"Atmosfera jak przed lotem w kosmos". Od pierwszej nerki do medycyny przyszłości

shutterstock_1042784647
Transplantologia jest dla wielu osób szansą na nowe życie. Dlatego tak ważne są deklaracje woli
Źródło: Małgorzata Mielcarek/Fakty TVN
26 stycznia mija 60 lat od pierwszego udanego przeszczepu nerki w Polsce. Zabieg wykonany w 1966 roku w Warszawie zapoczątkował rozwój transplantologii i na trwałe zmienił oblicze leczenia schyłkowej niewydolności narządów. Dziś Polska należy do europejskiej czołówki, ale transplantologia wciąż mierzy się z deficytem narządów, wyzwaniami demografii i koniecznością budowania zaufania społecznego.
Kluczowe fakty:
  • Pierwszy udany przeszczep nerki w 1966 roku był przełomem nie tylko medycznym, ale też systemowym. W Polsce nie istniały wówczas ani przepisy regulujące transplantacje, ani pojęcie śmierci mózgowej.
  • Liczba przeszczepów w Polsce rośnie, a wyniki leczenia należą do najlepszych w Europie. Jednocześnie tysiące pacjentów nadal czekają na narządy, a lekarze coraz częściej operują osoby w bardzo ciężkim stanie i w podeszłym wieku.
  • O dawstwie narządów wciąż decydują rozmowy prowadzone w domach, często w najtrudniejszych momentach. Lekarze podkreślają, że wcześniejsza rozmowa z bliskimi i zaufanie do systemu transplantacyjnego mają dziś równie duże znaczenie jak rozwój technologii.
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.

Data rocznicy zbiega się z Ogólnopolskim Dniem Transplantacji. To symboliczny moment dla lekarzy, pacjentów i ich rodzin, przypominający, że za najbardziej zaawansowaną technologią zawsze musi stać świadoma decyzja człowieka. Prof. Zbigniew Gałązka, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej, Endokrynologicznej i Transplantacyjnej UCK WUM i prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska, kierująca oddziałem hepatologii i transplantacji wątroby w szczecińskim SPWSZ, podkreślają, że bez gotowości do rozmowy o dawstwie nawet najbardziej rozwinięta medycyna pozostaje bezsilna.

"To był absolutny kamień milowy"

26 stycznia 1966 roku w Warszawie zespół kierowany przez chirurga Jana Nielubowicza i internistę Tadeusza Orłowskiego wykonał pierwszy w Polsce udany przeszczep nerki. Dla ówczesnej medycyny był to moment przełomowy - nie tylko klinicznie, ale też organizacyjnie, prawnie i symbolicznie.

OGLĄDAJ: "W porównaniu z tym, co było 20 lat temu, to jest kosmos"
15

"W porównaniu z tym, co było 20 lat temu, to jest kosmos"

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

- To był absolutny kamień milowy. Trzeba pamiętać, że w połowie lat 60. transplantologia była na świecie w powijakach. Łącznie wykonano wtedy nie więcej niż 400 przeszczepów nerek. W Polsce był to zabieg pionierski nie tylko z punktu widzenia medycyny, ale też organizacji systemu i prawa. Dwaj wybitni lekarze - chirurg Jan Nielubowicz i internista Tadeusz Orłowski - połączyli swoje kompetencje i odwagę. To byli ludzie, którzy nie bali się odpowiedzialności - podkreśla prof. Zbigniew Gałązka z UCK WUM.

Jak dodaje, także otoczka operacji była wyjątkowa. - Moi nauczyciele opowiadali mi później, że atmosfera wokół tego zabiegu była niemal jak przed lotem w kosmos. Każdy zdawał sobie sprawę, że albo wydarzy się coś przełomowego, albo cała dziedzina na lata zostanie zahamowana.

Rok wcześniej we Wrocławiu podjęto próbę przeszczepienia nerki, która się nie powiodła. Dziś - jak mówi profesor - to ważny, choć rzadziej przypominany element historii. - We Wrocławiu rzeczywiście podjęto próbę przeszczepienia nerki wcześniej, ale zakończyła się ona niepowodzeniem. I to jest coś absolutnie naturalnego w medycynie. Historia zna wiele takich przypadków - jako pionierów zapamiętuje się tych, którym się udało, ale droga do sukcesu jest usiana próbami, także nieudanymi.

- Zawsze powtarzam młodym lekarzom: nie chodzi o to, żeby "zaistnieć w historii", tylko żeby działać odpowiedzialnie. Można zrobić coś jako pierwszy, ale źle - i to nie jest postęp. Warszawski przeszczep był pierwszym, który się powiódł i dlatego stał się symbolem - mówi profesor.

Pierwszą pacjentką była 18-letnia Danuta Milewska, u której ciężka infekcja doprowadziła do niewydolności obu nerek. - Dializy, które ją podtrzymywały przy życiu, były wówczas prymitywne i dostępne dla nielicznych. Polska była bardzo biednym krajem. Opowiadano mi, że jeśli ktoś miał cukrzycę i niewydolność nerek, to często w ogóle nie kwalifikowano go do dializ - był po prostu skazany na śmierć - tłumaczy lekarz.

Zabieg okazał się też ogromnym wyzwaniem prawnym - nie istniało bowiem pojęcie śmierci mózgowej ani ustawa transplantacyjna. Dawczyni zmarła w wyniku rozległego urazu czaszki po wypadku komunikacyjnym. Aby pobrać narządy, konieczna była zgoda prokuratora, ponieważ formalnie odbywało się to w ramach sekcji sądowej. - Moi starsi koledzy mówili wprost: gdyby nie otwarty umysł ówczesnego prokuratora, ta dziewczyna by nie żyła. To pokazuje, jak wielką rolę odgrywały wtedy pojedyncze decyzje ludzi - mówi profesor Gałązka.

Choć Danuta Milewska przeżyła tylko pół roku i zmarła wskutek powikłań wczesnego, toksycznego leczenia immunosupresyjnego, zabieg uznano za osiągnięcie. - Z dzisiejszej perspektywy brzmi to skromnie, ale w tamtym czasie był to ogromny sukces. Leki immunosupresyjne były bardzo prymitywne i toksyczne. U pacjentki doszło do ciężkiego zapalenia trzustki. Ale fakt, że nerka funkcjonowała i że udało się przedłużyć jej życie o te parę miesięcy, otworzył drogę do dalszego rozwoju transplantologii w Polsce - mówi specjalista.

Od jednego zabiegu do wizytówki polskiej medycyny

Ten jeden przeszczep dał impuls do rozwoju całej dziedziny. Przez wiele lat Warszawa była jedynym ośrodkiem wykonującym transplantacje nerek, później dołączyły kolejne centra, a z czasem pojawiły się przeszczepy wątroby, serca i płuc. Jak podkreśla prof. Gałązka, dziś transplantologia jest jedną z wizytówek polskiej medycyny.

Potwierdzają to dane Poltransplantu. Roczne przeżycie z przeszczepioną nerką wynosi w Polsce około 96 proc., przy średniej europejskiej rzędu 92 proc. Po pięciu latach dobrze funkcjonujący przeszczep ma około 85 proc. biorców.

W skali całego kraju liczba transplantacji rośnie. W 2025 roku przeszczepiono w Polsce 2298 narządów wewnętrznych, które otrzymało 2254 pacjentów. Rok wcześniej wykonano 2197 transplantacji, a w 2022 roku - 1402. W ubiegłym roku koordynatorzy zgłosili Poltransplantowi 1021 zmarłych dawców, z czego zakwalifikowano 781.

Wykonano m.in. 1296 transplantacji nerek, 671 przeszczepów wątroby, 169 serca, 133 płuc i 10 trzustki. Przeprowadzono także 44 transplantacje wielonarządowe.

Jednym z największych ośrodków w kraju, zajmujących się takimi zabiegami, jest Samodzielny Publiczny Wojewódzki Szpital Zespolony w Szczecinie. W 2025 r. przeszczepiono tam wątroby 75 pacjentom, a nerki 50 osobom, w tym siedmiu od żywych dawców. Od początku programu transplantacyjnego specjaliści SPWSZ wykonali już 2819 przeszczepień.

Lepsze życie niż na dializach - i coraz starsi pacjenci

Przeszczep nerki nie tylko wydłuża życie, ale diametralnie poprawia jego jakość. - Pacjent po przeszczepie żyje średnio dwa razy dłużej niż dializowany. Ale jeszcze ważniejsza jest jakość życia. Dializy oznaczają trzy wizyty w tygodniu po kilka godzin, uzależnienie od maszyny. Po przeszczepie pacjent może pracować, podróżować, żyć normalnie - podkreśla prof. Gałązka.

Największym wyzwaniem pozostaje immunosupresja. Przed transplantacją obniża się odporność pacjenta, by zapobiec odrzutowi, ale wiąże się to z większym ryzykiem infekcji i nowotworów. Coraz częściej przeszczepy wykonuje się także u osób starszych. - Przeszczepiamy nerki także osobom po 70. roku życia. Najstarszy biorca w mojej klinice miał 78 lat i żyje już pięć lat z dobrze funkcjonującą nerką. Stosujemy zasadę "old for old" - narząd od starszego dawcy trafia do starszego biorcy - mówi profesor.

Również w transplantologii wątroby granice wieku i jakości narządów są systematycznie przesuwane. Prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska, kierująca oddziałem hepatologii i transplantacji wątroby w szczecińskim SPWSZ, zwraca uwagę, że wątroby pobiera się dziś nawet od 70-latków, a nerki - od 80-latków. - Wiek dawcy nie ma tak wielkiego znaczenia, jak mniemaliśmy do niedawna. Są badania i statystyki, które to udowadniają - podkreśla.

Coraz częściej narządy są "kondycjonowane" w specjalistycznych maszynach do perfuzji - czyli poddawane kontrolowanemu przepływowi krwi lub specjalnych płynów poza organizmem, by je dotlenić, podtrzymać ich funkcje i przygotować do przeszczepu. - Stłuszczoną wątrobę można regenerować. Jest perfundowana krwią, natleniana, lepiej przygotowana do przeszczepienia - wyjaśnia prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska.

"Bez zaufania nie będzie przeszczepów"

Mimo rozwoju technologii największym ograniczeniem transplantologii pozostaje niedobór narządów. Na przeszczep nerki czeka w Polsce około 1300-1500 osób, podczas gdy dializowanych jest blisko 20 tysięcy pacjentów, głównie z powodu nefropatii cukrzycowej.

Prof. Wawrzynowicz-Syczewska podkreśla, że fundamentem rozwoju transplantologii jest edukacja i przełamywanie kulturowych barier. - O możliwości transplantacji warto rozmawiać z bliskimi tak naturalnie, jak o innych sprawach dnia codziennego. Gdy dochodzi do nagłego zdarzenia i lekarz musi rozmawiać z rodziną o pobraniu narządów, bliscy są w szoku. Gdyby taka rozmowa odbyła się wcześniej, decyzja byłaby łatwiejsza - mówi.

Przypomina, że w Polsce obowiązuje zasada domniemanej zgody - o ile dana osoba nie figuruje w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów. - Jeżeli nie ma sprzeciwu, mamy prawo domniemywać, że Kowalski byłby za donacją. Ale jeśli rodzina się sprzeciwia, zawsze to szanujemy - zaznacza.

Zwraca też uwagę na rolę koordynatorów i pobrań wielonarządowych. - Transplantolodzy starają się wykonywać pobrania wielonarządowe. Jeden zmarły może być dawcą serca, wątroby, płuc, nerek, tkanek. To jest wielka robota koordynatorów transplantacyjnych, żeby zgrać wszystkie zespoły w jednym czasie, w jednym miejscu. Jako lekarze musimy współpracować, zaufać, dostosować się - zaznacza.

Prof. Gałązka dodaje, że to właśnie zaufanie społeczne jest kluczowe. - Nie technologia, lecz utrata zaufania społecznego najbardziej zagraża transplantologii. Sensacyjne publikacje o rzekomym handlu narządami mają efekt mrożący. Tymczasem w jednym przeszczepie uczestniczy nawet 80 osób. To jedna z najbardziej kontrolowanych procedur w medycynie - przekonuje. I dodaje: - Bez zaufania nie będzie dawców, a bez dawców nie będzie przeszczepów.

Transplantologia jutra: od żywego dawstwa do sztucznych narządów

Eksperci są zgodni: przyszłość transplantologii to nie tylko nowe technologie, ale też lepsze wykorzystanie istniejącego potencjału. Prof. Gałązka podkreśla konieczność aktywizacji szpitali, które mogłyby uczestniczyć w programach dawstwa, oraz rozwoju przeszczepów od żywych dawców. W Polsce stanowią one 5-8 proc. wszystkich transplantacji nerek, podczas gdy w Skandynawii ponad 25 proc.

Równolegle rozwijają się najbardziej futurystyczne kierunki: ksenotransplantacje genetycznie modyfikowanych narządów zwierzęcych, miniaturowe sztuczne nerki, bioinżynieria i druk 3D narządów. Zdaniem prof. Gałązki w przyszłości być może uda się wytwarzać immunotolerancję w taki sposób, by organizm nie odrzucał przeszczepów i nie było potrzeby immunosupresji.

- Każdy narząd ma swoją specyfikę rozwojową. Może będą to ksenotransplantacje, może urządzenia mechaniczne korzystające z nano- i biotechnologii, a może drukowane narządy. Dziś to, co wydaje się science fiction, jutro może stać się standardem - podsumowuje.

Sześćdziesiąt lat po pierwszym przeszczepie nerki polska transplantologia wciąż się rozwija. Ale jej fundament pozostaje niezmienny: decyzja drugiego człowieka, który oddając narządy, daje komuś kolejne życie.

- Widzieć pacjentów, którzy po przeszczepie żyją pełnią życia - pracują, podróżują, uprawiają sport... Dla lekarza nie ma większej nagrody niż świadomość, że jego wiedza realnie komuś to życie przywróciła - podsumowuje prof. Gałązka.

Czytaj także: