- Politycy Prawa i Sprawiedliwości (PiS) zarzucają Jolancie Sobierańskiej-Grendzie dążenie do prywatyzacji służby zdrowia.
- Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) przedstawiło projekt ustawy naprawczej. Zakłada ulgę podatkową dla korzystających z prywatnych usług medycznych. Co jeszcze?
- Związki zawodowe podkreślają, że winą za kryzys w ochronie zdrowia niesłusznie obarcza się pracowników. Czego się domagają?
- Hasłem tegorocznego Światowego Dnia Zdrowia jest "Razem dla zdrowia. Po stronie nauki".
Katarzyna Sójka, była minister zdrowia w rządzie Mateusza Morawieckiego, i Przemysław Czarnek, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera, zapowiedzieli dziś rano podczas konferencji prasowej przed siedzibą Ministerstwa Zdrowia złożenie w Sejmie wniosku o wotum nieufności wobec ministry Jolanty Sobierańskiej-Grendy. - To minister likwidator, nominowany przez Donalda Tuska - mówił Przemysław Czarnek. Nazwał ją też osobą "której marzeniem jest likwidacja 30 procent szpitali". - To jest ta pani, która chciałaby prywatyzacji służby zdrowia - dodał.
Resort "przejął korporacyjny syndyk"?
Polityk PiS przypomniał, że rok 2026 został ogłoszony rokiem profilaktyki, jednak - zaznaczył - w tym samym czasie podjęto decyzję o ograniczeniu finansowania badań profilaktycznych. Jako przykład wskazał, że środki na badania takie jak kolonoskopia i gastroskopia zostały zmniejszone do 60 proc., natomiast na diagnostykę obrazową do 50 proc.
Wyjaśnijmy, chodzi o rozliczanie tzw. nadwykonań nielimitowanych badań wysokokosztochłonnych. Zarządzenie prezesa NFZ zakłada rozliczanie w pełni tylko tego, co szpital lub przychodnia ma zakontraktowane, a po stawkach degresywnych, czyli obniżonych, po zakończeniu roku - tego, co wykona po przekroczeniu kontraktu.
Była ministra zdrowia w rządzie PiS Katarzyna Sójka powiedziała, że - jej zdaniem - resort "przejął korporacyjny syndyk", a obecne zarządzanie ochroną zdrowia ma charakter restrukturyzacyjny, nastawiony na ograniczanie kosztów.
Na początku kwietnia swój wniosek o wotum nieufności wobec ministry zdrowia zapowiedziała także partia Razem.
Premier Donald Tusk, pytany pod koniec marca o przyszłość szefowej resortu zdrowia w związku z kontrowersjami wokół finansowania badań diagnostycznych przez NFZ, zapewniał, że nie przewiduje dymisji minister Sobierańskiej-Grendy.
Ludowcy wracają do propozycji reformy
Tymczasem tuż przed świętami Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło w Sejmie projekt ustawy naprawczej polskiego systemu ochrony zdrowia, przygotowany we współpracy z Federacją Przedsiębiorców Polskich.
Jak powiedział podczas dzisiejszej konferencji prasowej poseł PSL Marek Sawicki, finansowanie ochrony zdrowia powinno docelowo sięgnąć 8,8 procent produktu krajowego brutto [w tym roku jest to 6,81 proc. PKB z 2024 roku – red.]. W osiągnięciu tego celu ma pomóc m.in. przeniesienie składki chorobowej z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do Narodowego Funduszu Zdrowia.
- To są znaczące pieniądze, bo to jest około 6 miliardów złotych, które dzisiaj wykorzystywane przez ZUS głównie idą na obsługę zwolnień lekarskich. Mamy nadzieję, że po tej zmianie w tym obszarze da się wypracować sporo oszczędności - przewidywał Sawicki.
- W tym momencie NFZ jest w stanie oszczędzać na nieleczeniu pacjentów, ponieważ nie ponosi kosztów następczych, związanych na przykład z tym, że osoba, która jest nieleczona, pobiera zasiłek chorobowy - wyjaśniał główny ekonomista FPP Łukasz Kozłowski.
Ekspert dodał, że częścią propozycji jest też poszerzenie bazy składkowej poprzez objęcie obowiązkowym ubezpieczeniem chorobowym zleceniobiorców. Obecnie dla tej grupy składka chorobowa jest dobrowolna.
Kolejną propozycją PSL jest ulga podatkowa - 10 procent odpisu od PIT - dla osób, które korzystają z prywatnych usług medycznych. - Świadczenia, które uciekają z systemu prywatnego, nie są często rejestrowane w publicznych systemach. One są zaspokajane w systemie prywatnym, ponieważ system publiczny stał się po prostu w pewnych obszarach niewydolny. Chcemy stworzyć mechanizm, który zachęca do tego, żeby każde świadczenie było ewidencjonowane - wyjaśniał Łukasz Kozłowski.
Mniejsza dynamika waloryzacji, mniej konkurowania o pacjenta i lekarza
Posłowie PSL proponują też ograniczenie nadmiernego wzrostu kosztów poprzez urealnienie waloryzacji płac w ochronie zdrowia - docelowo podwyżka miałaby się wiązać z wysokością inflacji plus 20 proc.
- Ustawą z 2022 roku wprowadzono waloryzację płac w systemie opieki zdrowotnej 2,5 razy większą niż wskaźnik inflacji [związaną ze wzrostem średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej - red.]. My chcemy to urealnić. To są ogromne wydatki, a nie zawsze racjonalnie prowadzone - argumentował dziś Sawicki.
Wśród propozycji jest też wyznaczenie tzw. szpitali wiodących - rozlokowanych w oparciu o dawnych 49 województw. Miałyby to być szpitale wojewódzkie marszałkowskie, które będą koordynowały współpracę w zakresie usług szpitalnictwa ze szpitalami powiatowymi.
- Szpitale konkurują o pacjenta, o personel medyczny, a z tego mamy często tylko wzrost stawek i kosztów funkcjonowania takiego szpitala. Jak obserwuję wiele coraz bardziej się zadłużających szpitali, to widzę, że często na oddziałach obłożenie nie przekracza 30 procent - podkreślał Sawicki.
Warto odnotować, że pomysły nie są nowe – dokładnie taką propozycję z ust posłów PSL słyszeliśmy pod koniec ubiegłego roku, w tym samym czasie, kiedy swoimi pomysłami na uzdrowienie ochrony zdrowia dzielili się też przedstawiciele innych partii politycznych - PiS i Lewicy.
Związkowcy: to nie pracownicy są winni
Na koniec wracamy przed gmach Ministerstwa Zdrowia. Tam, kilka godzin po tym, jak PiS zapowiedział złożenie wniosku o wotum nieufności dla Jolanty Sobierańskiej-Grendy, pojawili się przedstawiciele związków zawodowych. Wiceprzewodniczaca Forum Związków Zawodowych Krystyna Ptok podkreśliła, że to nie pracownicy są winni "walącemu się systemowi finansowania w Narodowym Funduszu Zdrowia" oraz działaniom prowadzącym do ograniczania dostępu pacjentów do badań diagnostycznych i nowoczesnych terapii, a zdaniem związkowców to ich obarcza się winą.
- Finansowanie świadczeń zdrowotnych w sytuacji, w której musimy patrzeć na sytuację demograficzną naszego państwa, na sytuację geopolityczną państwa, musi się zmienić. Jesteśmy za tym, żeby w sposób stabilny finansować ochronę zdrowia i jesteśmy za wskazaniem, jakie kwoty powinny być z budżetu państwa przekazywane na rzecz finansowania ochrony zdrowia - mówiła.
Jak dodała, wyraźnie widać, że system oparty na składce zdrowotnej jest już niewydolny, a i z opłacania tej składki zwolnionych jest zbyt wiele osób. Związkowcy domagają się przeglądu i korekty grup uprzywilejowanych. Krystyna Ptok dodała, że problem rosnącego zadłużenia szpitali wynika ze złego finansowania i błędnych wycen świadczeń.
Na problem braku koordynacji w opiece nad pacjentem zwrócił natomiast uwagę Tomasz Dybek z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii. - Pacjent jest zagubiony w systemie, dostaje skierowanie i nie wie, co ma robić dalej. W zależności od tego, gdzie mieszka, taki ma dostęp do systemu. Są osoby, które czekają rok do medyka, a są osoby, które mają do niego dostęp w dwa tygodnie. Ten dostęp musi być równy - powiedział.
Z kolei Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność", powiedziała, że zarówno pomysł konsolidacji szpitali, jak i propozycje zmian w ustawie podwyżkowej odbywają się kosztem pracowników ochrony zdrowia. - Politycy od pewnego czasu obarczają pracowników winą za kryzys ochrony zdrowia. Chociażby kwestia wzrostu wynagrodzeń, o których to politycy mówią, że [pracownicy - red.] już zarabiają godnie. Chcemy, żeby polski lekarz, pielęgniarka, rehabilitant i każdy inny pracownik, nadal mogli mieć wzrost wynagrodzeń - apelowała Ochman.
Wyjaśnijmy jednak, że pomysł resortu zdrowia dotyczący zmian w tzw. ustawie podwyżkowej nie dotyczył likwidacji corocznych waloryzacji, lecz przesunięcia ich z lipca na styczeń, a w dalszej kolejności powiązania ze wskaźnikiem o mniejszej dynamice niż wzrost średnich płac w gospodarce narodowej.
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock