- "Blue Monday", który w tym roku miałby przypadać na 19 stycznia, to owoc taktyki marketingowej, która miała zwiększyć sprzedaż wycieczek.
- Prof. Michał Białek, psycholog moralności z Uniwersytetu Wrocławskiego, nazywa ją "teorią zombie". Na czym polega taka koncepcja?
- Mechanizm działania ludzkiej pamięci utrudnia "odinstalowanie" fałszywych informacji. Dlaczego?
- Zimą łatwiej o gorsze samopoczucie. Jak radzić sobie z zimowymi spadkami nastroju, a kiedy zgłosić się do specjalisty? Zapytaliśmy psycholożki.
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl. Warto też słuchać "Wywiadu medycznego".
Mit Blue Monday - rzekomo najbardziej depresyjnego dnia w roku - wraca co roku w styczniu, choć został dawno obalony przez naukę. - To ekstremalny przykład totalnej bzdury. Do dostrzeżenia tego absurdu nie potrzeba wyrafinowanej wiedzy -uważa prof. Michał Białek, psycholog moralności z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Dobry pomysł na biznes
Termin Blue Monday został stworzony przez psychologa Cliffa Arnalla w 2005 roku. Pisaliśmy w tvn24.pl, że zgodnie ze wzorem przedstawionym przez Arnalla, Blue Monday co roku wypada w trzeci poniedziałek stycznia. Przy wyznaczaniu wzoru Arnall wziął pod uwagę takie czynniki, jak m.in. pogoda, domowe finanse, czas, jaki upłynął od Bożego Narodzenia, czy niedotrzymanie postanowień noworocznych.
Prof. Michał Białek tłumaczy, że stworzenie wiarygodnego wzoru na "najgorszy dzień roku" jest niemożliwe. - Tam są takie elementy, jak: pogoda (różniąca się przecież na całej Ziemi), do której dodaje się dług, a więc brakujące nam pieniądze. Jest też i czas od Bożego Narodzenia podniesiony do potęgi niedotrzymanych postanowień noworocznych. Co tu dużo mówić - ten algorytm jest konstruowany jako żart - mówi.
- De facto to taktyka marketingowa. Miała zwiększyć sprzedaż wycieczek. Blue Monday to mit, który nie ma poparcia w badaniach naukowych - mówił w rozmowie z tvn24.pl Tomasz Rachwalski, który w Krakowie współorganizuje inicjatywy związane ze zdrowiem psychicznym, m.in. seminarium na temat Blue Monday. Zdaniem psychologa wiara w Blue Monday może być szkodliwa, bo wielu osobom służy do tłumaczenia sobie obniżonego nastroju. - Jest ryzyko, że będziemy wykorzystywać Blue Monday do usprawiedliwienia lenistwa, braku motywacji, braku wiary w działania na co dzień podejmowane - stwierdził.
O rzekomym wyznaczeniu najbardziej depresyjnego dnia roku poinformowali dziennikarze w prasie. Prof. Białek tłumaczy, że aby sprawdzić, czy dana teza ma sens, należy poszukać potwierdzenia w badaniach naukowych i w recenzowanym czasopiśmie naukowym. Dlaczego? - Recenzje to system bezpieczników. W dobrych pismach naukowych odrzuca się średnio cztery na pięć nadesłanych tekstów - zaznacza prof. Michał Białek. Każdy artykuł trafia do ekspertów z danej dziedziny, którzy sprawdzają poprawność logiczną i merytoryczną tekstu, a także jego zgodność z dostarczonymi danymi.
Profesor podkreśla, że w przypadku Blue Monday recenzenci od razu zapytaliby o dane potwierdzające założenia - na przykład o to, czy w ten dzień faktycznie odnotowuje się więcej hospitalizacji psychiatrycznych. Ponieważ takich danych nie ma, teoria nie miałaby szans na naukową publikację. W dobrych pismach naukowych odrzuca się średnio cztery na pięć nadesłanych tekstów. Proces publikacji trwa rok, dwa, a recenzenci często żądają od autorów dodatkowych badań i poprawiania tekstu. To wysoka poprzeczka, która ma gwarantować jakość.
Ekspert przypomina również, że w idealnym świecie nauki błędy wychwytuje się dzięki replikacji, czyli powtórzeniu badań przez niezależny zespół. Najczęściej replikuje się te wyniki, które trafiły do mainstreamu, a poziom rzetelności różni się w zależności od dziedziny. - Najbardziej nierzetelne według wskaźników replikacji są nauki o żywieniu i badania sportowe, gdzie poziom replikowalności wynosi 15-20 proc. - wskazuje. Dla porównania, w psychologii potwierdza się 30-60 proc. badań.
"Teoria zombie"
Mimo obalenia przez naukę takich idei, jak Blue Monday, trudno o to, by zniknęły bezpowrotnie ze świadomości społecznej. - Niezwykle trudno usunąć z pamięci informacje, które raz się już zapamiętało, nawet jeśli wiemy już, że nie są prawdziwe - mówi prof. Białek. Dlatego właśnie pseudonaukowe koncepcje, nawet gdy zostaną zdemaskowane, potrafią żyć własnym życiem przez lata. Ekspert nazywa je "teoriami zombie".
