|

Pacjent ma wrażenie, że jego serce "się potyka". Jak diagnozować arytmie?

W diagnostyce arytmii pomocne mogą być między innymi zegarki
W diagnostyce arytmii pomocne mogą być między innymi zegarki
Źródło: Shutterstock
U młodych osób najczęściej są nieprzyjemne, ale niegroźne. Zaburzenia rytmu serca mogą jednak zagrażać życiu. Problem w tym, że bywają zupełnie bezobjawowe. Zdarza się również, że pacjent ma poczucie arytmii, choć ta wcale u niego nie występuje. Dlatego tak ważna jest prawidłowa diagnostyka. Mogą w tym pomóc tzw. wearables, czyli zegarki mierzące tętno.Artykuł dostępny w subskrypcji
Kluczowe fakty:
  • U Marcina Rucińskiego pierwszą arytmię rozpoznano kilka miesięcy po tym, jak zachorował na grypę. Dziś ma już wszczepiony stymulator i przeszedł 11 zabiegów z powodu zaburzeń rytmu serca.
  • Kiedy serce pracuje zbyt wolno, mamy do czynienia z bradyarytmią, a kiedy zbyt szybko, mówimy o tachyarytmii. Arytmią nazywamy wszystkie sytuacje, w których serce pracuje nierówno. Jakie objawy mogą powodować te zaburzenia?
  • Jak diagnozować arytmie? Ważne jest między innymi to, aby nosząc holter EKG, zachowywać się tak, jak zazwyczaj.
  • Nie każda arytmia wymaga leczenia. To zależy od jej rodzaju, ryzyka powikłań oraz objawów, które pacjent odczuwa.
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl i w "Wywiadzie medycznym" Joanny Kryńskiej.

Marcin Ruciński ma za sobą już 11 ablacji, wewnątrznaczyniowych zabiegów stosowanych w leczeniu zaburzenia rytmu serca. Do czasu studiów nie zmagał się z żadnymi poważnymi problemami zdrowotnymi, ale jako dwudziestokilkulatek zachorował na grypę i nie wrócił do pełnej sprawności. Kilka miesięcy później po raz pierwszy w życiu stracił przytomność.

Początkowo przyczyn tego zdarzenia szukał u neurologa, jednak po wykonaniu badań został skierowany do kardiologa. Holter EKG wykazał epizody znacznej bradykardii - tętno spadało poniżej 30 uderzeń na minutę, a miejscami dochodziło do kilkusekundowych pauz. Najbardziej prawdopodobną przyczyną było przebyte zapalenie mięśnia sercowego związane z grypą.

W przypadku bradyarytmii (czyli sytuacji, gdy serce pracuje zbyt wolno) standardowo wszczepia się stymulator serca, niewielkie elektroniczne urządzenie, które reguluje rytm serca. Umieszcza się je pod skórą w okolicy obojczyka. Jednak Marcin usłyszał, że jest na to "za młody". Przez kolejne dwa lata funkcjonował z ograniczoną tolerancją wysiłku i nawracającymi zawrotami głowy, aż w końcu inny specjalista podjął decyzję o implantacji urządzenia. Zabieg wykonano w 2005 roku, dzień po jego 27. urodzinach.

Najpierw za wolno, potem za szybko

- Przez pewien czas życie ze stymulatorem było komfortowe, ale po jakimś czasie zacząłem odczuwać nagłe, bardzo szybkie bicie serca. Okazało się, że to trzepotanie przedsionków (czyli bardzo szybkie ich kurczenie się w regularnym, rytmicznym ruchu - red.), które leczy się zabiegowo - mówi Marcin.

Zaburzenia rytmu serca
Zaburzenia rytmu serca

Na czym polegają takie wewnątrznaczyniowe zabiegi? Podczas ablacji niszczy się fragment tkanki mięśnia sercowego, odpowiedzialny za zaburzenia rytmu serca u danego pacjenta.

- Fragment serca, który "uznaje, że teraz to on będzie rozrusznikiem", można było do niedawna zniszczyć na dwa sposoby - albo go przypalając, albo mrożąc go w trakcie krioablacji. Te zabiegi wykonujemy w znieczuleniu miejscowym, czyli pacjent nie śpi. Obecnie coraz bardziej rozwija się też inna metoda ablacji - elektroporacja, która wykorzystuje prąd o wysokim napięciu. Ten zabieg jest bardziej bolesny, więc przeprowadzamy go w znieczuleniu ogólnym - wyjaśnia dr n. med. Andrzej Hoffmann, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii, elektrofizjolog, kierownik Pracowni Elektrofizjologii i Ablacji, Górnośląskie Centrum Medyczne, I Klinika Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Jak mówi, u większości pacjentów jeden zabieg wystarczy do końca życia. Czasem jednak trzeba wykonywać powtórne ablacje, na przykład wtedy, kiedy arytmia ma charakter postępujący.

Problemy nie ustapiły

Po pierwszej ablacji u Marcina nastąpiła poprawa, jednak z czasem objawy powróciły. Kolejną diagnozą było migotanie przedsionków (czyli chaotyczne, nieskoordynowane ich pobudzanie - red.). Lekarze zaproponowali Marcinowi kolejny zabieg, tym razem polegający na tzw. izolacji żył płucnych.

Czytaj także: