O przebiegu rozmów z udziałem ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego oraz ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy poinformował dziennikarzy senator Wojciech Konieczny, były wiceminister zdrowia. Przekazał, że dyskusja na posiedzeniu klubu parlamentarnego była wielowątkowa.
Trzy filary reformy i "szereg pytań" ministra
Jak relacjonował Wojciech Konieczny, część, na której obecny był minister Domański, dotyczyła głównie podatku zdrowotnego proponowanego przez Lewicę. - Pan minister miał szereg pytań, na tyle dokładnych, że na większość odpowiemy pisemnie, aczkolwiek powiadomiliśmy go, że mamy odpowiedzi na te pytania - podkreślił senator.
Propozycja Lewicy zakłada wprowadzenie podatku zdrowotnego zamiast składki zdrowotnej – miałby on wynosić on 12 proc. Kwota wolna od podatku wynosiłaby 30 tys. zł. O tym pomyśle pisaliśmy w tvn24.pl już w grudniu. Ma to być jeden z trzech filarów proponowanej przez Lewicę reformy finansowania ochrony zdrowia.
- Ktoś, kto zarabia pensję minimalną, będzie płacił o 200 zł mniejszy podatek zdrowotny niż składkę. Przedsiębiorca, który nie zarabia, który w danym miesiącu nie może sobie na to pozwolić, nie płaci - wyjaśniał ekonomista Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, który współpracował z Lewicą przy projektowaniu reformy.
Zaznaczył też, że choć podatek zdrowotny ma wynosić 12 proc., to przedsiębiorcy "płacący uczciwie CIT w Polsce" będą mogli odliczyć z niego 7 pkt. proc. - Efektywna stawka wyniesie tylko 5 proc. - dodał Oleszczuk-Zygmuntowski.
Drugim filarem pomysłu Lewicy ma być wprowadzenie tzw. podatku tłuszczowego, z którego wpływy w całości miałyby być przekazywane do NFZ. Opłata miałaby być stworzona w kontrze do coraz większych problemów zdrowotnych Polaków, w szczególności młodych.
Podatek tłuszczowy miałby być naliczany od wysoko przetworzonej żywności, na zasadach podobnych jak ma to miejsce w funkcjonującym już tzw. podatku cukrowym. Kolejnym pomysłem Lewicy na reformę zdrowotną jest wprowadzenie jednolitej akcyzy na alkohol oraz przekazanie 80 proc. wpływów z niej bezpośrednio do Narodowego Funduszu Zdrowia. Projekt Lewicy zakłada wzrost finansowania służby zdrowia do 9 proc. PKB..
Domański "wchodzi w dialog", ale "nie daje poparcia"
Ministra zdrowia, pytana po zakończeniu posiedzenia o zdanie na temat tego rozwiązania, podkreśliła, że resortowi "oczywiście zależy na tym, żeby środków w systemie (zdrowia) było jak najwięcej". Choć, jak dodała, "rozwiązania podatkowe czy konkretne propozycje będą podlegały ocenie ministerstwa finansów".
Pytana czy można uznać, że resort popiera pomysł Lewicy oceniła, że "każde zwiększenie finansowania i propozycje dojścia do 9 proc. PKB (na ochronę zdrowia) na pewno są dla każdego ministra zdrowia dobrym rozwiązaniem".
Z kolei Wojciech Konieczny, pytany przez dziennikarzy, czy ministrowie wyrazili poparcie dla projektu, zaznaczył, że o ile minister Sobierańska-Grenda wyraziła "bardzo przychylne zainteresowanie tym, żeby w systemie pojawiło się więcej pieniędzy i jest to coś, czego ona oczekuje", tak minister Domański nie wyraził takiego poparcia.
- Pan minister Domański jednoznacznie powiedział, że on wchodzi z nami w dialog, on będzie nam zadawał pytania, będzie też przekazywał nam dane, które poprosimy, natomiast nie ma w tej chwili poparcia z jego strony dla tego projektu - podkreślił Konieczny.
Jak dodał, minister Domański wyraził również wątpliwości, co do realności realizacji tego projektu ze względu na środowisko prezydenta Karola Nawrockiego. - Mam wrażenie, że tu jest właśnie też pewna obawa przed środowiskiem pana prezydenta, że skoro zawetował on takie rzeczy jak podatek cukrowy, no to tym bardziej będzie wetował takie pomysły - zaznaczył senator Konieczny.
Minister Domański informował wcześniej, że projekt Lewicy, który zakłada zastąpienie składki zdrowotnej nowym podatkiem, nie zyska poparcia resortu. Po wtorkowym posiedzeniu z klubem Lewicy ocenił, że była to "dobra dyskusja na temat systemu ochrony zdrowia i jego finansowania". Nie chciał odpowiedzieć jednak, czy popiera pomysł Lewicy.
Ekonomiści: czy nie karzemy tych, którzy więcej pracują?
O pomyśle wprowadzenia 12-procentowego podatku zdrowotnego rozmawialiśmy w grudniu z dr Anną Gołębicką z Centrum im. Adama Smitha, współzałożycielką idei Human Answer Insitute.
- Ten pomysł z jednej strony daje 12 procent nowego zdrowotnego podatku, który ma dotyczyć wszystkich solidarnie, ale z drugiej - zwiększa kwotę wolną od podatku [30 tysięcy złotych - red.]. Oznacza to, że część osób, ponieważ nie ma opodatkowanych dochodów, nie będzie płacić tej daniny. A co z nieposiadającymi dochodów? I czy tym podatkiem nie karzemy tych, którzy mają lepiej wynagradzane kwalifikacje albo więcej pracują? Rysuje się więc problem już na poziomie solidaryzmu i w ogóle sposobu "sprawiedliwego" pobierania opłat na zdrowie, bo to, co jest tu dla jednego sprawiedliwe, dla innego - już nie i odwrotnie - komentowała.
Z kolei dr Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji, odnosząc się do tej propozycji, przywołał zamieszczony w grudniu w mediach społecznościowych wpis Dariusza Dziełaka z Centrali NFZ, który przypomniał, że w 1994 roku ówczesny minister zdrowia i opieki społecznej, prof. Jacek Żochowski z Sojuszu Lewicy Demokratycznej w dokumencie prezentującym strategię dla zdrowia postulował odejście od finansowania ochrony zdrowia z budżetu państwa na rzecz systemu składkowego. Lewica w swojej percepcji problemu wykonała więc w ciągu ostatnich trzech dekad zwrot o 180 stopni.
- Z Lewicą można się natomiast zgodzić w tym, że potrzebujemy wydawać więcej pieniędzy na zdrowie i że powinniśmy je zbierać w sposób sprawiedliwy - mówi dr Mołdach.
Luka rośnie, zmian nie widać, a szpitale szykują protest
Lewica forsuje pomysł wprowadzenia podatku zdrowotnego od 2024 r.; przygotowała wówczas założenia do projektu ustawy, które przekazała do Ministerstwa Finansów. Z dokumentów wynikało, że - zgodnie z argumentacją Lewicy - rezygnacja z instytucji składki zdrowotnej wpłynie na "zmniejszenie państwowych kosztów administracyjnych oraz zniesienie obecnie obowiązującego potrącenia kosztów poboru i ewidencjonowania składek na ubezpieczenie zdrowotne przez ZUS w wysokości 0,2 proc. kwoty tej części składek, które zostały przekazane do centrali".
Zarówno eksperci, jak i rządzący, wydają się nie mieć wątpliwości co do tego, że obecnie funkcjonujący system finansowania ochrony zdrowia, oparty na pieniądzach pochodzących ze składek zdrowotnych, zaczął się wyczerpywać. Świadczyć może o tym wysokość dotacji, jaką ze źródeł pozaskładkowych, w postaci dotacji podmiotowej z budżetu państwa, musi otrzymywać publiczna ochrona zdrowia. W tym roku ma to być 26 miliardów złotych, a w systemie i tak zabraknie 23 mld zł. Jeśli doliczymy do tego zapłatę za nadwykonania nielimitowane i limitowane za 2025, to okaże się, że z tegorocznego planu finansowego do rozliczeń za ubiegły rok będzie trzeba przeznaczyć jeszcze ponad 8 miliardów złotych, co realnie zwiększy lukę finansową do ponad 30 mld zł.
W ubiegły piątek ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda poinformowała podczas konferencji prasowej, że resort zdrowia przekaże do NFZ na rozliczenia za ubiegły rok 4 mld zł. Jak wyjaśnił wiceszef NFZ Jakub Szulc, według danych na 13 lutego zaległości wynosiły około 850 mln złotych w programach lekowych oraz ponad 2,1 mld złotych w świadczeniach (nielimitowanych - red.). Zdaniem prezesa NFZ Filipa Nowaka 4 mld zł to kwota wystarczająca do rozliczenia ze świadczeniodawcami zaległości za ubiegły rok.
- Zgodnie z obowiązującymi przepisami, nadwykonania, które są naszym zobowiązaniem i które zostaną pokryte ze środków Ministerstwa Zdrowia, to są te tak zwane nielimitowane, czyli świadczenia zrealizowane powyżej zawartej umowy na przykład w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej czy w wysokokosztochłonnej diagnostyce. To jest to, co jest naszym podstawowym zobowiązaniem - powiedział Nowak.
O tym, kiedy zostaną rozliczone nadwykonania świadczeń limitowanych, prezes NFZ podczas konferencji prasowej nie wspominał.
Zapytany przez dziennikarzy o to, jaka jest wartość świadczeń zrealizowanych w ubiegłym roku, które będą rozliczone z tegorocznego planu finansowego, powiedział tylko o zobowiązaniach związanych ze świadczeniami nielimitowanymi.
Tymczasem Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP) domaga się "niezwłocznego" uregulowania płatności - zarówno za nadwykonania limitowane, jak i nielimitowane. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) poinformowała w ubiegłym tygodniu, że nierozliczone pozostają przez NFZ terapie udzielone pacjentom w ramach programów lekowych.
Na 3 marca zaplanowany został protest przed Ministerstwem Zdrowia. Dyrektorzy szpitali, oprócz natychmiastowej zapłaty za nadwykonania, żądają też m.in. odrębnego i stałego finansowania dla podwyżek wynagrodzeń medyków, urealnienia wyceny świadczeń, przywrócenia odrębnego finansowania podwyższonego standardu żywienia dla pacjentów z coroczną waloryzacją stawki żywieniowej o wskaźnik inflacji, a także zwiększenia od 1 kwietnia kontraktów podmiotom, którym pomimo 100 proc. realizacji w 2025 r. NFZ zaproponował ich obniżenie na 2026 r.
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP