240 złotych za godzinę, ale z wyjątkami. Ekspert: mogą stać się regułą

shutterstock_368553032
Anna Gołębicka: Równe kwoty nigdy nie są sprawiedliwe
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Do 240 złotych brutto za godzinę, około 76,8 tysiąca złotych miesięcznie i praca odpowiadająca najwyżej dwóm etatom. Ministerstwo Zdrowia chce ograniczyć czas pracy i najwyższe wynagrodzenia medyków w publicznym systemie. Nie brak jednak głosów, że limit będzie można łatwo ominąć.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami rząd przedstawił projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Dokument opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji (RCL) jest częścią szerszej reformy, która ma być odpowiedzią na doniesienia o nieprawidłowościach w publicznych placówkach.

Pakiet obejmuje między innymi limity wynagrodzeń, dokładniejszą kontrolę czasu pracy medyków, centralną e-kolejkę i szybsze wdrażanie e-rejestracji. Do tej pory do konsultacji trafiły już cztery projekty rozporządzeń dotyczące także monitorowania harmonogramów przyjęć oraz wydatków szpitali na wynagrodzenia. Więcej o planowanych zmianach pisaliśmy w tvn24.pl.

Limit wynagrodzeń lekarzy

Jednym z głównych elementów opublikowanego w piątek projektu są limity wynagrodzeń za świadczenia objęte umowami z NFZ. W przypadku osób pracujących na kontraktach stawka godzinowa nie mogłaby przekroczyć jednej dwudziestej minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie około 240 zł brutto.

Łączna miesięczna kwota wypłacana medykowi nie mogłaby być natomiast wyższa niż 16-krotność płacy minimalnej, czyli około 76,8 tys. zł brutto. Ten limit miałby obejmować zarówno umowy o pracę, jak i kontrakty.

Projekt zakazuje również ustalania wynagrodzenia jako procentu od wartości realizowanej procedury. Zdaniem resortu obecny model sprawia, że po podwyższeniu wyceny świadczenia automatycznie rośnie pensja medyka, nawet jeśli zakres jego pracy pozostaje bez zmian.

Autorzy projektu przyznają jednocześnie, że limit nie zmniejszy bezpośrednio wydatków NFZ na leczenie. Ma przede wszystkim zmienić sposób podziału pieniędzy w placówkach. Według resortu większą część środków będzie można dzięki temu przeznaczyć na bieżącą działalność, regulowanie zobowiązań i ograniczanie zadłużenia.

Wyjątki od stawki 240 złotych

Stawka 240 zł brutto nie miałaby jednak charakteru bezwzględnego. Szpitale i poradnie mogłyby wypłacać dodatkowe wynagrodzenie za obowiązki niezwiązane bezpośrednio z leczeniem, między innymi kierowanie zespołem, prowadzenie zajęć dydaktycznych, pracę naukową, koordynowanie leczenia oraz działania organizacyjne. Jak tłumaczył podczas wtorkowego spotkania z dziennikarzami dyrektor departamentu zdrowia Maciej Karaszewski, resort uwzględnił "furtki, które nie są zbyt szeroko otwarte" po rozmowach z dyrektorami szpitali.

Więcej będzie można zapłacić również za samo udzielanie świadczeń, jeżeli wymagają one "szczególnych umiejętności" albo wiążą się z "ponadstandardowym obciążeniem pracą" - czytamy w projekcie ustawy.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia specjalista w zakresie prawa medycznego prof. Sebastian Sikorski zauważa, że oba pojęcia są zbyt szerokie i pozostawiają dyrektorom placówek duże pole do interpretacji. Ekspert zwraca też uwagę, że w zawodzie lekarza szczególne kwalifikacje nie są sytuacją wyjątkową. W efekcie odstępstwa przewidziane dla wybranych przypadków mogą być stosowane znacznie szerzej, a wyjątek stać się regułą. - Ta ustawa po prostu będzie dziurawa - ocenił.

- Są osoby, które wymagają szczególnego docenienia. To są osoby, które są kierownikami oddziałów, ordynatorami, albo np. transplantolodzy. (...) Trzeba rozróżnienia stawek maksymalnych - argumentował z kolei Karaszewski. Wskazał, że także przy podniesionych stawkach wynagrodzenie nie będzie mogło wynieść więcej niż ok. 76,8 tys. zł. brutto. Tym samym pracownik zarabiający do prawie 58 tys. zł brutto nie będzie mógł pracować w maksymalnym wymiarze czasu pracy, tylko mniejszym, bo przekroczyłby finansowy limit. - Ma to swoje uzasadnienie, bo funkcja ordynatora wiąże się z dodatkowymi obowiązkami administracyjnymi, większą odpowiedzialnością. Ordynator nie powinien pracować 320 godzin w miesiącu i powinien być dobrze gratyfikowany, tak żeby tę funkcję chciał pełnić - powiedział dyrektor. Zaznaczył, że w sprawie wyższej stawki, a także grup, których miałaby dotyczyć, resort liczy na propozycje, które spłyną w konsultacjach publicznych.

