wyłożyć pieniądze na diagnostykę z własnej kieszeni. Koszt to w przypadku kolonoskopii od około tysiąca do dwóch tysięcy złotych. Pan Krzysztof mówi, że na taki wydatek zwyczajnie go nie stać.

- Utrzymuję się z ZUS-u i zasiłku stałego. Mam również orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności, więc prywatna kolonoskopia jest poza moim zasięgiem - zaznaczył mężczyzna.

To już kolejny sygnał o przesuwaniu terminów umówionych badań. W tvn24.pl pisaliśmy niedawno, że podobne wiadomości otrzymują m.in. czekający na kolonoskopię pacjenci z Rumi w województwie pomorskim.

Na narastający problem wskazują również dane raportowane w Onkoskanerze. Średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny wzrósł z 85 dni w marcu do 105 dni w kwietniu, a na kolonoskopię - z 407 do 450 dni. Jak podaje Fundacja Alivia, w wielu ośrodkach terminy są wręcz absurdalnie odległe, czego przykłady opisaliśmy powyżej.

"Wiem, jak wyglądają kolejki"

Obecna sytuacja jest pokłosiem zarządzenia prezesa NFZ, zgodnie z którym od kwietnia za wykonane przez placówki badania powyżej limitu zawartego w kontrakcie płaci nie 100 procent stawek co kwartał, ale 50-60 procent, po zakończeniu roku. Dotyczy to kolonoskopii, gastroskopii, rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej - z wyłączeniem programów profilaktycznych, dzieci i osób z kartą DiLO.

O to, kiedy w końcu pacjentom w Polsce "będzie lepiej", pytała szefową resortu zdrowia w ubiegły piątek Agata Adamek w programie "Jeden na jeden" w TVN24. Jolanta Sobierańska-Grenda odparła: no ja myślę, że już jest lepiej.

Do tych słów odniósł się dziś w rozmowie z Agatą Adamek europoseł Krzysztof Śmiszek z Lewicy. - Zaczyna się we mnie burzyć krew. Wiem, jak wyglądają przepełnione korytarze szpitalne, wiem, jak wyglądają kolejki do rezonansu, USG czy kolonoskopii, kiedy trzeba to zrobić dziś, jutro lub za tydzień, a nie za osiem miesięcy, a teraz są SMS-y, że nawet za rok - skomentował.

- Jeśli szybko coś się nie zmieni, to naprawdę będziemy mieć potężne niezadowolenie. Już je mamy w społeczeństwie, a będzie jeszcze większe. Nie może być tak, że ktoś przez całe życie płaci składkę zdrowotną, a nagle dostaje SMS, że za rok będzie mieć kolonoskopię, kiedy za rok może tego człowieka już nie być na świecie - dodał.

Będzie zmiana w Ministerstwie Zdrowia?

Krzysztof Śmiszek powiedział, że ministra zdrowia dostała szansę. Zarówno premier, jak i koalicjanci obronili ją podczas debaty i głosowania nad złożonym przez opozycję wnioskiem o wotum nieufności. W ocenie europosła Lewicy była to ostatnia szansa dla szefowej resortu zdrowia.

- Jeśli przez najbliższe miesiące nic się nie wydarzy, to należy powrócić do koncepcji politycznego obsadzenia Ministerstwa Zdrowia. Uważam, że premier dał pani minister szansę i ta szansa się powoli kończy. Najlepszym rozwiązaniem jest zmiana systemu tak, jak proponuje Lewica, czyli likwidacja składki zdrowotnej i wprowadzenie podatku zdrowotnego. To nie będzie nowy podatek, tylko zastąpienie czegoś niesprawiedliwego i nieefektywnego czymś, co będzie sprawiedliwe społecznie - powiedział Śmiszek.

Lewica forsuje swój pomysł reformy ochrony zdrowia już od zimy, poselski projekt ustawy mającej ratować system złożyli parlamentarzyści Polskiego Stronnictwa Ludowego. Opozycja również komunikowała swoje pomysły zmian.

"To jest kompletnie bez sensu"

Tym, czego potrzeba najbardziej, jest, zdaniem organizacji pacjentów, nie doraźne łatanie dziur, lecz długofalowa strategia. W ich ocenie ewentualna zmiana w kierownictwie resortu zdrowia byłaby nie tyle bezcelowa, co wręcz szkodliwa.

- Jak wejdzie nowa osoba, to będzie od nowa układała gabinet, wysuwała nowe pomysły, realizowała różne polityczne polecenia i uczyła się systemu. To jest kompletnie bez sensu i prowadzi tylko do dalszej destabilizacji - oceniała w kwietniu w rozmowie z TVN24+ Joanna Frątczak-Kazana, prezeska Onkofundacji Alivia.

- Uważam też, że rząd powinien usiąść z różnymi ugrupowaniami politycznymi do opracowania takiej strategii, która powinna być zaprojektowana na co najmniej 10 lat. I dopiero wtedy można ewentualnie szukać kandydata na nowego ministra, który będzie czuwał nad realizacją tej strategii - dodawała Dorota Korycińska, prezeska Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska.

OGLĄDAJ: Śmiszek o Ziobrze: wie, że miecz sprawiedliwości nad nim wisi, ma łatkę tchórza
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: tvn24, TVN24+, Kontakt24
Czytaj także: