Protest po Ministerstwem Zdrowia zorganizował Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP), reprezentujący 230 szpitali powiatowych. - Widzimy w naszych szpitalach totalne niedofinansowanie - mówią przedstawiciele związku i wskazują na "głodzenie" przez NFZ i brak strategii systemowej. Protestujący podkreślają, że trudna sytuacja szpitali powiatowych bezpośrednio uderza w dostęp do leczenia dla lokalnych społeczności.
Co postulują protestujący?
Oszczędności, które MZ chce poczynić, dotyczą przed wszystkim szpitali powiatowych - zwrócił uwagę Waldemar Malinowski, prezes OZPSP podczas briefingu prasowego pod budynkiem resortu. Tłumaczył, że protest "nie wziął się z niczego". - Ministerstwo cały czas mówi o dialogu, mówi o rozwiązaniach, że wychodzi naprzeciw naszym postulatom. My tego tak nie odczuwamy - mówił i przedstawił sześć kluczowych punktów, "które mówią o bieżącej sytuacji":
- zapłata za świadczenia medyczne wykonane w 2025 r., zarówno limitowane, jak i nielimitowane, oraz wprowadzenie regularnych miesięcznych rozliczeń świadczeń nielimitowanych
- zapewnienie stabilnego finansowania skutków wzrostu wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia z budżetu państwa
- działania zapobiegające dalszemu obniżaniu przychodów szpitali powiatowych
- urealnienie wycen świadczeń zdrowotnych do rzeczywistych kosztów ich udzielania
- przywrócenie odrębnego finansowania standardu żywienia pacjentów wraz z mechanizmem waloryzacji
- zwiększenie wartości kontraktów dla placówek, które w pełni zrealizowały świadczenia w 2025 r.
- Szpitale nie mogły zaplanować wydatków, kupić leków i sprzętu, bo ich płynność finansowa została zachwiana - mówił prezes Malinowski. Zaznaczył, że trzy lata negocjacji prowadzonych przez MZ w sprawie zmiany mechanizmu podwyżkowego płac minimalnych nie przyniosły efektu. Podkreślił, że coroczne podwyżki wchodzą w życie w lipcu i szpitalom kończy się czas na przygotowanie do tego procesu. Malinowski dodał, że politycy nie zabezpieczyli pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń. - Nie możemy pozwolić na to, by środki na podwyżki były z pieniędzy na leczenie pacjentów - zaznaczył. Zauważył, że OZPSP daje MZ czas do końca marca na rozwiązanie problemu finansowania podwyżek płac minimalnych. Postulaty w imieniu resortu odebrał wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. - Bezpieczeństwo pacjentów jest dla nas wszystkich bardzo ważne i na pewno wspólny dialog, współpraca i dalsza praca nad zmianą systemu ochrony zdrowia, to jedyna droga, by rozwiązać współczesne problemy - powiedział. Zadeklarował też gotowość do rozmów ze związkiem.
"Nie będziemy protestować przeciwko sobie"
Kwestia wynagrodzeń, a dokładnie lipcowych podwyżek, okazała się "kością niezgody" między OZPSP, a innymi organizacjami. Do protestu nie przyłączyły się m.in. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP), Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii (OZZPF), Ogólnopolski Związek Zawodowy Ratowników Medycznych (OZZRM).
"To pracodawcy chcą ograniczyć i zmienić ustawę o minimalnych wynagrodzeniach pielęgniarek i położnych. Postulują do ministra zdrowia o zmniejszenie naszych gwarantowanych pensji. I to właśnie oni organizują protest 3 marca. Nie dajmy się w to wciągnąć. (…) Nie będziemy protestować przeciwko sobie. Bronimy naszych praw, naszej pracy i naszego wynagrodzenia" - napisali w swoim komunikacie przedstawiciele OZZPiP.
NFZ obniża wydatki na świadczenia z zakresu AOS?
Postulaty protestujących poparł za to m.in. samorząd lekarski, krytykując sposób, w jaki do rozliczania świadczeń limitowanych podchodzi NFZ. "Współczynnik 0,75 wprowadzony przez @NFZ_GOV_PL#AOS oznacza, że placówki mogą otrzymać o 25 proc. niższe wynagrodzenie za prawidłowo wykonane świadczenia. To rozwiązanie może doprowadzić do ograniczania wizyt kontrolnych i kwalifikowania pacjentów nie według wskazań medycznych, lecz według wskaźników administracyjnych" - napisali przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej na platformie x.
Szerzej tłumaczyli to w swoim apelu do Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Pacjenta z 26 lutego br. "W ocenie Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej podstawowym celem zarządzenia Prezesa NFZ nie jest wcale motywowanie placówek AOS do zwiększenia liczby przyjmowanych pacjentów pierwszorazowych, bowiem gdyby taki był jego cel, to Prezes NFZ zastosowałaby współczynnik premiujący placówki, które osiągnęły najwyższy poziom pacjentów pierwszorazowych (dodatni współczynnik większy od 1,0)" - uważa samorząd lekarski. "Rzeczywistym celem zarządzenia Prezesa NFZ jest niewątpliwie obniżenie wydatków na finansowanie świadczeń z zakresu AOS poprzez wypłatę placówkom AOS wynagrodzenia poniżej kosztów wyceny danego świadczenia, które docelowo odbije się niekorzystnie na pacjentach tych placówek" - napisano.
Przypomnijmy: wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka mówiła w zeszłym tygodniu w Sejmie, że nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych, czyli m.in. procedur ratujących życie, wyniosły 812 mln 600 tys. zł. Natomiast nadwykonania świadczeń limitowanych, czyli m.in. planowanych zabiegów szpitalnych, to 3 mld 770 mln zł.
Z kolei Filip Nowak, prezes NFZ, poinformował w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że realizacja nadwykonań w świadczeniach limitowanych nie wynika wyłącznie z potrzeb zdrowotnych danej społeczności, ale również z możliwości płatnika - w części województw zaproponowane zostało ich sfinansowanie, ale z wykorzystaniem stawki degresywnej, czyli stanowiącej tylko część bazowej wyceny.
- Degresja została zaproponowana w zakresach, które były kiedyś płacone w 100 procentach. W rehabilitacji neurologicznej, czyli u ludzi po udarach, wylewach, dla których rehabilitacja to podstawowe narzędzie leczenia i możliwość powrotu do życia zawodowego, zaproponowano 30 procent degresji, co nie pokrywa nawet kosztów poniesionych przez szpital. Domagamy się negocjacji w tym zakresie. To musi być w jakiś sposób przewidywalne, a my boksujemy się z tym już trzeci rok. W roku ubiegłym była degresja na poziomie od 60 do 90 procent. W tej chwili jest to od 30 procent. To zaniżony poziom - komentował w rozmowie z tvn24.pl Waldemar Malinowski, prezes OZPSP.
Za co i kiedy zapłaci Fundusz?
Zwróciliśmy się do Narodowego Funduszu Zdrowia o udzielenie informacji w sprawie nierozliczonych świadczeń z 2025 roku. Czy szpitale dostały już zapłatę za świadczenia nielimitowane i programy lekowe? Czy, kiedy i w jakiej wysokości NFZ rozliczy nadwykonania limitowane? Z jakiego planu finansowego pochodzą/będą pochodzić pieniądze na te rozliczenia? - pytaliśmy.
"Narodowy Fundusz Zdrowia zamknął pod kątem finansowym 2025 r. To standardowa procedura, której finał ma miejsce zawsze w II połowie lutego każdego roku. (...) W pierwszej kolejności rozliczy nadwykonania nielimitowane. Środki na ten cel trafią do placówek medycznych, głównie szpitali, jeszcze w marcu 2026 r." - czytamy w odpowiedzi od Pawła Florka, dyrektora Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.
Jak to wygląda w liczbach? Według informacji z NFZ po podsumowaniu 2025 r. kwota nadwykonań to:
- nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych (np. udary, zawały, porody, diagnostyka obrazowa, wizyty u lekarzy specjalistów): 1,62 mld zł
- nadwykonania limitowane za leki w programach lekowych i w chemioterapii: 1,09 mld zł
- pozostałe nadwykonania w świadczeniach limitowanych: 2,61 mld zł (z uwzględnieniem korekty, tzw. degresji).
A co z nadwykonaniami w świadczeniach limitowanych? "Według prawa nie są one zobowiązaniem NFZ, czyli de facto Fundusz nie musi za nie płacić. Jednak, jeśli w planie finansowym, a ściślej w budżetach konkretnych oddziałów wojewódzkich NFZ, zostają wolne środki, wtedy także za te nadwykonania NFZ może zapłacić, choć nie w pełnej wysokości" - czytamy we wspomnianej odpowiedzi. Jak tłumaczy NFZ, są regiony, których możliwości budżetowe są większe, jednak dla większości "ten mechanizm jest mniej korzystny, dlatego muszą oglądać każdą złotówkę po kilka razy, co nie pozostanie bez wpływu na płatności za nadwykonania limitowane".
Opracowała Agnieszka Pióro/adan
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Piotr Nowak/PAP