Do wyjątków odniósł się także lekarz i rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski. Po zapoznaniu się z projektem opublikowanym w RCL napisał na X: "Tam jest tyle wyjątków, że ci, co mieli ponad 240, dalej będą mieć więcej. Ci, co mają mniej, pójdą po podwyżki, bo można do 240. To chyba nie o to chodziło".

Kosikowski również zwrócił uwagę, że do maksymalnej stawki godzinowej będzie można doliczać dodatki, między innymi za koordynowanie pracy. W jego ocenie oznacza to, że osoby, które dotychczas zarabiały powyżej 240 zł za godzinę, nadal będą mogły otrzymywać wyższe wynagrodzenie.

Projekt z jednej strony ustanawia więc limit, a z drugiej pozostawia placówkom możliwość jego przekraczania na podstawie nieostrych przesłanek. Według prof. Sikorskiego bez ich doprecyzowania przepisy mogą nie osiągnąć celu, dla którego zostały przygotowane.

Maksymalnie dwa etaty

Projekt ogranicza również czas pracy medyków. Łączny wymiar zatrudnienia u wszystkich świadczeniodawców mających kontrakty z NFZ nie mógłby przekraczać równowartości dwóch pełnych etatów. Osoba pracująca w szpitalu lub przyszpitalnej poradni specjalistycznej miałaby być zatrudniona w jednej placówce co najmniej na pół etatu. Byłoby to jej podstawowe miejsce pracy.

Zatrudnienie w drugim szpitalu również wymagałoby pracy na co najmniej pół etatu oraz zgody podstawowego pracodawcy. Resort chce w ten sposób ograniczyć przypadki, w których jedna osoba jest wykazywana w harmonogramach kilku placówek, choć w każdej z nich pracuje przez niewielką liczbę godzin.

Kosikowski zwraca uwagę na praktyczny problem z tym związany. Na X pisze, że przez 3,5 dnia w tygodniu pracuje w centrum onkologii, a raz w tygodniu przyjmuje pacjentów w poradni chemioterapii i onkologii w szpitalu powiatowym oraz konsultuje chorych na oddziałach.

Po wejściu nowych zasad musiałby, jak ocenił, zrezygnować z pracy w mniejszej placówce. Nie ma tam wystarczającej liczby pacjentów, by zatrudnić go na pół etatu, natomiast centrum onkologii nie zgodzi się na zmniejszenie jego obecnego wymiaru pracy.

"Jak to ma poprawić sytuację szpitali powiatowych - nie wiem" - napisał Kosikowski. Zaznaczył, że dwa najbliższe duże ośrodki onkologiczne znajdują się około 50 km dalej, a pacjenci proszą, by jak najwięcej diagnostyki, chemioterapii i kontroli po leczeniu można było przeprowadzić na miejscu. Dla części chorych, między innymi kobiet z rakiem piersi, oznaczałoby to konieczność cotygodniowych dojazdów na chemioterapię.

Zgodnie z projektem ustawy medyk miałby być związany umową bezpośrednio ze szpitalem lub przychodnią, w której udziela świadczeń. Ma to na celu ograniczenie działalności spółek, spółdzielni i innych pośredników pozwalających omijać przepisy dotyczące czasu pracy.

Od tych zasad również przewidziano odstępstwa. Limity nie miałyby zastosowania do pomocy udzielanej w stanach nagłych podczas dyżuru. NFZ mógłby ponadto czasowo zgodzić się na ich przekroczenie, gdy brakuje specjalistów, trzeba zabezpieczyć dyżury albo w przypadku świadczeń wysokospecjalistycznych.

Kontrole umów i grafików przez NFZ

Umowy o pracę i kontrakty miałyby dokładnie określać rodzaj oraz liczbę wykonywanych zadań, a także stawkę godzinową brutto. W przypadku umów cywilnoprawnych przewidziano dodatkowe zapisywanie liczby godzin i harmonogramu udzielania świadczeń.

Ma to pozwolić NFZ sprawdzać, czy deklarowany czas pracy odpowiada rzeczywistej obecności medyka w placówce. Fundusz będzie mógł pozyskiwać informacje również od podmiotów prywatnych, aby zweryfikować, czy lekarz wykazany w grafiku szpitala nie pracuje w tym samym czasie w innym miejscu.

Według informacji Rynku Zdrowia MZ planuje również wprowadzenie limitów czasu pracy lekarza w systemie publicznym i komercyjnie wynoszący maksymalnie 320 godzin czasu pracy. "Liczony będzie łączny czas pracy w obu systemach, a dyrektorowi szpitala nie będzie grozić grzywna, jeśli medyk złożył fałszywe oświadczenie dotyczące swojego łącznego czasu pracy" - donosi portal. Jednocześnie, zgodnie z projektem ustawy, dyrektorzy mają być karani grzywnami do 30 tys. zł za przekraczanie limitów wynagrodzeń lub limitów czasu pracy personelu.

Ustawa miałaby wejść w życie 14 dni po ogłoszeniu. Przyjęcie projektu przez Radę Ministrów planowane jest na trzeci kwartał 2026 roku. Umowy, które nie zostaną dostosowane do nowych wymagań, miałyby wygasnąć 31 grudnia 2026 roku.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: