Naukowcy stworzyli pierwszą mapę węchu. Tak działa nasz nos

AdobeStock_1826584469
"Każdy z nas może zauważyć u siebie objawy w dowolnym momencie życia"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: stock.adobe.com
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Jak nasz nos rozpoznaje tysiące zapachów i w jaki sposób mózg je porządkuje? Odpowiedź przynoszą przełomowe badania naukowców z Harvard Medical School, którzy opracowali pierwszą szczegółową mapę receptorów węchowych. To odkrycie może dać nadzieję osobom takim jak Renata, która po utracie węchu przez wiele miesięcy walczyła o to, by znów coś poczuć. - Zaczęłam czuć wszystko źle. Wszystko było bardzo nieprzyjemnym zapachem - wspomina w rozmowie z tvn24.pl.
Kluczowe fakty:
  • Naukowcy z Harvard Medical School opracowali pierwszą szczegółową mapę receptorów węchowych. Co pokazuje mapa?
  • Odkrycie to dostarcza podstawowej wiedzy, która może pomóc w opracowaniu nowych terapii utraty węchu, w tym terapii opartych na komórkach macierzystych.
  • Utrata węchu, zwana anosmią, może znacząco wpływać na jakość życia. Dlaczego może być niebezpieczna?
  • Przykład Renaty pokazuje, że utrata węchu może być skutkiem infekcji wirusowej i prowadzić do długotrwałych problemów z rozpoznawaniem zapachów.

Choć węch odkrywa kluczową rolę w kontaktach ze światem, to dotąd był zmysłem słabo poznanym. Naukowcy z Harvard Medical School (USA), podczas eksperymentów na myszach, opracowali pierwszą szczegółową mapę pokazującą sposób, w jaki zorganizowanych jest ponad tysiąc typów receptorów węchowych. Wyniki przedstawili na łamach magazynu "Cell".

Porządek w nosie, czyli neurony ułożone w pasma

Naukowcy opracowali pierwszą szczegółową mapę receptorów węchowych w nosie. Dostarcza ona podstawowej wiedzy potrzebnej do opracowania lepszych terapii utraty węchu.

Z pomocą zaawansowanych technik biotechnologicznych badacze odkryli m.in., że neurony wytwarzające te receptory są w dużym stopniu uporządkowane przestrzennie - tworzą poziome pasma, zależnie od typu, biegnące od górnej do dolnej części nosa. Okazało się, że mapa receptorów odpowiada mapom zapachów w opuszce węchowej mózgu, co dostarcza wskazówek, jak informacje odnośnie zapachów przemieszczają się do mózgu.

Kluczowa rola kwasu retinowego

Ponadto okazało się, że za powstawanie różnych typów receptorów odpowiada w dużej mierze stężenie jednej cząsteczki, kwasu retinowego, która reguluje działanie genów w komórkach węchowych.

- Nasze wyniki pokazują porządek w systemie, o którym wcześniej sądzono, że jest go pozbawiony. To zasadniczo zmienia sposób, w jaki myślimy o jego działaniu - mówi prof. Sandeep Robert Datta z Harvard Medical School, główny autor badania.

Specjaliści wyjaśniają, że węch jest bardziej skomplikowany niż inne zmysły. Na przykład, jak podkreślają, myszy mają ok. 20 mln neuronów węchowych, które wytwarzają ponad tysiąc typów receptorów zapachowych. Każdy typ receptora węchowego wykrywa określony, unikalny zestaw cząsteczek zapachowych. Tymczasem, np. w widzeniu barwnym biorą udział tylko trzy główne typy receptorów wzrokowych.

Węch a dobrostan psychiczny

Teraz naukowcy starają się lepiej zrozumieć, dlaczego receptory układają się w taki a nie inny system, a także badają tkankę ludzką. Jak wskazują, odkrycie dostarcza także podstawowych informacji, które mogą pomóc w opracowaniu terapii utraty węchu, np. opartych na komórkach macierzystych.

Zauważono już, że utrata węchu, oprócz wyraźnego utrudniania życia, wiąże się z podwyższonym ryzykiem depresji. - Węch ma naprawdę głęboki i szeroki wpływ na zdrowie człowieka, dlatego jego przywracanie jest ważne nie tylko ze względu na przyjemność i bezpieczeństwo, ale także dobrostan psychiczny. Bez zrozumienia tej mapy jesteśmy skazani na niepowodzenie w opracowywaniu nowych terapii - mówi prof. Datta.

Wirus uszkodził nerw węchowy

Zaczęło się od kataru i bólu głowy. "Zwykłe przeziębienie", myślała Renata. Kilka tygodni później nie czuła już ani zapachu, ani smaku. Jej pierwsze problemy z węchem pojawiły się jeszcze przed pandemią Covid-19. - To był rok 2019, kiedy utrata węchu i smaku nie była jeszcze powszechna - wspomina mieszkanka Warszawy.

Zachorowała wtedy na zapalenie zatok. - Nigdy wcześniej na to nie chorowałam. Myślałam, że to zwykła infekcja. Zorientowałam się, że nie czuję smaku i węchu, ale pomyślałam, że to przez chorobę i że to przejdzie - opowiada. Kiedy ból głowy stał się nie do zniesienia, trafiła do laryngologa.

- Lekarz stwierdził wirusowe zapalenie zatok. Leczenie trwało kilka tygodni, zatoki się uspokoiły, a ja dalej nie odczuwałam smaku. Wtedy zaczęłam się niepokoić, bo już nie miałam kataru i czułam się dobrze - podkreśla Renata i dodaje, że kolejni specjaliści długo nie potrafili wyjaśnić, co się dzieje. - Wtedy jeden z lekarzy zapytał mnie wprost: "A czy Pani czuje zapachy?". Ja na to: "Nie wiem, wydaje mi się, że tak". Okazało się, że nie była to prawda - relacjonuje.

Jednak dopiero tomografia komputerowa wykazała, że wirus uszkodził nerw węchowy. - Ten nerw znajduje się bardzo blisko zatok. Dowiedziałam się, że jak nie ma się węchu, to automatycznie nie ma się też smaku - wspomina Renata. Najbardziej zapadło jej w pamięci proste badanie. - Lekarz podsunął mi różne rzeczy do powąchania. Nic nie czułam. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak to działa, bo z węchem jest tak, że nie jest się świadomym, że się go nie ma - dodaje.

Winna jest anosmia

Lekarze próbowali różnych metod leczenia, ale bez skutku. Po miesiącach niepewności kobieta w końcu dowiedziała się, z czym naprawdę się zmaga. Okazało się, że cierpi na anosmię, czyli całkowitą utratę węchu. Pomogła jej w tym lekarka z Krakowa, do której trafiła po długich poszukiwaniach.

- To była pierwsza osoba, która wiedziała, co się ze mną dzieje. Miała już takich pacjentów i od razu powiedziała, że tego nie da się w pełni wyleczyć. Pierwszy rok jest kluczowy. Jeśli wtedy odpowiednio pobudza się nerwy, jest szansa na poprawę - mówi Renata.

Powracający węch

Są ludzie, którzy nigdy nie odzyskali węchu, inni tylko częściowo. - U mnie leki sprawiły, że wszystko zaczęłam czuć źle. Każdy zapach był nieprzyjemny, metaliczny. Wchodziłam do kuchni i robiło mi się niedobrze, aż w końcu odstawiłam leczenie i znów nie czułam nic - wspomina Renata.

- Lekarka radziła mi, żebym wąchała naturalne zapachy, takie jak kwiaty, rośliny. To było pierwsze, co po długim czasie zaczęłam delikatnie czuć. Pamiętam mocny zapach lilii, który poczułam bardzo słabo. Wtedy zrozumiałam, że to nie mózg mi podpowiada, tylko że ja rzeczywiście znów czuję - opowiada Renata.

Jak dziś wygląda jej życie? - Dziś nadal nie czuję chemicznych zapachów. Można rozlać obok mnie benzynę albo wprowadzić mnie do perfumerii, a ja tego nie poczuję. Wyczuwam tylko naturalne, organiczne aromaty. Pierwszy raz, gdy poczułam śmieci, uśmiechnęłam się. To dziwne, ale cieszyłam się, że znowu coś czuję. Perfum jednak wciąż nie wyczuwam. Dawniej miałam nadwrażliwy węch i kichałam od perfum. A dziś nic - dodaje.

Po kilku latach częściowo wrócił jej też smak. - Jednak nie wszystko smakuje tak, jak dawniej. Niektóre rzeczy, które kiedyś uwielbiałam, odrzucają mnie - podkreśla Renata. Dlatego musiała dostosować swoją codzienną dietę do powracającego powonienia. - Szukałam smaków, które jeszcze odbierałam i to były zwykle naturalne rzeczy. Odrzuciło mnie od mięsa, jajek, ryb, bo mają dla mnie posmak żelaza. Za to warzywa i kuchnia tajska stały się moimi nowymi faworytami. Odkryłam hummus, przyprawę curry, proste gotowane dania. Smażone rzeczy odpadły, bo zapach tłuszczu był dla mnie nie do zniesienia, więc w ogóle przestałam jeść dania z patelni czy grilla - relacjonuje.

Brak węchu może być groźny

- Węch ostrzega też przed zagrożeniem. Nie czujesz przerażenia w tłumie, zapachu benzyny, gazu czy dymu. Dzięki niemu wyczuwamy emocje innych ludzi takie jak strach czy zdenerwowanie. Chodzi o hormony, które organizm wydziela w takich sytuacjach. Bez węchu trudniej to odczytać. O ile brak smaku jest nieprzyjemny, o tyle brak węchu jest po prostu groźny. Musisz wiedzieć, że go nie masz i obserwować reakcje innych - opowiada Renata.

Wspomina też, że siedziała kiedyś w pracy, gdzie wszystko było świeżo pomalowane lakierem. - Ludzie mdleli, uciekali, a ja pracowałam spokojnie, niczego nie czując. Dopiero ktoś mi powiedział: "To jest niebezpieczne, bo ty to wdychasz" - opowiada. - Innym razem przypaliłam kiełbasę. Siedziałam tyłem dwa metry od kuchenki. Dopiero gdy zobaczyłam dym, zrozumiałam, co się dzieje. Człowiek uczy się wtedy korzystać z innych zmysłów, żeby się chronić - podsumowuje.

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: