Rodzice dzieci z guzami mózgu apelują o przywrócenie zamkniętego oddziału

Onkologia dziecięca
Brak lekarzy sprawił, że leczenie dzieci z guzami mózgu nie jest obecnie prowadzone w Zabrzu
Źródło zdj. gł.: TVN24
Rodzice dzieci chorych onkologicznie rozpoczęli zbiórkę podpisów pod apelem o przywrócenie leczenia dzieci z guzami mózgu i innymi guzami litymi w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Po połączeniu oddziałów w Katowicach i Zabrzu część specjalistów nie podjęła pracy w nowym ośrodku, a mali pacjenci wymagający leczenia neuroonkologicznego są dziś kierowani do Warszawy i Łodzi.

- Do tej pory leczyliśmy się w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka. Już myślałam, że po prostu ten szpital był jak taka układanka z puzli. Tam byli wszyscy specjaliści, tu wszystko miało ręce i nogi. W tym momencie (...) wylądowaliśmy w szpitalu w Zabrzu, w zasadzie można powiedzieć, że już nawet nie w Zabrzu, bo odesłano nas do Warszawy. Więc ta układanka została rozsypana. W tym momencie jako rodzice walczymy o bezpieczne leczenie, czyli przywrócenie oddziału w Katowicach. Jest to dla nas priorytet dla obecnie leczących się dzieci i dla rodziców dzieci, którzy zderzą się z tą rzeczywistością - mówi w rozmowie z TVN24 mama jednego z pacjentów GCZD.

Otwarte 1 lipca centrum w Zabrzu powstało z połączenia oddziałów onkologicznych ze wspomnianego Szpitala Klinicznego w Zabrzu i Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka (GCZD) w Katowicach. Przez lata oddziały onkologii dziecięcej w Katowicach i Zabrzu funkcjonowały równolegle, współpracując ze sobą. Teraz sytuacja się zmieniła.

- Umiejscowienie oddziału w nowym Centrum w Zabrzu, bez pełnego zaplecza diagnostyczno-konsultacyjnego może być niebezpieczne dla dziecka - z zagrożeniem życia włącznie, jeśli na przykład wymaga ono pilnej konsultacji specjalistycznej - pilnej oceny neurochirurgicznej czy pilnego zabiegu neurochirurgicznego - argumentowała w rozmowie z tvn24.pl dr Agnieszka Mizia-Malarz, dotychczasowa ordynator onkologii dziecięcej w GCZD w Katowicach, 10 lipca br.

Plan zakładał m.in., że do Zabrza przejdą lekarze specjalizujący się w leczeniu dzieci z guzami mózgu. Kadra miała przejść do nowego centrum w ramach Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu (SPSK nr 1). Oba podmioty są zarządzane przez Śląski Uniwersytet Medyczny. Dotychczas w Katowicach leczono guzy mózgu i guzy lite, a w Zabrzu m.in. białaczki.

Do porozumienia jednak nie doszło. Lekarki specjalistki z GCZD w ostatniej chwili rozwiązały umowy z siedmiodniowym okresem wypowiedzenia. Szpital w Zabrzu przekazał wtedy rodzicom małych pacjentów, że będą musieli leczyć swoje dzieci poza województwem śląskim z powodu braku odpowiedniego personelu.

Rodzice i lekarki apelują o przywrócenie oddziału

Rodzice powołali komitet społeczny i rozpoczęli zbiórkę podpisów pod apelem o przywrócenie leczenia dzieci z guzami mózgu w Katowicach. Szpital deklaruje poszukiwanie nowych lekarzy oraz nie wyklucza wznowienia rozmów z lekarkami, które wcześniej miały przejść do Zabrza.

Przywrócenia oddziału w GCZD chcą również lekarki, które pracowały na zamkniętym oddziale Hematologii i Onkologii Dziecięcej w Katowicach. "Chodzi wyłącznie o zdrowie i życie dzieci" - argumentują.

Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej w liście otwartym stwierdził, że "zaistniałą sytuację na Śląsku należy potraktować jako kryzysową i podjąć odpowiednie pilne kroki naprawcze, co leży w gestii Dyrekcji Szpitali Klinicznych oraz Władz Śląskiego Uniwersytetu Medycznego". Dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu (SPSK nr 1) Dariusz Budziński przekazał tvn24.pl 10 lipca br, że nowe centrum "zostało przygotowane do przejęcia opieki nad pacjentami zarówno od strony organizacyjnej, lokalowej, sprzętowej, diagnostycznej, jak i proceduralnej".

Połączenie oddziałów wzbudziło obawy rodziców
Źródło: TVN24

W razie powikłań dzieci trzeba przewozić do Katowic

Przeniesienie oddziału oznacza, że w sytuacjach wymagających pilnej konsultacji lub zabiegu pacjenci będą transportowani karetką z Zabrza do Katowic. To właśnie obawy o bezpieczeństwo dzieci miały być jednym z głównych powodów, dla których część specjalistów nie zdecydowała się na pracę w nowym miejscu. Ale dyrekcja SPSK nr 1 widzi to inaczej.- Trudno uznać za spójną narrację, zgodnie z którą nadrzędnym celem zespołu (z Katowic - przyp. red.) miało być wyłącznie zapewnienie jak najlepszej jakości opieki medycznej dzieciom chorym onkologicznie, w sytuacji, gdy w pierwszym dniu pracy w nowym miejscu cały zespół lekarzy specjalistów złożył oświadczenia o rozwiązaniu stosunku pracy z siedmiodniowym uprzedzeniem, a następnie poinformował pracodawcę o niezdolności do pracy obejmującej cały ten okres - przekazał nam dyrektor Budziński.

Obecnie brak specjalistów uniemożliwia prowadzenie terapii dzieci z nowotworami mózgu. Pozostali mali pacjenci onkologiczni nadal są leczeni w zabrzańskim ośrodku, jednak dzieci wymagające neuroonkologii kierowane są do innych wyspecjalizowanych placówek w Warszawie i Łodzi.

- To wszystko trwa, a mali pacjenci i ich rodzice są narażeni nie tylko na koszty podróży, ale przede wszystkim na nerwy, stres i leczenie w innych miastach. Dziecko, które ma przyjąć chemię, jedzie 300 kilometrów do Warszawy, tam spędza dwa dni, przyjmuje przez 30 minut chemię i później wraca do województwa śląskiego. To często są także powikłania wymagające kolejnych konsultacji. Trudno uwierzyć, że w tak dużej aglomeracji jak województwo śląskie dzieci z guzami mózgu nie mogą być leczone na miejscu - relacjonowała na antenie TVN24 reporterka Małgorzata Marczuk.

Źródło: TVN24, tvn24.pl
Autorka/Autor: Małgorzata Marczuk
Czytaj także: