"Nie jest prawdą, że Ministerstwo Zdrowia chce 'zabrać seniorom darmowe leki'. Chcemy uporządkować zasady listy 65+ i negocjować ceny tam, gdzie za lek państwo płaci zdecydowanie więcej niż za jego tańszy odpowiednik o tej samej substancji czynnej. Mniej wydawać na ten sam lek = więcej pieniędzy na nowe terapie dla pacjentów" - zaznaczył resort we wtorek we wpisie na platformie społecznościowej.
Zmiany na liście to nie zabranie prawa do darmowych leków
Doniesienia o rzekomym zniknięciu części leków z list refundacyjnych są związane z opublikowanym pod koniec sierpnia zarządzeniem dotyczącym trybu i sposobu przeprowadzania weryfikacji wykazów bezpłatnych leków. Pisaliśmy o nim w tvn24.pl. Chodzi w nim o to, żeby obecność drogich leków, które mają tańsze zamienniki, Ministerstwo Zdrowia mogło weryfikować, zapraszając producenta do negocjacji cenowych. Nie zawsze jednak się okaże, że cenę można obniżyć. Wówczas resort będzie mógł wykreślić dany lek z listy bezpłatnych, o ile nie pogorszy to dostępności pacjentów do leczenia. Może być na przykład tak, że producenci tańszych zamienników nie będą w stanie wyskalować produkcji do potrzeb i wtedy droższy lek zostanie na liście.
W ten sposób Ministerstwo chce zaoszczędzić nawet do miliarda złotych rocznie. - Lista bezpłatnych leków powinna być tworzona z myślą o pacjentach, a nie o zwiększaniu zysków firm farmaceutycznych. Nie ma racjonalnego powodu, by państwo płaciło za lek jak za produkt innowacyjny, skoro na rynku są już dostępne równie skuteczne i bezpieczne, a jednocześnie tańsze - mówiła w sierpniu podczas spotkania z dziennikarzami wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.
- Jeśli na rynku jest dostępny bezpieczny i skuteczny lek, który kosztuje 40 złotych, państwo nie powinno płacić 400 złotych za taki sam lek o innej nazwie handlowej. Różnicę 360 złotych wolimy przeznaczyć na leczenie pacjentów, a nie na marżę dla firmy farmaceutycznej - wyjaśniała.
Rewizja darmowych leków była już zapowiadana
O tym, że Ministerstwo Zdrowia chce wziąć pod lupę listy bezpłatnych leków pisaliśmy już pod koniec ubiegłego roku – po tym, jak ujawniono korespondencję Ministerstwa Zdrowia wysłaną do Ministerstwa Finansów. Chodzi o listę oszczędności, które szefowa resortu zdrowia wskazała jako możliwe do wypracowania, aby zbliżyć się do zrównoważenia budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia (który permanentnie zmaga się z kilkunastomiliardowym niedoborem po stronie przychodów).
Zdaniem ekspertów, których prosiliśmy wówczas o komentarz, na liście, w której wyliczone możliwe oszczędności w 2026 roku sięgały ogółem ponad 10 miliardów złotych, większość pozycji było kontrowersyjnych. Było to m.in. wprowadzenie limitów na badania takie jak rezonans magnetyczny i tomografia (ostatecznie limitowania teoretycznie nie wprowadzono, ale od drugiego kwartału tego roku nadwykonania są rozliczane po stawkach degresywnych, a oprócz wskazanych badań cięcia objęły też gastroskopię i kolonoskopię). Rewizja programu darmowych leków była jednak oceniana pozytywnie.
- Redukcja kosztów związanych z listą bezpłatnych leków dla seniorów jest racjonalna. Ten program obecnie kosztuje około 4 miliardów złotych, a dopłaty są nawet do leków drogich, a mających tańsze odpowiedniki - komentował w rozmowie z tvn24.pl Wojciech Wiśniewski, wówczas reprezentujący Federacje Przedsiębiorców Polskich (obecnie Polskie Towarzystwo Gospodarcze).
Nakłady na leki rosną
Wykaz leków refundowanych aktualizowany jest przez Ministerstwo Zdrowia co kwartał i to przy tej okazji będą też ogłaszane zmiany na liście bezpłatnych leków. Ostatnie obwieszczenie opublikowano 17 czerwca. Oficjalnego projektu i ostatecznej wersji obwieszczenia należy spodziewać się w połowie września.
Ministerstwo Zdrowia informuje, że z roku na rok zwiększa nakłady na refundację leków. W 2025 roku przeznaczono na ten cel blisko 30 mld zł, w tym 16 mld na refundację apteczną, z której korzystało 24 mld Polaków (dla porównania nakłady na programy lekowe to w 2025 roku 14 mld zł dla 350 tys. osób).
Około 60 proc. tej kwoty to wydatki na bezpłatne leki z tzw. listy "S", które są w całości finansowane ze środków publicznych. Jak się jednak okazuje, liczba pacjentów przychodzących do aptek od kilku lat praktycznie się nie zmienia. Skokowo natomiast rosną nakłady na refundację apteczną. W latach 2020-2022 nakłady te zwiększyły się zaledwie o 7,5 proc., a w latach 2023-2025 już o 39 procent.