- Nietrzymanie moczu i dysfunkcje dna miednicy to nie tylko kwestia komfortu, a skutki nie kończą się na samej dolegliwości. Czym grozi zwlekanie z leczeniem?
- Bez dobrej diagnostyki łatwo dobrać złą terapię. Jak wygląda pierwsza wizyta?
- W ramach NFZ nie funkcjonuje obecnie powszechnie dostępna, odrębna ścieżka świadczeń określanych wprost jako rehabilitacja uroginekologiczna. Gdzie szukać pomocy?
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz tutaj. Zachęcamy też do posłuchania "Wywiadu medycznego" w TVN24+.
Nietrzymanie moczu, naglące parcia, częste wizyty w toalecie, ból miednicy, dyskomfort po porodzie albo po operacjach urologicznych i ginekologicznych - to objawy, które dla wielu osób pozostają wstydliwym tematem. Część z nich przez lata radzi sobie sama: ogranicza wyjścia z domu, rezygnuje z aktywności fizycznej, nosi wkładki zabezpieczające, planuje dzień pod kątem dostępności toalety.
Specjaliści podkreślają jednak, że nietrzymanie moczu i dysfunkcje dna miednicy to nie tylko kwestia komfortu, a skutki nie kończą się na samej dolegliwości. To problem medyczny i społeczny, który może znacząco obniżać jakość życia, a także prowadzić do społecznej izolacji czy nawet depresji - pisaliśmy o tym w tvn24.pl.
Kluczem jest diagnostyka i indywidualnie dobrana terapia, także z wykorzystaniem nowoczesnej fizjoterapii. Między innymi dlatego eksperci z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu opracowali poradnik "Rehabilitacja urologiczna dla kobiet i mężczyzn". Publikacja powstała z myślą o pacjentach, którzy nie wiedzą, że ich objawy można diagnozować i leczyć, albo wstydzą się zapytać o pomoc.
To nie jest problem wyłącznie kobiet
Szacuje się, że nietrzymanie moczu może dotyczyć w Polsce około 2,5 miliona osób. Problem często kojarzony jest z kobietami po porodach albo w okresie menopauzy, ale nie dotyczy wyłącznie kobiet (ok. 30 proc.). Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej korzystają także mężczyźni - między innymi po leczeniu urologicznym, po operacjach prostaty, z parciami naglącymi, bólem miednicy czy zaburzeniami pracy mięśni dna miednicy.
Specjaliści z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu rozwijają podejście łączące fizjoterapię, medycynę kliniczną, diagnostykę funkcjonalną i nowoczesne metody oceny pracy mięśni zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn. Chodzi o to, by leczenie było bardziej precyzyjne i oparte nie tylko na opisie objawów, ale także na obiektywnych danych. Badacze analizują między innymi aktywność mięśni dna miednicy, ustawienie miednicy, napięcie mięśniowe, koordynację oddechu i postawy oraz skuteczność metod takich jak wysokoindukcyjna stymulacja elektromagnetyczna. W diagnostyce wykorzystują między innymi elektromiografię powierzchniową i elastografię.
"Proszę ćwiczyć mięśnie Kegla" to za mało
Jak podkreśla dr hab. Kuba Ptaszkowski, prof. Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu z Zakładu Fizjoterapii Klinicznej i Rehabilitacji Uniwersyteckiego Centrum Fizjoterapii i Rehabilitacji, nowoczesna rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna nie polega na tym, by każdemu pacjentowi zalecić ten sam zestaw ćwiczeń i powiedzieć np. "proszę ćwiczyć mięśnie Kegla".
- Najpierw musimy sprawdzić, czy pacjentka w ogóle prawidłowo aktywuje mięśnie dna miednicy, czy potrafi je rozluźnić, czy problemem jest osłabienie, nadmierne napięcie, brak koordynacji, ból, blizna, zaburzenie oddechu, postawy albo kontroli ciśnienia w jamie brzusznej - wyjaśnia ekspert.
To ważne, bo podobne objawy mogą mieć różne przyczyny. U jednej osoby problemem będzie osłabienie mięśni, u innej ich nadmierne napięcie. U części pacjentek i pacjentów znaczenie będą miały przebyte porody, blizny, operacje, sposób oddychania, postawa ciała albo nieprawidłowa kontrola ciśnienia w jamie brzusznej. Dlatego terapia powinna być dobrana indywidualnie, a nie sprowadzona do jednego, uniwersalnego zalecenia.
Sukcesem może być przespana noc
W rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej celem nie zawsze jest wyłącznie poprawa wyniku badania. Dla osób z nietrzymaniem moczu czasem ważniejsze jest odzyskanie swobody w codziennym życiu. - Dla pacjenta sukcesem bywa to, że może wrócić do biegania, przespać noc, pójść na spotkanie albo przestać nosić wkładki zabezpieczające. W badaniach oceniamy parametry pracy mięśni, ale równie ważny jest praktyczny efekt terapii, czyli to, czy pacjent lepiej funkcjonuje. Poprawa jakości życia jest jednym z najważniejszych celów terapii - podkreśla prof. Ptaszkowski.
Do specjalisty warto zgłosić się między innymi wtedy, gdy pojawia się nietrzymanie moczu przy kaszlu, kichaniu, śmiechu, wysiłku lub bieganiu. Niepokojącym objawem może być też nagła, trudna do powstrzymania potrzeba oddania moczu, częste wizyty w toalecie, wstawanie w nocy, uczucie ciężkości lub obniżenia narządów miednicy, ból w obrębie miednicy, krocza lub podbrzusza. Pomocy warto szukać także przy dolegliwościach po porodzie, po operacjach urologicznych lub ginekologicznych, a także wtedy, gdy pojawiają się trudności w życiu intymnym związane z bólem, napięciem lub dyskomfortem.
Jak wygląda pierwsza wizyta
Eksperci zaznaczają, że pierwsza wizyta nie powinna kojarzyć się z bólem, skrępowaniem ani przymusem. Zwykle zaczyna się od rozmowy: analizy objawów, stylu życia, aktywności fizycznej, przebytych porodów lub operacji. Dopiero później dobierany jest zakres badania funkcjonalnego. Jeżeli diagnostyka dotyczy intymnych obszarów ciała, szczególne znaczenie mają zgoda pacjenta, wyjaśnienie każdego etapu i możliwość przerwania procedury w dowolnym momencie.
Terapia zwykle trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Część osób pierwsze efekty obserwuje już po kilku wizytach i wdrożeniu zaleceń domowych. W przypadkach przewlekłych, bólowych lub pooperacyjnych potrzebny może być jednak dłuższy proces. Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej można korzystać przede wszystkim w wyspecjalizowanych gabinetach fizjoterapii, poradniach rehabilitacyjnych oraz wybranych ośrodkach medycznych współpracujących z lekarzami.
System nie ma jasnej ścieżki
Niestety, w ramach NFZ nie funkcjonuje obecnie powszechnie dostępna, odrębna ścieżka świadczeń określanych wprost jako rehabilitacja uroginekologiczna. Mimo skali problemu uroginekologia nie funkcjonuje także w Polsce jako osobna specjalizacja. Brakuje też sieci ośrodków referencyjnych, do których mogłyby trafiać pacjentki z bardziej skomplikowanymi dolegliwościami. Zdaniem ekspertów wiedza o patologiach dna miednicy jest stosunkowo nowa, wciąż zbyt słabo obecna w kształceniu podyplomowym lekarzy i w żadnej z podstawowych specjalizacji nie ma wystarczająco dużo miejsca, by przygotować lekarzy do pełnego, kompleksowego leczenia chorób dna miednicy.
- W żadnej z naszych specjalizacji pierwotnych nie ma na tyle czasu, żeby wykształcić ginekologa czy urologa w pełni kompetentnego do tego, żeby zająć się kompleksowo chorobami dna miednicy (…) Efekt jest tego taki, że leczymy mało efektywnie i generujemy dużo powikłań – mówi cytowana przez tvn24.pl prof. Ewa Barcz, kierownik Katedry Ginekologii i Położnictwa Wydziału Medycznego Collegium Medicum, Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Dlatego lekarze podkreślają, że potrzebne są wyspecjalizowane ośrodki i zespoły, w których pacjentką zajmowaliby się wspólnie lekarze, położne i fizjoterapeuci. To ważne także dlatego, że - przy spadającej liczbie porodów - położne mogłyby odgrywać większą rolę w opiece nad kobietami z problemami dna miednicy.