- Jak czasem się mawia: "teorie nie umierają, umierają ludzie, którzy w nie wierzą". Trzeba po prostu poczekać na wymianę pokoleniową, bo nauczonej raz bzdury niemal nie da się z głowy usunąć - uważa psycholog
Profesor Białek wyjaśnia, że mechanizm działania ludzkiej pamięci utrudnia "odinstalowanie" fałszywych informacji. - Wiedza w głowie nie ma etykietki ze źródłem. Pamięć to nie biblioteka, gdzie mogę sprawdzić, czy dana informacja pochodzi z rzetelnej książki, czy z plotki. To sieć wzajemnie powiązanych informacji. Więc te wszystkie fake newsy, przekonania, zasłyszane plotki, historyjki mają ten sam status. Raz wmontowana do pamięci bzdura staje się elementem naszego rozumienia świata. Wyjęcie tych informacji z całej sieci jest niesamowicie trudne, o ile w ogóle możliwe. Nawet jeśli dowiemy się, że Blue Monday to nieprawda, nie wymażemy tego pojęcia z mózgu. Może tam najwyżej powstać "nadpis" o treści: "to bujda", ale pierwotne skojarzenie pozostaje - tłumaczy prof. Białek. Jak dodaje, przekonanie ludzi, że coś jest nieprawdą, trochę działa jak polecenie "nie myśl o słoniu". - To wymaga pomyślenia o słoniu - zauważa ekspert.
Dobre strony Blue Monday
Jednak funkcjonowanie Blue Monday w świadomości społecznej ma również pewne dobre strony. Trzeci poniedziałek stycznia stał się okazją do zwrócenia uwagi na kwestie związane ze zdrowiem psychicznym i podejmowanie działań zmierzających do tego, by o nie zadbać. Problem jest poważny: z szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że do 2030 roku depresja stanie się najczęściej występującą chorobą psychiczną.
- Według danych Światowej Organizacji Zdrowia z zaburzeniami psychicznymi żyje obecnie ponad miliard osób na świecie, a depresja znajduje się wśród najczęściej diagnozowanych chorób, szczególnie w grupie młodych dorosłych. WHO szacuje również, że rocznie w wyniku samobójstwa ginie około 720 tys. osób, dlatego każdy moment jest dobry, aby przybliżać temat zdrowia psychicznego i zachęcać do szukania profesjonalnego wsparcia - tłumaczy Sylwia M. Bartczak, psycholożka enel-med.
Jak poprawić sobie nastrój? Rady ekspertki
Zimą wielu z nas czuje, że energia gdzieś ulatuje. Krótsze dni, brak słońca, zimno, które wciska się pod kurtkę i w codzienny nastrój - wszystko to sprawia, że częściej dopada nas zmęczenie, zniechęcenie i gorszy humor. Jak więc najlepiej w mroźne dni poprawiać sobie nastrój, aby nie ulegać Blue Monday'owi i innym tego typu teoriom?
- Zima to czas, kiedy szczególnie warto zwolnić i uważniej wsłuchać się w swoje potrzeby - podkreśla w rozmowie z tvn24.pl Sylwia M. Bartczak, psycholożka. - Ogromne znaczenie ma tu aktywność fizyczna, bo wiadomo, że ruch uwalnia endorfiny i pomaga nam się wyciszyć oraz poprawić nastrój.
Jak dodaje, równie ważne jest dbanie o zmysły i drobne przyjemności na co dzień. - Słuchanie ulubionej muzyki, otaczanie się zapachami, które lubimy, ulubiony napój w dłoni - to wszystko buduje poczucie komfortu. Warto też znaleźć czas na relaks - ciepła kąpiel, książka, chwilowe oderwanie od obowiązków pomagają odzyskać równowagę - mówi.
Ekspertka zwraca również uwagę na znaczenie wdzięczności i pozytywnego myślenia. - Może brzmi to banalnie, ale praktykowanie wdzięczności, afirmacje czy inne zdrowe nawyki naprawdę mają ogromne znaczenie, zwłaszcza zimą. Do tego zdrowy sen, zrównoważona dieta i pielęgnowanie relacji społecznych - to filary dobrego samopoczucia - tłumaczy Bartczak.
Wizyta u specjalisty to wciąż temat tabu
- Warto pamiętać, że jeśli obniżony nastrój, lęk czy brak energii utrzymują się dłużej, dobrze jest skonsultować się ze specjalistą - psychologiem, psychoterapeutą albo psychiatrą. Nie zawsze jesteśmy w stanie poradzić sobie sami, a sięgnięcie po pomoc nie jest oznaką słabości, tylko odpowiedzialności za siebie - podkreśla psycholożka.
Jej zdaniem wciąż funkcjonuje w społeczeństwie pewna stygmatyzacja związana z korzystaniem z pomocy psychologicznej. - Nadal pokutuje przekonanie, że do psychologa chodzą wyłącznie osoby z poważnymi zaburzeniami, choć na szczęście to się zmienia. Coraz częściej zgłaszają się do mnie osoby świadome, które chcą po prostu lepiej zadbać o swoje zdrowie psychiczne, tak jak dbają o ciało czy dietę - mówi specjalistka.
Ekspertka zauważa, że wciąż dużą barierą pozostaje lęk przed oceną otoczenia. - Wiele osób obawia się, że ktoś w pracy czy wśród bliskich dowie się o wizycie u psychologa i potraktuje to jako coś wstydliwego. A przecież dbanie o psychikę to ten sam rodzaj troski o zdrowie, co wizyta u kardiologa czy laryngologa. Nasze samopoczucie psychiczne wpływa bezpośrednio na całe życie - relacje, motywację, zdrowie fizyczne.
- Często powtarzam, że głowa to nasz wewnętrzny komputer. Jeśli o nią nie zadbamy, cała reszta zaczyna się psuć. Dlatego tak ważne jest, by nie bagatelizować kryzysów, tylko dać sobie prawo do profesjonalnego wsparcia - podsumowuje ekspertka.
Autorka/Autor: Anna Bielecka
Źródło: tvn24.pl, PAP, materiały prasowe
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock