- Nawet sporadyczne epizody intensywnego picia mogą uszkadzać wątrobę. Amerykańscy naukowcy wskazali, ile drinków wystarczy, by uruchomić ten proces - osobno dla kobiet i mężczyzn.
- Osoby pijące intensywnie choć raz w miesiącu są niemal trzykrotnie bardziej narażone na uszkodzenia narządu niż te, które piją tę samą ilość rozłożoną w czasie.
- Nawet u pacjentów z zaawansowaną marskością wątroby możliwe jest cofnięcie zmian. Jak osiągnąć ten medyczny "cud"?
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie".
Wyniki badań naukowców z Keck Medicine przy University of Southern California opublikowane w "Clinical Gastroenterology and Hepatology" pokazują, że to właśnie epizody intensywnego picia - nawet rzadkie - są jednym z kluczowych czynników uszkodzenia wątroby. Problem nabiera szczególnego znaczenia, jeśli uwzględnić, że metaboliczna stłuszczeniowa choroba wątroby (MASLD) dotyczy już około jednej trzeciej dorosłych na świecie. W połączeniu z takim wzorcem picia tworzy to realne ryzyko przyspieszonego włóknienia i niewydolności tego narządu - ostrzegają naukowcy.
Kiedy styl picia staje się wyrokiem
Tradycyjne podejście medyczne koncentrowało się do tej pory głównie na całkowitej ilości spożywanego alkoholu w skali tygodnia czy miesiąca. Badacze z Kalifornii pokazują jednak, że kluczowe znaczenie ma sposób, w jaki alkohol jest spożywany - to on w największym stopniu wpływa na proces powstawania blizn w tkance wątrobowej. Jak podkreśla główny autor badania Brian Lee, dotychczasowa praktyka skupiała się na łącznej dawce, pomijając jej rozkład w czasie.
Wyniki obserwacji sugerują, że dla wątroby znacznie bardziej obciążający jest jednorazowy "atak" dużą dawką toksyny niż regularne picie małych porcji. To ważny sygnał dla osób, które na co dzień nie piją, ale okazjonalnie sięgają po alkohol w większych ilościach - na przykład podczas weekendowych spotkań czy uroczystości.
Cztery drinki dla kobiet, pięć dla mężczyzn
Naukowcy precyzyjnie zdefiniowali, co oznacza "intensywne picie". Za niebezpieczną granicę uznano spożycie co najmniej czterech drinków w ciągu jednego dnia w przypadku kobiet oraz pięciu drinków w przypadku mężczyzn.
Z analizy statystycznej wynika, że osoby, które pozwalały sobie na taką dawkę alkoholu przynajmniej raz w miesiącu, były niemal trzykrotnie bardziej narażone na rozwój zaawansowanego włóknienia wątroby w porównaniu do tych, którzy dokładnie taką samą ilość alkoholu rozkładali równomiernie w czasie, pijąc rzadziej i w mniejszych porcjach. To porównanie pokazuje, że organizm nie radzi sobie z nagłym przeciążeniem metabolicznym, co bezpośrednio przekłada się na głębokość uszkodzeń tkanek.
U podstaw tego zjawiska leży mechanizm przeciążenia filtracyjnego. Przyjęcie naraz dużych ilości alkoholu drastycznie obciąża wątrobę, która nie nadąża z neutralizacją toksyn. Powoduje to nasilenie stanu zapalnego, co z kolei stymuluje proces włóknienia - czyli zastępowania zdrowych komórek tkanką bliznowatą.
Naukowcy zaobserwowali prostą zależność: im więcej alkoholu wypijamy jednorazowo, tym silniejszy jest proces włóknienia. Choć badanie pierwotnie dotyczyło pacjentów z MASLD, Brian Lee podkreśla, że wyniki te mogą odnosić się do znacznie szerszej populacji. Sytuację pogarsza fakt, że w ciągu ostatnich dwóch dekad częstotliwość chorób wątroby związanych z alkoholem podwoiła się. Eksperci wiążą to ze wzrostem spożycia w czasie pandemii oraz rosnącą plagą otyłości i cukrzycy, które osłabiają wątrobę jeszcze przed kontaktem z alkoholem.
Nadzieja w beznadziei: marskość można cofnąć
Choć wizja uszkodzonej wątroby budzi niepokój, współczesna hepatologia koryguje wcześniejsze przekonania na temat nieodwracalności choroby. Międzynarodowe badania pod kierownictwem ekspertów z Wiednia obalają to przekonanie, udowadniając, że nawet w ciężkim stadium organ ten posiada zdumiewające zdolności regeneracyjne.
W badaniu wzięło udział 633 pacjentów ze "zdekompensowaną" marskością wątroby. Jest to stan skrajnie niebezpieczny, w którym narząd przestaje pełnić funkcje metaboliczne, co objawia się gromadzeniem płynu w jamie brzusznej (wodobrzuszem), zaburzeniami świadomości (encefalopatią) czy groźnymi krwawieniami z przełyku. Dotychczas uważano, że to medyczna "granica", zza której nie ma powrotu. Jednak wyniki pokazały coś zupełnie innego: aż co trzeci pacjent z tak ciężkim uszkodzeniem może liczyć na spektakularną regenerację, jeśli natychmiast po wystąpieniu pierwszych epizodów dekompensacji rozpocznie całkowitą abstynencję.
Stan, w którym funkcja wątroby ulega wyraźnej poprawie, a wszystkie dramatyczne powikłania ustępują, medycyna nazywa rekompensacją. Obserwacje prowadzone przez pięć lat wykazały, że u jednej trzeciej badanych nastąpiło nie tylko zatrzymanie choroby, ale wręcz cofnięcie się zmian, które uznawano za bezpowrotne. Benedikt Hofer, współautor pracy opublikowanej w "Journal of Hepatology", podkreśla, że te dane dają nową nadzieję tysiącom ludzi, którzy do tej pory czekali jedynie na przeszczep.
Co uderzające, w grupie pacjentów, u których doszło do regeneracji i którzy wytrwali w trzeźwości, odnotowano zerową śmiertelność z przyczyn związanych z wątrobą. Co więcej, u osób tych znacząco spadło ryzyko rozwoju raka wątroby, a ich ogólne rokowania uległy diametralnej poprawie.
Klucz do sukcesu: liczy się każda godzina abstynencji
Jak osiągnąć ten medyczny "cud"? Odpowiedź jest prosta: zmianą stylu życia. A konkretnie - fundamentem rekompensacji jest całkowita i wczesna abstynencja. Prof. Thomas Reiberger wyjaśnia, że timing jest tu kluczowy: natychmiastowe odstawienie alkoholu ponad dwukrotnie zwiększa szansę na uratowanie narządu, który jest już w stanie choroby.
Usunięcie toksycznego czynnika pozwala organizmowi uruchomić własne procesy naprawcze, zanim uszkodzenia staną się totalne. Wątroba potrafi naprawiać swoje struktury, o ile tylko przestaniemy ją systematycznie truć.
Marskość wątroby jest podstępna, ponieważ przez długi czas może rozwijać się niemal bezobjawowo. Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na sygnały, które wysyła organizm. Do najczęstszych należą:
- przewlekłe i niewyjaśnione zmęczenie,
- utrata apetytu i spadek masy ciała,
- żółtaczka (zażółcenie skóry i białek oczu),
- obrzęki nóg oraz pajączki naczyniowe na skórze.
Wystąpienie choćby jednego z tych objawów powinno skłonić do natychmiastowej diagnostyki, gdyż wczesne wykrycie zmian daje największe szanse na ich odwrócenie.
Z najnowszego raportu opracowanego na podstawie badań ogólnopolskiego panelu Ariadna wynika, że alkohol pije aż 84 procent dorosłych Polaków, a ponad jedna czwarta - około 28 procent - sięga po niego co najmniej raz w tygodniu. Oznacza to, że regularne picie deklaruje około 8,7 miliona osób. Dodatkowo 8 procent badanych przyznaje, że pije kilka razy w tygodniu, co według ekspertów znacząco zwiększa ryzyko chorób wątroby i innych poważnych powikłań zdrowotnych - pisaliśmy o tym w tvn24.pl.
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock