Ojciec Rydzyk i biskup Szlachetka na Jasnej Górze wypowiedzieli się o in vitro. Co na to ginekolog?
W weekend na Jasnej Górze dyrektor Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk i biskup pomocniczy Gdańska Wiesław Szlachetka wypowiedzieli się w temacie leczenia niepłodności. Do ich słów odnoszą się politycy, lekarze i pary, które bez in vitro nie byłyby dziś rodzicami. Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu do spraw równości, w programie "Jeden na jeden" na antenie TVN24 nazwała postawę duchownych "ewangelią nienawiści i pogardy do drugiego człowieka". O merytoryczny komentarz do tez wygłoszonych w weekend na Jasnej Górze poprosiliśmy specjalistę leczenia niepłodności.
Naprotechnologia nie zastępuje in vitro
- Aby mieć dziecko, można je po prostu zaadoptować. Nie trzeba uciekać się do procedur in vitro nazywanych kłamliwie leczeniem bezpłodności. Warto też zwrócić uwagę na to, że rodzice borykający się z problemem niepłodności mogą podjąć metodę leczenia zwaną naprotechnologią, która jest w dużym stopniu skuteczna i jednocześnie jest zgodna z nauką Kościoła - powiedział biskup Szlachetka podczas mszy inaugurującej 35. Pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę.
Wyjaśnijmy - naprotechnologia opiera się na tzw. naturalnym planowaniu rodziny, czyli obserwacji cyklu i rozpoznawaniu dni płodnych. - My też stosujemy te metody i nie proponujemy procedury in vitro parom, które jej nie potrzebują. Naprotechnologia nie jest alternatywą dla in vitro i w wielu sytuacjach pozostaje nieskuteczna. Monitorowanie cyklu i dni płodnych nie pomoże, jeżeli kobieta ma zaawansowaną endometriozę lub uszkodzone jajowody albo kiedy mężczyzna ma bardzo słabą jakość nasienia - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl prof. dr hab. n. med. Piotr Laudański, specjalista w dziedzinie położnictwa i ginekologii, perinatologii oraz endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości, założyciel OVIkliniki, zajmującej się leczeniem niepłodności.
Prof. Laudański podkreśla też, że w kontekście in vitro mówimy o leczeniu niepłodności, a nie bezpłodności jak powiedział biskup Szlachetka. Bezpłodność definiuje się jako stan trwały i nieodwracalny. Dotyczy ona na przykład kobiet, które urodziły się bez macicy lub przeszły operację jej usunięcia, albo mężczyzn, którzy mają zniszczone jądra po radioterapii lub chemioterapii. - Dziś już właściwie odchodzi się od terminu "bezpłodność", ponieważ medycyna cały czas idzie do przodu. Wykonuje się już na przykład transplantacje macicy. Mężczyźni z uszkodzonymi gonadami mogą natomiast zostać ojcami, jeśli para zdecyduje się skorzystać z dawstwa nasienia - mówi ginekolog.
Ojciec Rydzyk o in vitro: zabijanie dzieci
- Czternaśnie tysięcy dzięki in vitro. Przecież to jest obłuda. In vitro to jest zabijanie wielu dzieci, żeby jedno się urodziło - tak o leczeniu niepłodności wypowiedział się w miniony weekend ojciec Tadeusz Rydzyk.
Prof. Laudański dementuje tę fałszywą informację ciągle dość często powtarzaną w przestrzeni publicznej. Jak zaznacza, w Polsce niszczenie zarodków jest ustawowo zabronione. - Jeżeli para ma za dużo zarodków, może się ich zrzec, przekazując je innym osobom zmagającym się z niepłodnością do adopcji. W przypadku, w którym para wcześniej nie zrzeknie się zarodków, przechowujemy je przez 20 lat, a potem automatycznie przekazujemy je do adopcji - wyjaśnia ginekolog.
Czasem o "zabijaniu dzieci" w kontekście in vitro mówi się również dlatego, że nie wszystkie zarodki przeżywają w hodowli w laboratorium. Profesor Laudański mówi jednak, że z dużym prawdopodobieństwem te same zarodki nie przetrwałyby również, gdyby rozwijały się w macicy.
- Bardzo rzadko do mojego gabinetu przychodzą pary, które mają wątpliwości moralne związane z procedurą in vitro. Obserwuję, że między innymi dzięki rządowemu programowi leczenia niepłodności i temu, że coraz więcej par korzysta z in vitro, coraz mniej osób powiela krzywdzące przekonania na temat stosowanych przez nas metod - mówi prof. Laudański.