Prokuratura wycofała wniosek o areszt dla podejrzanego o atak na kobietę, obrońca dowiedział się o tym w sądzie

TVN24 | Wrocław

Aktualizacja:
Autor:
tam, Szymon Jadczak/gp
Źródło:
policja Wrocław, tvn24.pl, Gazeta Wyborcza Wrocław
Zarzuty i brak aresztu dla mężczyzny, który zaatakował dziennikarkę w trakcie protestu we WrocławiuTVN24
wideo 2/35
TVN24Zarzuty i brak aresztu dla mężczyzny, który zaatakował dziennikarkę w trakcie protestu we Wrocławiu

32-letni mieszkaniec Wrocławia odpowie za zaatakowanie kobiety w trakcie jednego z protestów przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Mężczyzna usłyszał zarzuty nie tylko naruszenia nietykalności cielesnej swojej ofiary, ale też posiadania środków zabronionych, bo te znaleziono w jego mieszkaniu. Prokuratura chciała dla niego aresztu, ale ostatecznie wniosek został wycofany, co potwierdziło biuro prasowe sądu. Obrońca podejrzanego mówi tvn24.pl: - Wniosek o areszt był bezzasadny.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza Wrocław", prokuratorzy chcieli zastosować wobec mężczyzny areszt tymczasowy. Po kilku godzinach wycofali jednak sami wniosek z sądu. Osoby znające kulisy prowadzonego śledztwa miały powiedzieć dziennikarzom "Gazety Wyborczej": "Po zgłoszeniu wniosku o areszt interweniowała Prokuratura Krajowa i nakazała zmianę środków zapobiegawczych na wolnościowe".

Informacje "Gazety Wyborczej" o wycofaniu wniosku o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu potwierdza biuro prasowe Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

- Prokuratura wycofała wniosek o areszt i zastosowała wobec mężczyzny środki wolnościowe w postaci poręczenia majątkowego w wysokości sześciu tysięcy złotych, dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju - słyszymy w biurze prasowym sądu.

"Wniosek o areszt był bezzasadny"

W rozmowie z tvn24.pl mecenas Marek Mucha - obrońca Roberta G. - stwierdził, że nic mu nie wiadomo o interwencji Prokuratury Krajowej w sprawie jego klienta. O wycofaniu wniosku o areszt dowiedział się w sobotę rano w sądzie, gdzie miało się odbyć posiedzenie aresztowe. - Wniosek o areszt był bezzasadny. Dowody zebrane do tej pory w żaden sposób nie wskazują, że ataku dopuścił się mój klient. Do tego dochodzi zagrożenie niską karą w przypadku tego czynu - półtora roku. Więc nie można mówić o groźbie surowej kary - mówi Mucha. Jego klient przyznał się do posiadania sześciu gramów marihuany, którą znaleziono u niego w domu. Z kolei w sprawie jego samochodu, który miał mieć przebite numery VIN, Robertowi G. nie postawiono żadnych zarzutów. OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W INTERNECIE >>>

Robert G. w sobotę wyszedł na wolność.

Poprosiliśmy o komentarz Prokuraturę Krajową.

Prokuratura: w ostatnim czasie w podobnych i znacznie bardziej drastycznych sprawach sądy odrzucały wnioski prokuratorów o tymczasowe aresztowanie

"Wobec sprawcy ataku na dziennikarkę "Gazety Wyborczej" Roberta G. prokuratura zastosowała szeroki zakres środków zapobiegawczych, które nie wymagały zgody sądu, ponieważ w ostatnim czasie w podobnych i znacznie bardziej drastycznych sprawach sądy odrzucały wnioski prokuratorów o tymczasowe aresztowanie" - czytamy w odpowiedzi przesłanej tvn24.pl.

Następnie prokuratura wylicza konkretne przypadki podobnych spraw, kiedy to nie zastosowano tymczasowego aresztu - między innymi sprawę "brutalnego pobicia" dziennikarza TVP przez syna "znanego trójmiejskiego biznesmana". "Innym przykładem jest odmowa przez sąd zastosowania aresztu także wobec sprawcy ciężkiego pobicia księdza w Myśliborzu - choć sprawca ten działający w warunkach recydywy był zakażony COVID-19 i miał świadomość, że naraża życie kapłana, za co grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności" - wskazuje prokuratura. "Z kolei warszawski sąd nie zgodził się na areszt wobec kobiety, która rzuciła w twarz policjanta na służbie zapaloną petardę błyskową, stwarzając dla niego zagrożenie poważnego uszczerbku na zdrowiu choćby w postaci utraty wzroku. Funkcjonariusz został ranny. Kobiecie grozi za to 10 lat więzienia" - dodaje.

"Sprawca ten nie spowodował żadnych poważnych obrażeń pokrzywdzonej dziennikarki"

"Po analizie sprawy Roberta G. Prokurator Regionalny we Wrocławiu podjął decyzję o wycofaniu wniosku o areszt tymczasowy. Sprawca ten nie spowodował żadnych poważnych obrażeń pokrzywdzonej dziennikarki i w ocenie Prokuratora Regionalnego - wobec ostatniej praktyki polskich sądów - wniosek o areszt byłby w tym przypadku pozbawiony szans na pozytywne rozpoznanie.

Prokuratura pisze dalej, że "dysponuje pełnym materiałem dowodowym, który pozwolił postawić Robertowi G. zarzuty naruszenia nietykalności osobistej i posiadania środków odurzających". "Mężczyźnie odebrano paszport, ma zakaz opuszczania kraju, dozór policyjny i wyznaczono 6 tys. zł poręczenia majątkowego" - wylicza.

"Prokuratura Krajowa podkreśla, że wolność prasy i zapewnienie bezpieczeństwa dziennikarzy wykonujących swoją misję informowania społeczeństwa są fundamentem demokratycznego państwa prawa. Każdy, kto dopuszcza się czynów przestępczych wobec przedstawicieli mediów w trakcie wykonywania przez nich obowiązków służbowych, musi ponieść surowe tego konsekwencje i prokuratorzy będą zawsze stać na straży przestrzegania prawa. Prokuratura ma nadzieję na zmianę linii orzeczniczej sądów wobec sprawców tego rodzaju napaści" - pisze w dalszej części odpowiedzi.

Podobnej treści komunikat prokuratura zamieściła na swojej stronie internetowej już w sobotę.

Komunikat Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu

Atak w czasie protestu

Do ataku doszło w środowy wieczór na ulicy Kazimierza Wielkiego w trakcie protestu przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, kierowanego przez Julię Przyłębską, w sprawie aborcji. - Nagle grupa około 30-40 mężczyzn wyłoniła się nie wiadomo skąd i zaczęli zaczepiać ludzi. Szli zamaskowani, ubrani na czarno. Zaczęli krzyczeć, ludzie zaczęli krzyczeć. Jedna z dziennikarek, która relacjonowała to, podobnie jak ja stała najbliżej tej grupy. Została popchnięta przez jednego mężczyznę. Gdyby się nie odsunęła wcześniej, zostałaby też bardzo mocno uderzona. I tak jak szybko się pojawili, tak nagle zniknęli - mówi Mateusz Czmiel, dziennikarz Radia Gra, który był jednym ze świadków tego, co się stało. Zamaskowany napastnik, w bluzie z napisem "Ave Silesia", zaatakował dziennikarkę "Gazety Wyborczej". Kobieta została popchnięta, straciła równowagę i upadła, uderzając o krawężnik.

Atak podczas demonstracji we WrocławiuMateusz Czmiel/Radio Gra Wrocław

32-latek z zarzutami

W czwartek policja informowała o tym, że dostała sygnały o incydentach, do jakich miało dojść na terenie Wrocławia w trakcie protestów. Funkcjonariusze wylegitymowali i ustalili tożsamość 180 osób, między innymi w rejonie ulicy Kazimierza Wielkiego, Traugutta, placu Dominikańskiego oraz terenu Ostrowa Tumskiego. Kilka godzin później przekazano, że do funkcjonariuszy wpłynęły dwa zgłoszenia w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej i spowodowania uszczerbku na zdrowiu. Jeszcze w czwartek zatrzymano 32-latka podejrzewanego o atak na ulicy Kazimierza Wielkiego. W jego mieszkaniu znaleziono nie tylko narkotyki, ale też środki dopingujące. A także - jak relacjonują policjanci - pałkę teleskopową, urządzenia elektroniczne, młynki do mielenia marihuany, przerobiony numer VIN auta i kilkanaście tysięcy złotych. CZYTAJ WIĘCEJ O ZATRZYMANYM 32-LATKU - 32-latek usłyszał zarzut. Będzie odpowiadał za naruszenie nietykalności cielesnej dziennikarki w związku z czynem mającym charakter chuligański i posiadanie środków zabronionych - mówi Dariusz Rajski z biura prasowego wrocławskiej policji.

Przedmioty zabezpieczone przez policjantów w mieszkaniu 32-latkapolicja Wrocław
Do zdarzenia doszło na ulicy Kazimierza Wielkiego we WrocławiuGoogle Maps

Autor:tam, Szymon Jadczak/gp

Źródło: policja Wrocław, tvn24.pl, Gazeta Wyborcza Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: Mateusz Czmiel/Radio Gra Wrocław