Śmierć w klubie nocnym. Przed sądem stanie tancerka, która podawała klientowi alkohol

Wrocław

35-latek zmarł w klubie nocnym. Prokuratura oskarża byłe pracowniceGoogle Earth
wideo 2/6

Impreza w jednym z wrocławskich klubów nocnych zakończyła się tragicznie dla 35-letniego mężczyzny. W sprawie oskarżono dwie pracownice, w tym tancerkę, która podawała klientowi alkohol i byłą menadżerkę klubu. Akt oskarżenia trafił do sądu.

Do zdarzenia doszło w kwietniu 2017 roku w jednym z klubów nocnych przy wrocławskim Rynku. Informację o śmierci mężczyzny policja odebrała nad ranem. Początkowo nie informowano o przyczynach śmierci 35-latka. Nie wiadomo było więc, czy do jego zgonu mogły przyczynić się osoby trzecie.

Zabójcze osiem kieliszków

Jak opisuje "Gazeta Wrocławska", 35-letni mężczyzna bawił się w klubie ze swoim kolegą. W pewnym momencie skorzystał z usług jednej z zatrudnionych tam tancerek. W osobnej loży kobieta zaprezentowała mu prywatny taniec.

"Ważnym dowodem jest monitoring pokazujący co działo się w loży. W ciągu 20 minut kobieta podała mu do wypicia osiem kieliszków z alkoholem. Pierwsze cztery wypił, piąty wypluł. Szósty i siódmy tancerka sama wlewała mu do ust, ale 35-latek także wypluł alkohol" - opisuje "Gazeta Wrocławska" ustalenia śledztwa. Następnie kobieta miała podać mężczyźnie ósmy kieliszek. Tym rzucił o ziemię, a pięć minut później osunął się na ziemię.

Dwie kobiety oskarżone

Tancerka nie zostawiła swojego klienta, ale też nie wezwała pomocy. Jak opisuje gazeta, między innymi nacierała kark i plecy mężczyzny kostkami lodu. Gdy o czwartej nad ranem kolega 35-latka chciał zabrać go do domu, na pomoc było już za późno. Na miejsce wezwano policję i pogotowie. Po trwającej ponad godzinę reanimacji lekarz stwierdził zgon mężczyzny.

Za przyczynę śmierci mężczyzny uznano zatrucie alkoholem i przewlekłą chorobę serca. Badania toksykologiczne wykazały też w organizmie 35-latka ślady tak zwanej "pigułki gwałtu". Biegli nie wykluczyli jednak, że obecność substancji w takim stężeniu była wynikiem przemian pośmiertnych.

Prokuratura oskarżyła w tej sprawie byłą już menadżerkę klubu nocnego i byłą tancerkę. Zdaniem śledczych ta pierwsza nie podjęła czynności ratujących życie i nie wezwała pogotowia. Tej drugiej oskarżyciel publiczny zarzuca to samo, ale także to, że doprowadziła klienta do "stanu głębokiego upojenia alkoholowego".

Kobietom grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.

Do śmierci mężczyzny doszło w klubie przy wrocławskim Rynku:

Mapa Targeo

Autor: tam/gp / Źródło: TVN24 Wrocław, Gazeta Wrocławska

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock